fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o historii

Krzysztof Kowalski: Nadzieja zakopana w skrzyniach i garnkach

AdobeStock
„Nie skarbcie sobie skarbów na ziemi, gdzie rdza i mól psuje i gdzie złodzieje wykopują i kradną" (Ewangelia wg św. Mateusza, VI: 21, przekład Jakuba Wujka).

Na początku tego roku dokonano w Wieliczce niezmiernie ciekawego odkrycia archeologicznego: podczas wykopalisk w obrębie starej synagogi natrafiono na drewnianą spróchniałą skrzynię. Ten kufer, długości 130 cm i głębokości 80 cm, zawierał 350 precjozów – liturgicznych przedmiotów ze złota, srebra i brązu, związanych z religią judaistyczną (kielichy, lichtarze, okucia Tory itp.).

Komentując to odkrycie, dr Beverly Nenk, konserwatorka zbiorów średniowiecznych i judaików w British Museum, powiedziała: „Natrafienie na tego rodzaju skarb jest naprawdę nieoczekiwane. Jeśli na tych przedmiotach znajdują się czytelne napisy, dostarczą informacji o datach i osobach tej konkretnej żydowskiej wspólnoty z Wieliczki". A jest na to szansa, ponieważ w kufrze znajdowało się m.in. 18 insygniów z czapek z inicjałami cesarza Austro-Węgier Franciszka Józefa, władającego państwem w latach 1848–1916.

Kierujący wykopaliskami dr Michał Wojenka z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego zauważa: „Są to dopiero prace wstępne w synagodze, przed nami ustalenie, w jakich okolicznościach skrzynia ta została ukryta". Specjaliści z Muzeum Historii Żydów Polskich Polin ustalili, że synagoga została wzniesiona około 1750 r. Żydzi osiadali w Wieliczce już pod koniec średniowiecza, gdy zabrakło dla nich miejsca w wielu królestwach. Najmłodsze precjoza pochodzą sprzed II wojny, a to oznacza, że ludzie, którzy je ukryli, albo nie przeżyli Holokaustu, albo nie powrócili po skarb z sobie tylko wiadomych powodów. Zresztą mógł być gromadzony stopniowo – w Wieliczce wielokrotnie dochodziło do antyżydowskich rozruchów; ostatnie, potwierdzone dokumentami, miały miejsce w 1889 i 1906 r.

Odkrywanie skarbów – wbrew pozorom – zdarza się stosunkowo często. Jesienią ubiegłego roku w Cichoborzu koło Hrubieszowa odkryto skarb w glinianym garnku ważący 5,5 kilograma – 1753 srebrne monety z I–II stulecia. Prof. Andrzej Kokowski z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie napisał: „Znalezienie skarbu potwierdziło teorię o bitwie w Kotlinie Hrubieszowskiej. Z Wandalami uciekającymi przed Gotami było aż tak bardzo źle, że ukrywali wszystko co najcenniejsze. Przecież za moment doszło do bitwy pod Przewodowem, chowano wandalskich wojowników w Podlodowie, Swaryczowie i Tuczapach" („Archeologia żywa"). Wandalom, podobnie jak Żydom z Wieliczki, walił się świat. W tych okolicznościach starali się ocalić „na potem" to co najcenniejsze. Zakopywanie cennych dóbr było przejawem nadziei, że złe przeminie i powróci normalność.

Właśnie taką nadzieję mieli Stanisław Piwo, podczaszy płocki, i jego żona Zofia Magdalena Loki, herbu Rogala, gdy walił się ich świat podczas szwedzkiego potopu. Mieszkali w Skrwilnie. Szwedzi zamordowali wikarego z miejscowego kościoła, ponieważ nie wskazał im miejsca ukrycia złotych naczyń liturgicznych – informuje o tym wpis w księdze parafialnej z 1658 r. Nauczeni tym przykładem Stanisław i Zofia umieścili rodzinne klejnoty w drewnianej skrzyni i zakopali w ruinach pradawnego grodziska porośniętego trawą i chaszczami, na odludziu, 4 kilometry od domu. Włożyli do skrzyni złotą i srebrną biżuterię damską i męską, zastawę stołową, lichtarze zdobione diamentami, rubinami, szmaragdami, szafirami, turkusami i 51 perłami. Tego bogactwa Szwedzi nie dopadli, ale właściciele też z niego już nie skorzystali. Bóg jeden raczy wiedzieć, co się z nimi stało.

I tak się dzieje zawsze, gdy przez kraj, region czy miasto przetacza się kataklizm, obojętne jakiej natury. Dość powiedzieć, że tylko na terenie Polski natrafiono dotychczas na blisko tysiąc skarbów sprzed stuleci i tysiącleci.

Teraz przez świat przetacza się „morowe powietrze", zaraza, czyli – używając współczesnego języka naukowego – pandemia. Ludzie tracą pracę, zaczyna im brakować pieniędzy. Obecnie największe centrum zachorowań znajduje się w Nowym Jorku. Już dochodzi tam do zwiększonej liczby rabunków, kradzieży. W takich okolicznościach niektórzy ludzie stracą zaufanie do policji, banków, zaczną wycofywać z nich pieniądze, depozyty, kosztowności. Co z nimi zrobią?

Archeolog wie, że część tego bogactwa trafi do ziemi. Za 500 czy 1000 lat archeolodzy będą się natykać na skarby z trzeciej dekady XXI w., a ponieważ będzie ich dużo więcej niż z drugiej połowy XX stulecia, w podręcznikach historii znajdą się akapity o archeologicznych dowodach nieoczekiwanej katastrofy zdrowotnej, społecznej i gospodarczej w momencie największego w dziejach ludzkości rozkwitu światowej cywilizacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA