fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Państwa bałtyckie na rosyjskim celowniku

Start rakiety Iskander podczas ćwiczeń w 2017 roku w pobliżu Petersburga
Flickr.com
Wywiad estoński opisał jeden z najgorszych scenariuszy ewentualnej wojny pomiędzy Moskwą a NATO.

W corocznym raporcie „International Security and Estonia" estońska służba wywiadu zagranicznego Välisluureamet uspokaja, że w tej chwili zagrożenie rosyjskiej agresji wojskowej dla Estonii jest niewielkie, ponieważ „Rosja nie chce wojny z NATO". Ale „eskalacja konfrontacji pomiędzy Rosją a Zachodem w dowolnym miejscu świata może szybko zmienić ocenę ryzyka dla Estonii. Rosja może zdecydować się na prewencyjne uderzenie wojskowe w państwa bałtyckie, jeżeli będzie obawiała się eskalacji konfliktu w jakimkolwiek innym regionie" – czytamy w opublikowanym w środę dokumencie.

Wywiad nie wyklucza, że Rosja może „błędnie odczytać zagrożenia", co mogłoby mieć dla Estonii „poważne konsekwencje".

Rakiety przy granicy

Dość powiedzieć, że niespełna 50 kilometrów od najbliższej estońskiej miejscowości Pattina znajduje się jedna z największych jednostek w Zachodnim Okręgu Wojskowym Rosji – 76. pskowska dywizja szturmowo-desantowa. Tuż po aneksji Krymu prezydent Władimir Putin „za skuteczne wykonanie zadania" odznaczył tę dywizję Orderem Suworowa. Żołnierze tej jednostki również ginęli w Donbasie oraz uczestniczyli w rosyjskiej operacji w Syrii. Uważana za jedną z najlepiej wyposażonych i uzbrojonych jednostek liczy około 35 tys. żołnierzy. To elita rosyjskiej armii z bogatym doświadczeniem udziału w wojnach hybrydowych. Kogo mają po drugiej stronie granicy?

Estońskie siły zbrojne (Eesti kaitsevägi) to zaledwie 6,6 tys. żołnierzy, z czego połowa to poborowi. Oprócz tego mieszkańcy kraju mogą liczyć na niemal 16 tys. żołnierzy obrony terytorialnej i 60 tys. rezerwistów. Nawet gdyby zsumować siły zbrojne wszystkich państw bałtyckich, to jednak nic w porównaniu z tym potencjałem militarnym, który w ostatnich latach nagromadziła przy swoich północno-zachodnich granicach Rosja.

Z raportu wynika, że przy granicach Estonii i Litwy (w tym drugim wypadku z obwodem kaliningradzkim) Rosja rozmieściła systemy rakietowe Iskander, a podobną bronią, jak czytamy w dokumencie, nie dysponuje żadne europejskie państwo NATO. Są wyposażone w pociski o zasięgu 500 km.

– Jeżeli rozważać o hipotetycznym scenariuszu wielkiej wojny pomiędzy Rosją a Zachodem, to atak na państwa bałtyckie jest jak najbardziej możliwy. Na tej pierwszej linii frontu znajduje się również Polska. Niewiele jest krajów NATO, z którymi graniczy Rosja – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksandr Golc, niezależny rosyjski analityk wojskowy.

NATO ćwiczy

Wydarzenia sprzed pięciu lat na ukraińskim Krymie doprowadziły do wzmocnienia obecności NATO w Polsce i państwach bałtyckich. W Estonii pojawił się wielonarodowy batalion NATO, w którym trzon tworzą Brytyjczycy (około tysiąca żołnierzy). Są tam również Duńczycy, Belgowie, Francuzi, a nawet Islandczycy.

Już na początku marca na terenie Niemiec, Polski i państw bałtyckich (również w Gruzji) rozpoczynają się największe od ponad ćwierćwiecza manewry wojskowe w Europie z udziałem USA, w których zostanie zaangażowano 37 tys. żołnierzy z 18 krajów.

– Myślenie z czasów zimnej wojny powróciło, strategie te same. Jedynie granica systemów przebiega już w innym miejscu – mówi Golc.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA