fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rząd PiS

Nowy szef MEN: Na razie nigdzie nie doszło do wprowadzenia homopropagandy

Fotorzepa/ Marta Bogacz
- Pierwsza z rzeczy, która mnie spotkała, zanim zdążyłem przedstawić swoją wizję edukacji, było oskarżenie, że jestem homofobem, jestem nietolerancyjny, nienowoczesny. Mam przekonanie, że większości rodziców to nie martwi, bo przytłaczająca część Polaków nie chce rewolucji ideologicznej w szkole - powiedział Dariusz Piontkowski, nowy minister edukacji narodowej.

Szef resortu edukacji, pytany przez "Nasz Dziennik" o edukację seksualną w szkołach, zauważył, że "zgodnie z polskim prawem nie można wprowadzić żadnych dodatkowych zajęć, które byłyby niezgodne z podstawami programowymi ani z programem wychowawczym szkoły". - Jeśli w programie wychowawczym szkoły nie ma tego typu zajęć, to one nie mogą być wprowadzone. Dodatkowo każde takie zajęcia wymagają zgody rodziców. Jeśli rodzice nie wyrażają zgody, aby ich dziecko uczestniczyło w jakichś zajęciach dodatkowych, nikt nie ma prawa ich do tego zmusić, ani dyrektor, ani władze samorządu terytorialnego - powiedział.

Piontkowski stwierdził, że "na razie nigdzie nie doszło do wprowadzenia homopropagandy". - Widzimy jednak, że taki proces może mieć miejsce, i chcemy go zatrzymać. Ciężko jednak o wiążące deklaracje w pierwszych tygodniach urzędowania. Jestem zdecydowanym przeciwnikiem, by od wczesnego dzieciństwa przyzwyczajać lub wręcz nakłaniać dzieci do tego typu zachowań - zapowiedział.

- Przytłaczająca część Polaków nie chce rewolucji ideologicznej w szkole i oczekuje, że MEN, a także kuratoria oświaty pomogą im obronić się przed środowiskami, które na siłę to forsują - dodał. - Jeżeli rodzice mają jakieś wątpliwości, że coś dzieje się niezgodnie z prawem, w pierwszej kolejności powinni zwrócić się do kuratorium z prośbą o sprawdzenie na miejscu, jak wygląda sytuacja. Wystarczy tylko minimum zainteresowania ze strony rodzica. Tu presja społeczna ma sens - przekonywał minister.

Pytany o warszawską Deklarację LGBT+ Piontkowski stwierdził, że "część nauczycieli nie uświadamia sobie, co próbuje się wprowadzić". - Nie zawsze jest tak, że nauczyciele na siłę próbują ideologizować dzieci. Część korzysta po prostu z jakiejś oferty programowej zajęć dodatkowych, nie do końca zdając sobie sprawę z tego, co się na nich dzieje. Każdy taki przypadek trzeba oczywiście sprawdzić. Tam, gdzie usiłuje się ideologizować dzieci, kuratorium za każdym razem będzie służyło pomocą rodzicom - zapowiedział.

Źródło: rp.pl/ Nasz Dziennik
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA