fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Prezydent Duda nie spieszy się z podpisaniem nowych nominacji ambasadorskich

Witold Waszczykowski niespodziewanie ujawnił pęknięcia w łonie władzy.
Fotorzepa, Robert Gardziński
Prezydent Andrzej Duda po raz kolejny próbuje udowodnić, że nie jest tylko notariuszem w obozie władzy.

Zmieniający w tym roku placówki dyplomaci, wciąż siedzą na walizkach. Prezydent Duda nie spieszy się z podpisaniem nowych nominacji ambasadorskich, próbując okiełznać imperatorskie zapędy ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

– Na biurku pana prezydenta jest wiele nominacji, wielu kandydatów, których można by wysłać. Oczekuję wyjaśnień, o co chodzi, jakie zarzuty, jakie problemy stawia się tym kandydatom, ewentualnie centrali MSZ – mówił w poniedziałek minister Waszczykowski na antenie RMF FM. Dotyczy to m.in. ambasadorów w Kanadzie, Tajlandii i Korei Południowej.

Wygląda na to, że słodka na początku koabitacja dwóch ośrodków władzy pochodzących z jednej partii właśnie oficjalnie odchodzi w przeszłość. Chyba że wcześniej odejdzie szef MSZ...

Perspektywa rekonstrukcji rządu, o której mówi się od kilku miesięcy, i prawdopodobieństwo odejścia ze stanowiska tłumaczyłyby zapewne brawurę, z jaką szef dyplomacji ujawnia publicznie głębokie pęknięcie w łonie władzy. Straceńcy nie zważają przecież na układy, kompromisy i wizerunek.

A jeśli nie? Jeśli minister pozostanie, a zapowiedzi rekonstrukcji się rozwieją lub ograniczą do ministra Szyszki? Wtedy czeka nas okres wojny o prymat w sprawach zagranicznych.

To już zresztą druga wojna dotycząca dwóch różnych sporów kompetencyjnych między rządem a prezydentem. Pierwszy konflikt dotyczył armii i właściwie nie został rozstrzygnięty. Minister Antoni Macierewicz schował się w okopach, a prezydent pozostał z pustymi rękami.

W konflikcie o ambasadorów chodzi o ustalenie hierarchii w całej sferze stosunków międzynarodowych, a nie tylko o to, czy ktoś kogoś traktuje lekceważąco. Prezydent Duda próbuje być kimś więcej niż tylko notariuszem kadrowych decyzji ministra Waszczykowskiego. Domaga się przedstawiania spójnych pakietów nominacji w danym regionie świata, upierał się przy szybszej nominacji kluczowych ambasadorów w Paryżu i przy NATO, opóźniając za to decyzję w sprawie innych ambasadorów... Ale obie strony twierdziły do niedawna, że konfliktu nie ma. A MSZ posunął się nawet do tłumaczenia słów prezydenckiego ministra: „Stwierdzenie, jakoby na linii MSZ–Pałac Prezydencki istniał konflikt o obsadę najważniejszych placówek dyplomatycznych, nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości i stanowi nadinterpretację słów Pana Ministra Szczerskiego" – głosił komunikat resortu wydany jeszcze w maju. A relacje między oboma ośrodkami w sprawach polityki zagranicznej określono jako „dobre i intensywne". Szef gabinetu prezydenta rewanżował się w sposób ogólnie przyjęty w kręgach dyplomatycznych: – Ze strony prezydenta nie ma żadnego ani celowego, ani bezcelowego przedłużania nominacji ambasadorskich – zapewnił i dodał, że „nominacje ambasadorskie przechodzą zgodnie z harmonogramem".

Wszystko wskazuje teraz jednak na to, że albo harmonogram się zmienił, albo szef dyplomacji i prezydent mają różne kalendarze i harmonogramy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA