Reklama

Wszystkie wojny Kornela Morawieckiego

Jeden z najbardziej radykalnych działaczy opozycji lat 80. Nowa Polska zaczęła się dla niego, gdy rządy przejęło PiS

Aktualizacja: 20.04.2016 12:33 Publikacja: 19.04.2016 19:21

Kornel Morawiecki

Kornel Morawiecki

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Jest wiosna 1988 roku. W Sojuzie rządzi już pieriestrojkowa ekipa Michaiła Gorbaczowa, a w Polsce komuniści kombinują, jak się dogadać z opozycją, by zachować kontrolę nad państwem. Wzajemne obwąchiwanie solidarnościowych elit i rządzącej krajem ekipy twardogłowych generałów trwa już w najlepsze. We wrześniu w Magdalence dojdzie do pierwszych rozmów, za pół roku zacznie się Okrągły Stół.

W kwietniu 1988 r. Kornel Morawiecki jeszcze tego nie wie. Wraz ze swym przyjacielem Andrzejem Kołodziejem siedzi od pół roku w słynnym areszcie na ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Morawiecki to doktor matematyki z Politechniki Wrocławskiej, lider „Solidarności Walczącej". Kołodziej to spawacz i legenda podziemia – wiceprzewodniczący komitetu strajkowego podczas strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r., który otworzył drogę do utworzenia „Solidarności". W latach 80. chce walczyć jeszcze bardziej – dlatego porzuca „Solidarność" i wiąże się z jej walczącą córą.

Wedle charakterystyk bezpieki organizacja Morawieckiego i Kołodzieja jest „ekstremistyczna", „z tendencjami do stosowania przemocy w walce politycznej", „agresywna", „odrzucająca możliwość kompromisu z władzą". Dlatego gdy liderzy „Solidarności" byli zwalniani po amnestii, ich ścigano i zamykano w areszcie.

Fałszywy rak

Ale ta odsiadka Morawieckiego i Kołodzieja szybko zaczyna być kłopotliwa dla wszystkich stron ruszających do rozgrywki o władzę w nowej Polsce. Komuniści chcą pokazać dobrą wolę i uwolnić więźniów politycznych. Zresztą takie jest oczekiwanie Kościoła oraz liderów opozycji na czele z Lechem Wałęsą. Jednocześnie wszyscy oni zdają sobie sprawę, że wolni Morawiecki i Kołodziej to kłopot, bo ich żarliwy antykomunizm i nieprzejednana postawa w kwestii negocjacji z władzą utrudnią porozumienie. Pod koniec kwietnia 1988 r. Morawieckiego odwiedza mec. Jan Olszewski, obrońca opozycjonistów, późniejszy premier. Składa mu ofertę uzgodnioną z Kościołem i władzą: na wolność nie ma szans, ale władza pozwoli jemu i Kołodziejowi wyjechać za granicę.

Początkowo się zgadzają, ale w dniu wyjazdu do Rzymu nachodzą ich wątpliwości. Nadciąga fala strajków, wierzą, że będzie jak w sierpniu 1980 r. Na lotnisku żądają powrotu do więzienia. Tam konsylium: Olszewski, kościelny emisariusz, późniejszy biskup ks. Alojzy Orszulik, oraz Andrzej Stelmachowski, działacz katolicki związany z „Solidarnością". Namawiają na wyjazd i pokazują wyniki badań Kołodzieja wykonane w więzieniu. Ma mieć raka, a w Rzymie czeka opieka. Lecą. A gdy zdają sobie sprawę, że papiery zdrowotne zostały spreparowane przez władze, nie ma już powrotu.

Reklama
Reklama

Morawiecki przedziera się do kraju na fałszywym paszporcie w sierpniu 1988 r. Kołodziej wraca dopiero po wyborach 4 czerwca 1989 r. przegranych przez komunistów. Nie przeszkodzili w Okrągłym Stole.

Bitwa z ZOMO

Ta sytuacja dobrze pokazuje postrzeganie Morawieckiego i jego organizacji w latach 80. Bezpieka miała w jednym rację – „Solidarność Walcząca" była radykalniejszą wersją swej związkowej matki. Organizacja powstała zaraz po tym, jak komuniści w stanie wojennym zdelegalizowali pierwszą „Solidarność". W podziemiu doszło wówczas do podziałów, w jakim kierunku prowadzić dalszą walkę. Morawiecki odstawał swym radykalizmem od większości innych ludzi „Solidarności". „Że Polska będzie niepodległa. Że wojska sowieckie wyjdą z naszego kraju. Że komuna upadnie w całym bloku sowieckim. Że ZSRR rozpruje się na niezależne państwa wzdłuż szwów republik związkowych i powstaną wolna Ukraina, Litwa, Białoruś i Gruzja. Że Niemcy będą mogły się zjednoczyć. Że w Warszawie stanie pomnik ofiar Katynia" – wspominał po latach programowe postulaty swego ruchu. To nie mieściło się w głowie liderom oryginalnej „Solidarności", a nawet jeśli się mieściło, to nie chcieli stawiać postulatów, które uważali za nierealne.

Chrzest bojowy SW przechodzi pół roku od wprowadzenia stanu wojennego – 13 czerwca 1982 r. Składanie kwiatów pod tablicą „Solidarności" we Wrocławiu zamienia się w bitwę z oddziałami ZOMO.

Bomba w reklamówce

Morawiecki i jego współpracownicy stworzyli struktury podziemne niezależne od „Solidarności" – własne pisma, kolportaż, drukarnie. Prowadzili też akcje sabotażowe. Uczestniczył w nich m.in. Roman Zwiercan, mąż obecnej posłanki Małgorzaty Zwiercan (tej samej, która zagłosowała w minionym tygodniu za Morawieckiego podczas wyborów nowego sędziego Trybunału Konstytucyjnego). Roman Zwiercan przeprowadził nawet detonację materiałów wybuchowych pod siedzibą PZPR w Gdyni w lutym 1987 r. Bombę skonstruował i podłożył sam – przyniósł ją w reklamówce.

„Solidarność Walcząca" była hermetyczna i w niewielkim stopniu zinfiltrowana przez bezpiekę. Jako jedyna organizacja podziemna wymagała od swych członków przysięgi. Nowi działacze składali ją w obecności dwóch już zaprzysiężonych członków. „Wobec Boga i Ojczyzny przysięgam walczyć o wolną i niepodległą Rzeczpospolitą Solidarną, poświęcać swe siły, czas, a jeśli zajdzie potrzeba, swe życie dla zbudowania takiej Polski. Przysięgam walczyć o solidarność między ludźmi i narodami. Przysięgam rozwijać idee naszego Ruchu, nie zdradzić go i sumiennie spełniać powierzone mi w nim zadania".

Czy byli groźni dla reżimu? Morawiecki we wspomnieniach przytacza dokument z 30 stycznia 1986 r. opracowany przez Biuro Studio?w SB: „Koncentracja wszystkich sił i środków resortu spraw wewnętrznych w celu likwidacji kierownictwa »Solidarności Walczącej« i podległych mu struktur na terenie kraju". – Tak jakby wtedy na początku 1986 innych poza nami przeciwników resortu praktycznie nie było, albo jak byli to pod dyskretna? kontrola?– podkreśla.

Reklama
Reklama

Rewolucja Morawieckich

W nowej Polsce budowanej po porozumieniu 1989 r. dla takich ludzi jak Morawiecki także nie było zbyt wiele miejsca. Kilkakrotnie startował w wyborach, włącznie z prezydenckimi. Rezultaty były zawstydzające. Do 2009 r. pozostawał skromnym doktorem na politechnice – jak przed wszelkimi „Solidarnościami".

Morawiecki i jego druhowie z SW czuli się odsunięci na boczny tor. A i III RP nie była państwem z ich bajki – latami marzyli o tym, że rewolucja kiedyś zostanie dokończona. Tak wyglądał dialog z Kołodziejem umieszczony w wydanej w 1997 r. książce „Mucha za szybą":

– Co pan teraz robi?

– Tak w ogóle? No widzi pan. Siedzę. Myślę.

– O czym?

– Jak dokończyć rewolucję.

Reklama
Reklama

– To ona się jeszcze nie skończyła?

– Nie, proszę pana. Ta prawdziwa dopiero się zacznie.

Do dużej polityki Morawiecki wszedł na jesieni swego życia, rzeczywiście na fali swoistej rewolucji. W 2015 r. miejsce na liście wyborczej dla niego i grupki jego ludzi zaoferował buntownik Paweł Kukiz.

Ta sama polityczna rewolucja wyniosła do władzy syna Kornela. Mateusz Morawiecki, który zrobił w tej III RP błyskotliwą karierę bankiera, porzucił zarękawki i objął stanowisko wicepremiera w rządzie PiS.

Relacje Kornela i Mateusza były w przeszłości skomplikowane, ciążyły na nich sprawy osobiste, ale i programowe – solidarnościowo-socjalne poglądy Kornela nie współgrały z liberalnymi gospodarczo przekonaniami Mateusza. Dziś ich ścieżki na powrót się spotykają. – Z synem wiążę nadzieję na to, że w naszym kraju zacznie się dziać coś dobrego. Wiem, że nadaje się na lidera politycznego i premiera – mówi Kornel Morawiecki.

Reklama
Reklama

Wicepremier nie chce mówić, czy podziela nadzieje ojca.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama