fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Prawdziwe oblicze Dzikiego Zachodu

Billy Kid, ścigany za 21 zabójstw, zginął z ręki szeryfa Pata Garetta
Wikipedia
Rewolwerowcy i szeryfowie z Dzikiego Zachodu już za życia stawali się legendami

Jesse James, Billy Kid czy Dziki Bill Hickok to nazwiska świetnie znane z westernów. W role słynnych rewolwerowców wcielali się najwięksi gwiazdorzy Hollywood: Gary Cooper w „Nieustraszonym Billu", Paul Newman w filmie „Gwiazda szczęścia Billy'ego Kida" czy Brad Pitt w „Zabójstwie Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda". Nic dziwnego, bo już za życia stali się oni legendami, a Dziki Zachód naprawdę niewiele różnił się od filmowych scenariuszy. Dziki Zachód (Old West lub Wild West) to popularne określenie zachodnich terenów USA w wieku XIX i początku XX. Jednym z poważniejszych problemów, jakie napotykała tam amerykańska administracja, było zaprowadzenie praworządności na dopiero zasiedlanych przez pionierów obszarach od Rio Grande do granicy z Kanadą. Illinois, Missouri i Teksas stanowiły granicę, gdzie – jak mawiano – kończyły się rządy ludzi, a zaczynały rządy Boga. Tam można było liczyć tylko na siebie i swój „wyrównywacz szans", czyli jeden z licznych modeli rewolwerów wynalezionych i produkowanych przez Samuela Colta lub firmę Smith&Wesson. Bo na zachodzie nie brakowało przestępców, szulerów i innych amatorów łatwego zarobku.

Jednym z najsłynniejszych awanturników pogranicza był niewątpliwie Bill Hickok – Dziki Bill. Urodził się 27 maja 1837 r. w Homer (obecnie Troy Grove) w stanie Illinois. Zaczynał jako woźnica dyliżansów. W czasie wojny secesyjnej walczył po stronie Unii. Potem był zwiadowcą, szeryfem i zawodowym hazardzistą. Sam chwalił się, że zastrzelił setkę ludzi, choć w rzeczywistości było ich dużo mniej. Jego pierwszą znaną ofiarą był Davis K. Tutt, który publicznie upokorzył Hickoka, zagarniając z karcianego stołu jego pamiątkowy zegarek jako zastaw za niespłacony dług w wysokości 35 dolarów, który Hickok miał zaciągnąć, kupując od niego konia. Hickok stwierdził, że winien jest Tuttowi jedynie 25 dolarów. Zagroził, że go zastrzeli, jeśli ten będzie się pokazywać publicznie z jego zegarkiem. Następnego dnia (21 lipca 1865 r.) Tutt ostentacyjnie spacerował z wywieszonym zegarkiem po głównym placu Springfield (stan Missouri). Bill Hickok wyszedł mu naprzeciw i stojąc w odległości ok. 23 m od niego, ostrzegł go ponownie. Według świadków to Tutt pierwszy wyciągnął rewolwer. Strzały padły niemal jednocześnie. Tutt spudłował, natomiast szybki i celny strzał Hickoka rozerwał mu tętnicę, powodując śmierć w wyniku krwotoku. Dziki Bill stanął przed sądem, ale przysięgli błyskawicznie zadecydowali o uniewinnieniu, bo „walka była uczciwa".

W 1869 r. Hickok jako szeryf miasta Hays już w pierwszym miesiącu zabił dwóch ludzi w walce na rewolwery. Jednym z nich był „groźny morderca z Missouri", niejaki Bill Mulvey, który pierwszy rozpoczął strzelaninę, publicznie zobowiązując się zabić szeryfa Hickoka. Drugim był kowboj Samuel Strawhun, który wyciągnął rewolwer, gdy Hickok wkroczył do saloonu, gdzie pijany Strawhun siał zamęt. Będąc szeryfem w Abilen (objął tę funkcję w 1871 r., kiedy jego poprzednik Tom „Bear River" Smith został zabity), Dziki Bill zastrzelił skonfliktowanego z nim teksańskiego hazardzistę i właściciela saloonu Philema Coe, który zresztą strzelił do niego pierwszy, raniąc go w nogę. W zamieszaniu szeryf trafił też śmiertelnie swego zastępcę i przyjaciela Mike'a Williamsa (czego nie mógł sobie wybaczyć do końca życia). Prasa szeroko pisała o tym, jak miesiąc później Bill Hickok zapobiegł zemście piątki Teksańczyków, przechwytując ich w Topeka. Gdy pociąg przybył na stację, Hickok czekał na nich z rewolwerami w rękach, zmuszając ich do pozostania w wagonie i odjechania. Po długim okresie sprawowania funkcji szeryfa, utrzymywania się z pokera, po próbach aktorskich i karierze zwiadowcy (dla gen. Custera) Hickok zapadł na jaskrę. Pogorszenie wzroku zmusiło Hickoka do wycofania się z intratnych pokazów strzeleckich. Zginął w Deadwood (ówczesne Terytorium Dakota) 2 sierpnia 1876 r. Grając w karty, siadał zawsze tyłem do ściany. Tego dnia było jednak tłoczno i nie mógł znaleźć takiego miejsca. W czasie gry stanął za nim Jack McCall, który z okrzykiem „Take that!" („No to masz") strzelił mu w tył głowy. McCall próbował uciec, ale schwytany tłumaczył się, że była to zemsta za zabójstwo brata. O dziwo mieszkańcy Dedwood dali mu wiarę i wypuścili go, ale ponieważ osada leżała na terytorium indiańskim i była nielegalna, władze nie uznały wyroku. McCall, który chwalił się w Wyoming, że zabił Hickoka w otwartym pojedynku, został ponownie schwytany, osądzony i powieszony. Już po egzekucji okazało się, że nigdy nie miał brata.

Konfederata bandytą

Jesse James – w przeciwieństwie do Dzikiego Billa Hickoka – był przestępcą i tylko przestępcą. Urodził się 5 września 1847 r. w hrabstwie Clay w stanie Missouri w rodzinie pastora Kościoła baptystów. W wojnie secesyjnej jako nastolatek walczył po stronie Konfederacji. Po wojnie razem z bratem Frankiem i kuzynami Cole'em i Johnem Yungerami napadali na dyliżanse, pociągi i banki. Na początek z Clay County Savings Bank w miejscowości Liberty zrabowali 60 tys. dolarów. Jesse James przewodził co najmniej 25 napadom w Missouri i sąsiednich stanach. Nie wahał się strzelać do kasjerów przy najmniejszym oporze z ich strony. Na zlecenie bankierów był przez kilkanaście lat bezskutecznie ścigany przez agencję detektywistyczną Pinkertona, tymczasem mieszkał z żoną i dwójką dzieci w niewielkim domu przy Lafayette Street w St. Joseph w stanie Missouri pod przybranym nazwiskiem Tom Howard.

Skład osobowy bandy Jamesa wielokrotnie zmieniał się na skutek zatrzymań, śmierci w czasie napadów i pościgów oraz zdrad. Jesse ufał już tylko braciom Ford. Nie wiedział, że Charles Ford współpracuje z władzami stanu Missouri. 3 kwietnia 1881 r. w czasie przygotowań do napadu Jesse James zauważył, że obraz w domu jest mocno zakurzony. Poszedł go wyczyścić, zdejmując przy tym pas z bronią. Wykorzystał to Ford, który strzelił mu w tył głowy. Ford otrzymał 5 tys. dolarów nagrody, za co kupił saloon, w którym 8 czerwca 1892 r. został zamordowany przez Edwarda Capeharta O'Kelleya. Za sprawą prasy, szczególnie zaś dziennikarza Johna Edwardsa, przedstawiającego Jamesa jako ostatniego partyzanta Konfederacji walczącego z Unią, jego postać obrosła legenda. Tym bardziej że od początku podważano jego śmierć. W swoim dzienniku Calamity Jane napisała, że spotkała Jamesa w 1889 r., czyli siedem lat po jego pogrzebie. Twierdziła, że w trumnie pochowano człowieka o nazwisku Tracy lub Lynch – kuzyna Billa Hickoka. Napisała również, że Jesse żyje i ukrywa się pod nazwiskiem Dalton. Podczas spotkania miał jej powiedzieć, że ujawni swoją tożsamość, jeśli dożyje setki. W połowie lat 40. XX w. niejaki J. Frank Dalton oświadczył, że Jesse James to on.

Dzieciak z rewolwerem

Billy the Kid, właściwie Patrick Henry McCarty lub William Bonney, urodził się prawdopodobnie 17 września 1859 r. w Nowym Jorku. Karierę kryminalną rozpoczął w wieku 16 lat, okradając chińską pralnię w Silver City w Nowym Meksyku. W sierpniu 1877 r. w Camp Grant (Arizona) zabił podczas kłótni niejakiego Cahilla (ogółem podczas swojego krótkiego życia został oskarżony o 21 morderstw, a nie liczono Indian i Meksykanów). Zbiegł do Nowego Meksyku i zaczął pracę na ranczu Johna Tunsttala. W 1878 r. był świadkiem zabójstwa swego szefa i wziął udział w słynnej wojnie w hrabstwie Lincoln po stronie frakcji Regulatorów, którzy zabili szeryfa Williama Brady'ego. 4 kwietnia Regulatorzy napadli na Andrew L. Robertsa, zabójcę Tunstalla. Ten zabił jednego napastnika i ranił drugiego. Gdy wystrzelał wszystkie pociski, zginął z ręki Kida. Po przegranej wojnie o Lincoln Regulatorzy poszli w rozsypkę, tworząc kilka band operujących z okolicznych gór. Kid kilkakrotnie uciekał z aresztów, kradł konie i bydło, napadał na Indian i ranczerów.

Szczyt bandyckiej działalności gangu Billy'ego Kida przypadł na 1880 r. W Lincoln zjawił się nowy szeryf, Pat Garett, wynajęty do jednego zadania: likwidacja bandy Kida. W strzelaninie na obrzeżach Fort Summer zginął Tom O'Foliard, 19-letni Teksańczyk, który był z Billym niemal od początku. W kolejnej strzelaninie zginął ostatni (oprócz Kida) z dawnych Regulatorów – Charlie Bowdre. Wilson, Pickett Rudabaugh i Kid poddali się. W marcu 1881 r. Kid został oskarżony o zamordowanie Robertsa, jednak sąd uwolnił go od tego zarzutu. Został za to skazany na śmierć za zabójstwo szeryfa Brady'ego. 28 kwietnia pod nieobecność szeryfa Garetta w mieście jeden z przyjaciół Kida ukrył broń w ubikacji na podwórzu więzienia. Kid zastrzelił dwóch strażników i uciekł. Pat Garett zorganizował pościg – ślady prowadziły do Fort Summer. 13 lipca Garrett poszedł w nocy porozmawiać z Pete'em Maxwellem, znajomym swoim i Kida. Gdy nagle do pokoju wszedł Billy, szeryf bez słowa go zastrzelił. W chwili śmierci Kid miał niespełna 22 lata.

Sędzia i rewolwerowiec

Równie barwni jak bandyci i szeryfowie z Dzikiego Zachodu byli tamtejsi sędziowie. Chyba najsłynniejszym był Phantly Roy Bean, znany po prostu jako Roy Bean. W młodości był awanturnikiem, który zabił co najmniej jedną osobę (meksykańskiego oficera) i co najmniej dwa razy brał udział w strzelaninie. W końcu osiadł w Nowym Meksyku, gdzie pomagał bratu w prowadzeniu saloonu. Gdy brata zastrzelono, Bean odziedziczył knajpę, ale stracił ją w czasie wojny secesyjnej, podczas której przyłączył się do konfederatów. W 1882 r. dorobił się własnego saloonu w Vinegaroon w Teksasie. W tym czasie w okolicy przebywały tysiące robotników budujących kolej, co dodatkowo wzmagało typowy dla Zachodu chaos i potęgowało bezprawie. Potrzebna więc była choćby namiastka wymiaru sprawiedliwości. Roy Bean jako „szanowany obywatel" został miejscowym sędzią pokoju.

Praktyka sędziowska Beana była nieco ekscentryczna. Sam określał ją jako Law West of Pecos (prawo na zachód od Pecos). Używał tylko jednej prawniczej książki – „Revised Statutes of Texas" w wydaniu z 1879 r. Gdy dostarczano mu nowsze wydania albo inne zbiory ustaw i orzecznictwa, palił nimi w piecu. Wiele wyroków Beana przeszło do legendy Dzikiego Zachodu i poniekąd również do historii prawa. Najsłynniejszy dotyczył sprawy morderstwa. Irlandzki robotnik kolejowy zastrzelił innego robotnika – Chińczyka. Gdy Bean sądził mordercę, jego saloon (służący też za sąd) otoczył tłum wściekłych Irlandczyków. Rozgorączkowany sędzia przez dłuższy czas wertował swoją „świętą księgę", by w końcu orzec: „Zabójstwo to zabicie człowieka. Nigdzie natomiast nie jest napisane, że nie wolno zabijać Chińczyków".

Bean zasłynął niezwykłą łagodnością: koniokradów, których na Zachodzie wieszano, puszczał wolno, o ile oddali konie. Tylko dwa razy wysłał ludzi na szubienicę (z czego jeden skazany uciekł przed egzekucją). Słynął też z tego, że od ręki udzielał rozwodów, inkasując 10 dolarów, mimo że rozwodów mogły udzielać tylko sądy okręgowe. Władze stanowe tolerowały jego wyczyny, wychodząc z założenia, że lepsze jest prawo w wykonaniu Beana niż zupełny brak prawa. Bean pełnił swój urząd do 1896 r. Dorobiwszy się sporych pieniędzy, na stare lata został filantropem, opiekując się biednymi i dostarczając za darmo opał do okolicznych szkół. Zmarł w 1903 r. na skutek przepicia podczas przyjęcia. Wraz z sędzią Beanem umierał też Old West.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA