fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rzecz o Zdrowiu

Do więzienia po tabletkach

Dr Michał Skalski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego radzi, by kłopoty ze snem leczyć u specjalisty
Adobe Stock
Leki nasenne uzależniają jak alkohol czy heroina - ostrzega dr Michał Skalski z Poradni Leczenia Zaburzeń Snu.

Jak wielu z nas ma kłopoty ze snem?

Ogólnoeuropejskie badania sprzed dwóch lat pokazały, że problem braku snu dotyczy co drugiej osoby.

Dlaczego nie możemy spać?

Powody są zarówno zewnętrzne, jak i wewnętrzne, bo bezsenność dotyczy co drugiej osoby. Często nazywa się ją chorobą cywilizacyjną, dlatego że czynniki, które nas otaczają – brak światła, brak ciszy, tempo życia – nie sprzyjają dobremu spaniu. Żeby w nocy spać dobrze, trzeba mieć dobrze przygotowaną sypialnię, w której jest ciemno i cicho, a by dobrze przespać noc, trzeba być odpowiednio aktywnym w ciągu dnia i na 3–4 godz. przed snem umieć się wyciszyć. Krócej, płycej i gorzej będą spali zarówno ci, którzy cały dzień leżą na kanapie z powodu choroby, jak i osoby ciągle nakręcone, które do łóżka trafiają prosto z pracy czy siłowni. By dobrze spać, trzeba przywrócić równowagę.

Ale mało kto potrafi ją osiągnąć. Zamiast tego idzie do apteki po środki nasenne, na początku te bez recepty.

Nie zawsze jest to złe, bo bezsenność jest chorobą, która się samonapędza. Jeśli w ciągu pierwszych dwóch–trzech tygodni pacjent nie uzyska pomocy w postaci tabletki, jego bezsenność się utrwali i przejdzie w postać przewlekłą. Jeśli ja śpię źle, zaczynam się tym martwić, a im bardziej się martwię, tym gorzej śpię. Niestety, badania z ostatnich 20 lat pokazały, że większość metod, które ludzie stosują na własną rękę, pogarsza sen. Weźmy liczenie baranów, które okazało się metodą przeciwskuteczną.

Wiele osób ratuje się dostępnym bez recepty połączeniem paracetamolu z substancją antyalergiczną.

Ja tego nie potępiam, choć nie wiem, po co ten paracetamol. Ta substancja antyhistaminowa dostępna jest osobno, choć jeszcze wciąż na receptę.

A co, jeśli biorą go latami?

Mam nadzieję, że paracetamol im nie zaszkodzi. Z kolei drugi składnik jest brany przewlekle przez chorych na alergię i okazuje się bezpieczny. My walczymy, by sen ratować tabletką, a już szczególnie przewlekle. Uczymy pacjentów, by radzili sobie ze swoją bezsennością. Dla wielu nieprzespana noc jest tragedią. Tymczasem życie lekarza uczy, że można funkcjonować bez 7 godz. snu na dobę. Mam lekarzy rezydentów, którzy biorą po 15 dyżurów w miesiącu i żyją. Oczywiście, tak nie powinno być, ale jeśli już się zdarzy, to można z tym żyć. Pytanie, jak zdefiniować bezsenność? To dysproporcja pomiędzy oczekiwaniami a możliwościami pacjenta. Jedna z moich pacjentek mówi: Jak nie prześpię 8 godz., to jestem nieprzytomna. Tymczasem wszystkie badania pokazują, że osoby koło czterdziestki śpiące ok. 6 godz. są w lepszej kondycji psychofizycznej niż te, które śpią 8. Oczywiście, jeśli ktoś śpi mniej niż 5 godz. na dobę, które stanowi minimum biologiczne, należy się wesprzeć tabletką.

Mało kto o tym wie i po niepowodzeniach z lekami bez recepty zgłasza się do lekarza, zwykle pierwszego kontaktu, a ten wypisuje mu np. zolpidem.

Mamy do dyspozycji dwie grupy leków, tzw. „trzy zetki” (zolpidem, zaleplon i zopiklon), mające tę zaletę, że działają bardzo szybko, ale krótko. Gdy wchodziły na rynek i wypierały leki starego typu, musieliśmy uczyć ludzi, by brali je już po położeniu się do łóżka, bo z przyzwyczajenia brali wcześniej i zasypiali w drodze do sypialni, np. na schodach. To leki na tzw. bezsenność przygodną, przed egzaminem, podróżą.

Ale cała rzesza ludzi przyjmuje „zetki” przewlekle.

Te leki jako wywodzące się z benzodiazepin, takich jak relanium, mają to nieszczęście, że potrafią bardzo silnie uzależnić – jak heroina czy alkohol. Co tydzień przyjmuję po kilka osób biorących kilkanaście, kilkadziesiąt dziennie. Rekordzistka bierze ich 130 na dobę. Ale funkcjonowanie tych ludzi to nie życie, ale stan wiecznej intoksykacji, naćpania. Te leki można brać maksymalnie dwa tygodnie.

Są tacy, którzy łączą je z alkoholem i mają potem różne wizje. Znajoma popiła zolpidem kieliszkiem wina i widziała po nim „zielone ludziki”, z którymi rozmawiała.

Łączenie „zetek” z alkoholem to zbrodnia. Znam kilka osób, które w stanie zaburzonej świadomości popełniły przestępstwo i siedzą w więzieniu. Zdarza się np., że ojciec molestuje małoletnie dziecko czy robi krzywdę komuś z domowników. „Zetki” to tzw. usypiacze, działające jak narkoza, które bardzo szybko rozwijają tolerancję. Zauważają to sami pacjenci, którzy mówią: „O, doktorze, najpierw brałem pół tabletki, a teraz po dwóch nie mogę zasnąć”. Dochodzi do sytuacji, gdy usypiają, ale nie całkiem, wyłączają świadomość. Jestem nieprzytomny – uśpiony lekiem – a jednocześnie wykonuję pewne czynności. A co wykonuję, to już nie jestem świadomy. Jeden z moich pacjentów rano obudził się w zdemolowanym mieszkaniu. Przestraszone spojrzenia domowników uświadomiły mu, że to on był sprawcą tej demolki. Ale takie reakcje zdarzają się nie tylko po połączeniu z alkoholem, zwłaszcza u kobiet.

Alkohol nasila to działanie?

Zarówno „zetki”, jak i alkohol, hamują mózg, choć w różnych mechanizmach. Połączenie zolpidemu z innym lekiem hamulcowym może spowodować śmierć w wyniku zatrzymania krążenia lub zachować się tak, jak pani opisywała.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA