fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Razem

Zandberg: Diagnozy Morawieckiego słuszne. Problem z praktyką

Fotorzepa, Grzegorz Rutkowski
- Dobrze, że doszło do sprzedaży akcji, ale jest jeszcze kwestia różnicy kursu pomiędzy październikiem 2015 roku a dniem dzisiejszym. To jest grubo ponad milion złotych - powiedział Adrian Zandberg z partii Razem, komentując w Polsat News sprzedaż akcji BZ WBK przez premiera Mateusza Morawieckiego, byłego prezesa tego banku.

W środę ministerstwo rozwoju poinformowało, że premier Mateusz Morawiecki podjął decyzję o sprzedaży wszystkich posiadanych akcji banku BZ WBK. Jako pierwszy informował o tym serwis rp.pl. Sprawa posiadanych przez Morawieckiego 13 711 akcji banku, którym kierował w latach 2007-15, pojawiła się m.in. podczas wtorkowej debaty nad expose oraz w apelach partii Razem. Niektórzy politycy zarzucali Morawieckiemu, że nadzorując sektor bankowy i posiadając akcje jednego z banków może popadać w konflikt interesów.

- Dobrze, że doszło do sprzedaży akcji, ale trzeba powiedzieć o jednej rzeczy - jest jeszcze kwestia różnicy kursu pomiędzy październikiem 2015 roku a dniem dzisiejszym. To jest grubo ponad milion złotych, o który majątek premiera Morawieckiego przyrósł. I co jest istotne to to, że ten wzrost był związany z politycznymi decyzjami podejmowanymi przez rząd i przez PiS - komentował decyzję Morawieckiego Adrian Zandberg z Razem.

Według polityka akcje premiera mogły nabrać wartości dzięki decyzjom, które Morawiecki podejmował jako minister. - Nie jest tajemnicą, że Morawiecki nie był entuzjastą prezydenckiego projektu dot. kredytów frankowych. Nie jest tajemnicą, że to, iż PiS ten projekt odrzucił, to było na korzyść banków, w szczególności tych, które są "umoczone" we franki, a jednym z nich był właśnie były bank Morawieckiego, który ma olbrzymi portfel tych kredytów - mówił Zandberg w Polsat News.

- Uczciwość, moim zdaniem, wymagałaby tego, żeby premier tę różnicę pomiędzy kursem z 2015 roku, kiedy obejmował swoją funkcję i zaczynał mieć wpływ polityczny na sytuację tego banku, przekazał na cel społeczny. Do tego go od samego początku zachęcamy - stwierdził. Jednocześnie wyraził nadzieję, by "nie skończyło się na sprawie Morawieckiego".

Zandberg zaproponował, by ministrowie umieszczali swoje papiery wartościowe w "ślepym" funduszu powierniczym. - To działa w ten sposób, że on w efekcie nie wie, w jakich konkretnie akcjach jest zaangażowany jego majątek. I dzięki temu nie ma ryzyka, że będzie podejmować polityczne decyzje, mając gdzieś w podtekście myśl o tym, "czy to mi zaszkodzi, czy mi pomoże" - tłumaczył. Dodał, że takie standardy obowiązują w państwach zachodnich. - Najwyższy czas, żebyśmy w Polsce też zaczęli ich przestrzegać, a nie zachowywali się jak w Kazachstanie - powiedział.

Komentując expose premiera Mateusza Morawieckiego, Zandberg stwierdził, że niektóre "diagnozy" prezesa rady ministrów "brzmiały rozsądnie". - Tzn. diagnoza że mamy w Polsce problem polegający na tym, że płace są zbyt niskie - cieszę się, że premier to powiedział. Tylko ja mam problem z tym expose na poziomie praktyki. Bo to nie sztuka powiedzieć, że mamy problem ze zbyt niskimi płacami. Problem na tym, że teraz trzeba wskazać narzędzia, jak to zmienić - wyjaśniał.

- Kiedy decydowało się, jaka będzie w przyszłym roku płaca minimalna, to właśnie Morawiecki i rząd doprowadzili do tego, że ona wzrosła o relatywnie niewiele w tym roku. Przy czym i partia Razem, i związki zawodowe zrzeszone w OPZZ, alarmowały, że rosną koszty życia - zwłaszcza koszty żywności - dodał.

W 2018 roku pracownik, który otrzymuje pensję minimalną, zwiększy swoje dochody o około 70,52 zł miesięcznie, w porównaniu do 2017 roku.

- Panie premierze: albo-albo. Albo mówimy o tym, że potrzebujemy podnieść płace, albo skąpimy, tak jak pan ostatnio na płacy minimalnej - podsumował Zandberg.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA