– Wcześniej czy później protest powinien był upaść. Ale on nigdzie nie zniknie, ujdzie w głąb. Zamieni się w coś, co można nazwać kampanią obywatelskiego nieposłuszeństwa. Dokładnie od czegoś takiego zawalił się Związek Radziecki – uważa socjolog Dmitrij Oreszkin.
Demonstracje w mieście nad Amurem zaczęły się, gdy miejscowy gubernator został 11 lipca odwołany pod zarzutem „utraty zaufania prezydenta”. Wcześniej Siergiej Furgał wygrał wybory z kandydatem Kremla. – Na dwóch szalach wagi znalazły się dwa zaufania: mieszkańców i prezydenta. Teraz okazuje się, które jest ważniejsze – wyjaśnia Oreszkin.