fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rodzina

Ojcostwo to nie kwiatek do kożucha - komentuje Krzysztof Szczucki

123RF
Przepisy o ochronie rodziny można sformułować lepiej niż obecne.

Konstytucja, będąca najważniejszym aktem prawa stanowionego, powinna odnosić się przede wszystkim do kwestii podstawowych. W aspekcie ustrojowym są to sprawy podziału władzy w państwie, relacji między władzami, ich kompetencji czy w końcu zagadnienia systemu źródeł prawa.

Jest to jednak tylko część spraw, do których należy odnieść się w ustawie zasadniczej. Poza nimi pozostaje jeszcze bardzo ważny obszar wolności oraz praw człowieka i obywatela, w którym ustrojodawca deklaruje najważniejsze wolności i prawa, kształtujące relacje między państwem oraz jednostką, rodziną i zrzeszeniami tworzonymi przez jednostki, a także relacje między samymi jednostkami, rodzinami i zrzeszeniami. Konstytucja deklaruje owe prawa i wolności, ponieważ ich źródłem nie jest wola tego czy innego parlamentu. Powinny być one raczej odnajdywane w godności człowieka.

Obie te części konstytucji, a więc prawa i wolności człowieka oraz część ustrojowa, mogą mieć jeszcze swoją część wspólną. Czyli taką, w której niejako przed nawias wyjęte są najważniejsze zasady, wyznaczające podstawowe kierunki funkcjonowania państwa, a także właściwy sposób rozumienia szczegółowych postanowień ustawy zasadniczej.

Jedną z takich podstawowych zasad w Konstytucji RP z 1997 r. jest obowiązek, wyrażony w art. 18, nałożony na Rzeczpospolitą Polską. Polega na objęciu ochroną i opieką małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa.

Mogłoby się wydawać, że ewentualna zmiana ustawy zasadniczej nie powinna dotykać przywołanego wyżej przepisu. Czy można wyobrazić sobie zasadę lepiej chroniącą małżeństwo i rodzinę? Mankamentem przywołanej zasady jest jednak pominięcie ojcostwa, które także – obok macierzyństwa i rodzicielstwa jako takiego – wymaga opieki i ochrony. Ojcostwo nie powinno być traktowane jak kwiatek do kożucha. Nie powinna być też tak traktowana rodzina i jej autonomia. Praktyka pokazuje jednak, że aplikowanie tej zasady w codzienności bywa problematyczne, zwłaszcza w obszarze autonomii, która powinna być trwale związana z ochroną rodziny.

Daleko posunięty interwencjonizm państwa w życie rodzinne, w skrajnych przypadkach – których w pewnych okresach obowiązywania Konstytucji RP z 1997 r. było niestety całkiem dużo – polegający nawet na odbieraniu dzieci rodzicom, zdaje się być realizacją obowiązku ochrony i opieki, ale rozumianego opacznie.

Zadania władzy publicznej wobec rodziny, zwłaszcza te o charakterze interwencyjnym, powinny być realizowane zgodnie z zasadą pomocniczości, a więc tylko wtedy, gdy jest to bezwzględnie konieczne. Jeżeli zgadzamy się, że najlepszym środowiskiem wychowawczym jest rodzina, to konsekwentnie powinniśmy rodziny wspierać. Jak dotąd, tylko utopijne lub zideologizowane nurty intelektualne postulowały zastąpienie rodziny innymi metodami wychowania dzieci, a więc osób, które w przyszłości będą decydowały o sprawach publicznych i gospodarczych państwa.

Dążeniem władzy publicznej powinno być więc wspieranie rodziny, umiejętne doradzanie, niesienie pomocy finansowej i niematerialnej, nie zaś wkraczanie w relację pomiędzy rodzicem i dzieckiem. Punktem wyjścia powinno być założenie, że rodzice wiedzą najlepiej, jak należy wychowywać swoje dzieci.

Instytucje publiczne muszą być zawsze w gotowości niesienia pomocy całej rodzinie, tak aby mogła ona wywiązywać się ze swoich zadań. W przypadku trudności zasadne wydaje się w pierwszej kolejności wspieranie, edukowanie i motywowanie, tak aby rodzina mogła możliwie najszybciej realizować swoje zadania. Interwencje polegające na odbieraniu dzieci powinny być podejmowane w ostateczności, przede wszystkim w reakcji na przemoc lub zupełne lekceważenie obowiązków rodzicielskich.

Sprawne działanie państwa możliwe jest tylko wtedy, gdy zbudowana zostanie więź zaufania pomiędzy instytucjami władzy publicznej i obywatelami. Państwo powinno ufać swoim obywatelom, co oznacza nie tylko odstąpienie od ciągłego żądania różnego rodzaju zaświadczeń, poświadczających różnego rodzaju okoliczności, ale przede wszystkim przekonanie, że obywatele potrafią wywiązywać się z podejmowanych przez siebie zadań, zwłaszcza tych szczególnie ważnych i odpowiedzialnych, jak rodzicielstwo.

Tylko w takich warunkach może wytworzyć się także relacja zaufania obywatela do państwa, pozwalająca obywatelowi na zwracanie się do instytucji publicznych z prośbą o pomoc w poczuciu bezpieczeństwa i w przekonaniu, że taka prośba nie obróci się przeciwko proszącemu.

Polemika z postulatem ochrony autonomii rodziny nie powinna polegać na przywoływaniu przykładów sytuacji patologicznych. Tak jak z faktu, że popełniane są przestępstwa, nie wynika prawo do podejrzliwego traktowania wszystkich obywateli, tak też przykłady bardzo złych rodzin nie mogą decydować o sytuacji znakomitej większości, starających się, na miarę swoich możliwości, skrupulatnie wywiązywać się ze swoich obowiązków.

Postulować zatem należy następujące brzmienie zasady: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina i jej autonomia, macierzyństwo, ojcostwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej".

Autor jest adiunktem w Katedrze Prawa Karnego Porównawczego oraz głównym specjalistą w Kancelarii Prezydenta RP.

Przedstawione w tekście tezy stanowią wyłącznie poglądy autora.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA