fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Nagonka w Rosji na Chińczyków

AFP
Obywateli Państwa Środka szukają w moskiewskich autobusach i szpitalach, a znalazłszy, wzywają policję.

„W razie wykrycia w autobusie osób chińskiej narodowości należy powiadomić dyspozytora" – taka wiadomość wyświetla się na ekranach monitorów wszystkich moskiewskich kierowców i motorniczych.

„Jeśli od kierowcy nadejdzie informacja o przebywaniu w pojeździe osób chińskiej narodowości, dyspozytor powinien wezwać patrol policji" – poinstruowano z kolei samych dyspozytorów. Przedstawiciel związków zawodowych stołecznej komunikacji publicznej tłumaczył, że polecenie wydano w związku z epidemią koronawirusa w Chinach.

Jednocześnie moskiewskim lekarzom i pracownikom pogotowia ratunkowego nakazano fotografowanie „chorych Chińczyków oraz ich dokumentów". W przypadku gdyby pacjenci się sprzeciwiali, „należy zrobić fotografie wszelkimi sposobami".

Od czwartku obowiązuje zakaz wjazdu do Rosji obywateli Chin. W ostatniej jednak chwili rosyjski rząd wprowadził do swojego restrykcyjnego rozporządzenia cały szereg wyjątków, obejmujących m.in. przyjazdy biznesowe. Prawdopodobnie stało się tak pod naciskiem przedstawicieli rosyjskiego biznesu.

Ale na terenie Rosji cały czas znajduje się znaczna liczba Chińczyków – nie wiadomo jednak dokładnie jaka – którzy tam się uczą lub pracują, a nie wyjechali do ojczyzny na święta Nowego Roku. Ci, którzy pojechali do domu, w większości nie zostali już wpuszczeni.

Obecnie w Rosji wykryto jedynie dwóch zarażonych koronawirusem, obaj są obywatelami Chin. Jednocześnie w ciągu półtora miesiąca (od 31 grudnia 2019 r. do połowy lutego) do Rosji z Chin wjechało ponad 363 tys. osób, ale nie wiadomo, ilu z nich było chińskimi obywatelami. Lądowe przejścia graniczne między obu krajami zostały zamknięte jeszcze na początku lutego, pozostawiono tylko połączenia lotnicze Moskwy z trzema chińskimi miastami.

O ile w Rosji objawy nerwowości z powodu epidemii w Chinach okazują organy władzy, o tyle na sąsiedniej Ukrainie – sami mieszkańcy. Przywiezienie obywateli Ukrainy z centrum epidemii w Wuhanie doprowadziło do demonstracji w wiosce Nowyje Sandżary w stepach pod Połtawą. Tam przybysze mieli zostać rozmieszczeni na kwarantannę w miejscowych koszarach Gwardii Narodowej. Mieszkańcy zaczęli ustawiać blokady na drogach wjazdowych, policji z trudem udało się zapanować nad sytuacją i to dopiero po ściągnięciu na miejsce wozów pancernych. Do miejscowości dotarło z Chin 45 Ukraińców, ale też 27 obywateli innych państw, głównie z Ameryki Łacińskiej.

Same Chiny na razie nie reagują na takie zachowania. Wśród mieszkańców Państwa Środka panuje pełna rezygnacja. – Nieliczni przechodnie na ulicach Pekinu, mimo że ubrani w maski, nie podchodzą do siebie bliżej niż na metr. (...) Produkty spożywcze nie zdrożały, ale jedzenie w większości rozwożą kurierzy. Za to wszędzie unosi się smród chlorku i spirytusu, bo w domach bez przerwy przeprowadzane są dezynfekcje. Nieprawdziwa jednak okazała się informacja, że stołeczne ulice spryskiwane są nocami z helikopterów – opowiada rosyjska dziennikarka Kristina Ułasowicz, mieszkająca w chińskiej stolicy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA