fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Talaga: Silna armia dla Polski – trzy powody

Andrzej Talaga
Fotorzepa, Piotr Nowak
Po co nam wojsko?

Parada na święto Wojska Polskiego, nominacje generalskie, przemówienia notabli; o armii znowu było głośno. Generalnie, lubimy nasze wojsko, ale mimo zagrożenia ze Wschodu, słabo rozumiemy, dlaczego właściwie państwo traktujące poważnie swoją suwerenność musi mieć silną armię.

Oczywiste są powody historyczne. W Europie bywały dłuższe okresy pokoju i prosperity niż 70 lat dzielące nas od drugiej wojny światowej, a jednak następowały po nich krwawe jatki. Pokój nie jest wieczny. Ale to dawne czasy, analogie historyczne kiepsko zaś przemawiają do współczesnych umysłów. Pokuśmy się zatem o podanie ledwie trzech fundamentalnych powodów, dla których tu i teraz Polska potrzebuje dobrego wojska.

Powód pierwszy: zbrojny nieład. Po upadku komunizmu nie ukształtował się nowy porządek globalny oparty na długofalowych porozumieniach. Nie powtórzył się ani traktat westfalski, ani kongres wiedeński, ani traktat wersalski, które regulowały świat po wielkich zawieruchach. Z natury rzeczy zwycięzca zimnej wojny, czyli Stany Zjednoczone, stał się na krótko światowym hegemonem, ale pozycja ta jest obecnie silnie kontestowana. Demokratyzacja i liberalizm, a więc wartości, które miały przeorać i ustabilizować sytuację, utraciły impet i nie są już motorem zmian.

Południowe podbrzusze Europy – świat islamski, znalazło się w stanie wrzenia, szczęk żelaza słychać też na wschód od Polski. Złudzeniem byłoby liczyć, że ów nieład zmieni się w nowy porządek inaczej niż poprzez serię wojen. Przecież one już trwają. W świecie konfliktów państwo ze słabą armią lub bez niej niewiele znaczy.

Powód drugi: chwieje się w posadach projekt pokojowego „imperium" wchłaniającego kolejne kraje na zasadzie dobrowolności dzięki sile przyciągania swoich praw oraz instytucji, czyli Unia Europejska. Wspólnota była i wciąż jest unikalnym w historii tworem o takiej sile gospodarczej i skali oddziaływania, który nie ma w ogóle podpory militarnej. Wszystkie projekty połączonej obrony od Europejskiej Wspólnoty Obronnej, poprzez Unią Zachodnioeuropejską, czy wreszcie stosowne zapisy w traktacie lizbońskim, spaliły na panewce. Nigdy nie powstało coś, co choćby w zarysie tworzyłoby europejskie siły zbrojne. Tymczasem pokojowa dywidenda, dzięki której Wspólnota mogła powstać i się rozwijać, właśnie przemija. Tarcza unijnych praw i instytucji już nas nie ochroni.

Powód trzeci: ciemne chmury na Wschodzie. Największy potencjalny przeciwnik Polski, czyli Rosja, jest politycznie zainteresowany utrzymywaniem z Zachodem lub jego wybranymi krajami napięcia niemal na progu wojny. Trwała stabilizacja odbiera Kremlowi elastyczność w działaniu, obecna ekipa rządząca w Moskwie woli więc zasiewać niepewność co do swoich rzeczywistych celów. Służy to bowiem umocnieniu jej władzy wewnątrz Rosji, a ponadto pozwala osiągać w polityce międzynarodowej lepsze rezultaty niskim kosztem.

Czy utrzymywanie napięcia przerodzi się w otwartą wojnę – nie wiemy. Wiadomo jednak, że w ciągu ostatniej dekady armie zachodnie, w tym Wojsko Polskie, praktykowały wojnę antypartyzancką, armia rosyjska doskonaliła się zaś w zmechanizowanej wojnie konwencjonalnej i opanowała ją w sposób godny pozazdroszczenia, jak pokazały jej działania w Donbasie. Zachód oduczył się walczyć w sytuacji zagrożenia z powietrza i ataku na swoje systemy łączności, teraz dopiero przywraca te umiejętności, co pokazały choćby ćwiczenia Anakonda 16.

Jeśli powyższe trzy punkty nie wydają się wystarczającą argumentacją za znacznym zwiększeniem wydatków na obronność i „remilitaryzację" naszego społeczeństwa, to najwyraźniej straciliśmy instynkt samozachowawczy, co w dłuższej perspektywie źle wróży przyszłości polskiego państwa.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute, doradcą firm zbrojeniowych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA