fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o polityce

Marek Migalski: Jak żyć z terrorem i nie dać się zniewolić

123RF
Trzeba za wszelką cenę bronić swobód obywatelskich.

Trzy tygodnie po zamachach w Brukseli można już chyba spokojnie zacząć dyskutować o tym, co one znaczyły i jaka powinna być nasza reakcja.

Krótko po nich taka debata nie była możliwa. Krzyczano o końcu naszego świata, o ostatecznym pogrzebaniu wolności i swobód. O ile język ten był zrozumiały w ustach rodzimych zamordystów, zwolenników silnego państwa i trydenckich troglodytów, o tyle w wykonaniu komentatorów ceniących wolności osobiste i publiczne był aberracją. Podnosili larum, nie rozumiejąc, że działają na rzecz wartości przeciwnych. Bo przecież jeśli sytuacja jest nadzwyczajna, to i środki przeciwdziałania muszą być nadzwyczajne. Jeśli to koniec świata, jaki znamy, to znaczy, że musimy się do tego dostosować i zrzec się swobód, które były dla niego charakterystyczne.

Przypomnijmy zatem – w zamachach brukselskich zginęły 34 osoby. Aż, ale też tylko, 34 osoby. Z całym szacunkiem dla ofiar oraz dla ich rodzin, to połowa tego, co ginie na europejskich drogach w ciągu jednego dnia. Od tamtego czasu miliony Europejczyków spokojnie skorzystały z samolotów, metra i swoich aut, poszły do kin i teatrów, zjadły kolacje w restauracjach i spędziły miło czas w parkach i na stadionach.

Z faktu, że 70 osób dziennie ginie na europejskich drogach, nikt rozsądny nie wyciąga wniosków, że należy zakazać jazdy autami, a wszystkie autostrady zamknąć, by uniknąć dalszych ofiar. Postępujemy inaczej – inwestujemy w bezkolizyjne skrzyżowania i bezpieczne przejścia dla pieszych, konstruujemy coraz bezpieczniejsze pojazdy, ścigamy pijanych kierowców. Czyli działamy racjonalnie. Robimy wiele, by ograniczyć liczbę ofiar wypadków, ale nie czynimy wszystkiego, by zredukować ją do zera. Wiemy bowiem, że całkowite bezpieczeństwo oznaczałoby całkowity brak wolności.

Dlaczego więc w przypadku ataków terrorystycznych wpadamy w taką panikę? Dla przeciętnego Europejczyka, a dla Polaka zwłaszcza, śmierć w zamachu jest kilkanaście tysięcy razy mniej prawdopodobna niż śmierć w wypadku. W ciągu ostatnich dziesięciu lat z rąk zamachowców zginęło 17 Polaków (zdecydowana większość zresztą to żołnierze), a na polskich drogach śmierć poniosło w tym czasie ok. 40 tys. naszych rodaków. 40 tys.! Ale nikt z nas z tego powodu nie rezygnuje z wyjścia z domu i skorzystania z własnego auta lub transportu publicznego.

Część z nas chce natomiast wyrzec się swoich praw i wolności w strachu przed atakiem terrorystycznym. Czyż nie jest to opis czystej paranoi?

Z terroryzmem należy walczyć ostro i bez zbędnych sentymentów. Nie wolno żałować pieniędzy na ten cel. Ale marzenie o życiu w świecie, w którym nie będzie dochodziło do aktów terroru, jest pragnieniem dziecka. Mamy globalizację i nie sposób całkowicie wyeliminować zagrożenia.

Musimy więc przyzwyczaić się do życia z terroryzmem w tle. Jak z bolącym od czasu do czasu zębem. Jest tylko jeden kraj na świecie zupełnie wolny od terroryzmu – to Korea Północna. Tam jakikolwiek zamach jest niemożliwy. Ale okupione jest to całkowitym zniewoleniem. Bo taka właśnie jest cena za pełne bezpieczeństwo.

Jeśli w strachu przed zamachami oddamy naszym rządom prawo do inwigilowania nas, do naruszania naszej intymności, do szperania w naszej prywatności, to znaczy, że terroryści wygrali. Bo zafundujemy sobie świat przez nich ukochany – pełen restrykcji i zakazów, kontroli i obostrzeń.

Dokładnie tego chcą terroryści – samonarzucenia sobie ustroju totalnego. Faktycznego końca wolnego świata. Śmierci Zachodu.

Wbrew pozorom terroryzm nie zwycięża. Zamachowcy kryją się po norach. Ich ataki są prymitywne i prostackie. Akty terroru stały się jednak częścią naszego krajobrazu społecznego. Tak jak wypadki czy zanieczyszczenie powietrza. Musimy starać się minimalizować ich śmiertelne skutki, ale przestać marzyć o ich całkowitym wyeliminowaniu.

Dorosły i mądry człowiek Zachodu musi wiedzieć, że życie bywa niebezpieczne, lecz prawdziwie groźne jest myślenie o życiu całkowicie bezpiecznym. Część naszych swobód musi zostać ograniczona. Ale nie możemy panikować na myśl o tym, że „każdy z nas" może być ofiarą zamachu, pozbywać się kolejnych swobód i praw w obawie przed zagrożeniem. Przegranymi w walce z terrorem możemy być tylko wówczas, gdy sami się za takich uznamy lub gdy w strachu przed zamachami oddamy naszym rządom własne wolności.

Autor jest politologiem, był europosłem PiS, PJN i Polski Razem

 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA