Reklama
Rozwiń
Reklama

Szułdrzyński: Po co Beata Szydło jeździ po Polsce

Wicepremier szuka elektoratu.

Aktualizacja: 17.01.2018 12:44 Publikacja: 16.01.2018 18:07

Szułdrzyński: Po co Beata Szydło jeździ po Polsce

Foto: Fotorzepa

Zaledwie miesiąc wystarczył od zmiany na fotelu premiera, by na współpracy między nowym szefem rządu Mateuszem Morawieckim a jego zastępczynią, a zarazem poprzedniczką, Beatą Szydło pojawiły się pierwsze rysy.

O co poszło? Szydło na spotkaniu z mieszkańcami Leszna w poniedziałek stwierdziła, że jeśli pozwoli na to sytuacja budżetowa, program 500+ powinien zostać rozszerzony również na pierwsze dziecko w rodzinie.

Już we wtorek rano odpowiedział jej Marek Suski, szef gabinetu politycznego premiera Morawieckiego, mówiąc, że prezes Rady Ministrów o tym pomyśle dowiedział się z mediów. – To indywidualny pomysł Beaty Szydło – dodał Suski.

I nie byłoby może w tej sytuacji nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, ze słowa Suskiego można potraktować również jako odniesienie się do innego faktu: wyraźnej aktywności Beaty Szydło wśród partyjnych struktur.

W internecie w kilka chwil można znaleźć zdjęcia z ostatnich wyjazdów pani wicepremier, podczas których odwiedziła nie tylko leżące niedaleko jej okręgu Chrzanów, Wilamowice, Olkusz, Katowice czy Bystrą, ale również Gorlice czy Leszno. Czy to spotkania z publicznością, czy spotkania świąteczno-noworoczne z działaczami partii lub samorządowcami – wszystkie pokazują byłą panią premier otoczoną tłumem rozemocjonowanych sympatyków.

Reklama
Reklama

W partii można spotkać trzy sposoby tłumaczenia działań Beaty Szydło. Jedno mówi o tym, że po utracie stanowiska premiera buduje ona swą pozycję i popularność wśród działaczy i wyborców Prawa i Sprawiedliwości. Biorąc pod uwagę szok, jakim dla wielu z nich była zmiana premiera, a potem dymisja tak sztandarowych w prawicowym elektoracie postaci jak Antoni Macierewicz, objeżdżając kraj, Szydło jest w stanie zbudować sobie całkiem pokaźny kapitał polityczny.

Tym bardziej – i to druga interpretacja – że stara się ona zbudować ten kapitał na przeciwstawieniu socjalnego oblicza rządu Szydło technokratycznemu podejściu gabinetu Morawieckiego. I chodzi nie tylko o to, że dla wielu przedstawicieli tzw. prawego sektora, czyli zwolenników radykalnego kursu, poprzedni rząd był rządem PiS, obecny zaś jest rządem Morawieckiego, a więc kogoś w partii relatywnie świeżego, który na ministrów powołał postaci spoza PiS (jak ministrów zdrowia czy finansów), ale też mających na sumieniu wypowiedzi krytyczne pod adresem partii i jej kierownictwa (jak podniesiony przez prawicowe portale tekst minister przedsiębiorczości Jadwigi Emilewicz z 2014 roku, w którym krytykowała smoleńską politykę Tuska i Kaczyńskiego).

W tej narracji Szydło staje się dobrą matką pisowskiego ludu skonfudowanego krokami, jakie w kierunku bardziej liberalnego centrum wykonał niepewny politycznie Mateusz Morawiecki.

Paradoksalnie, choć sama Szydło nie miała jako premier dobrych relacji z Macierewiczem, który formalnie był jej podwładnym, to jego odejście z rządu tylko wzmacnia ten przekaz do twardszego i zarazem bardziej socjalnego elektoratu.

Trzecia interpretacja – znacznie bardziej prozaiczna, mówi o tym, że Szydło buduje sobie rozpoznawalność przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się za półtora roku. Dobry wynik w tych wyborach dałby jej mandat do zajmowania w ramach PE jakiegoś ważnego stanowiska. Swego czasu mówiło się zaś w PiS o tym, że Szydło mogłaby być polskim kandydatem na komisarza w Komisji Europejskiej. Co ciekawe, żadna z tych interpretacji się nie wyklucza i każda z nich może być prawdziwa.

Szydło już w czasach swoich rządów udowodniła, że jeśli chodzi o budowanie swego wizerunku, jest osobą niezwykle wytrwałą. Fakt, iż odchodziła jako jeden z najbardziej popularnych polityków, jest sporym kapitałem, jaki niesie ona na przyszłość. Nic więc dziwnego, że doradca Andrzeja Dudy stwierdził ostatnio, że była premier odegra jeszcze ważną rolę w dobrej zmianie.

Reklama
Reklama

I tylko jedno nie jest jasne: czy kampania Beaty Szydło jest autoryzowana przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. I nad tym obecnie głowią się wszyscy, którzy w obozie władzy dostrzegli aktywność byłej pani premier. Bo to, że stanie się ona prędzej czy później kłopotem dla Mateusza Morawieckiego, jest chyba dla wszystkich oczywiste.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama