fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Pawlak: Orliki kontra Stadion Narodowy

Fotorzepa/Dariusz Iwański
Polska nie jest w ruinie, lecz tkwi w pułapce średniego rozwoju. Szansą mogłyby być polskie inwestycje lokalne – fundusz, który wspierałby małe i średnie projekty poza wielkimi ośrodkami – pisze ekspert.

Nie jesteśmy dzisiaj biedni i bezbronni. Mamy szansę na kolejny doping w postaci kilkuset miliardów złotych na inwestycje, edukację, innowacyjność i inne działania prorozwojowe. Mamy coraz więcej polskiego kapitału i doświadczeń. Mamy wreszcie nowy rząd, który stwarza szansę na nowe otwarcie, przemyślenie głównych kierunków dotychczasowych działań, wyjście z kolein i schematów. Jeżeli dzisiaj ponad podziałami politycznymi zgadzamy się już, że kapitał ma jednak narodowość – jak wspierać ten rodzimy, począwszy od małych i średnich przedsiębiorstw, po spółki komunalne, wielkie koncerny i instytucje finansowe? Do realizacji ambitnego planu rozwojowego potrzebne są bardziej aktywne narzędzia wsparcia niż tradycyjna bankowość uzupełniana o dotacje czy kredyty unijne.

Państwo, dysponując rosnącymi zasobami finansowymi, wspartymi przez ogromny zastrzyk z drugiej fali dotacji unijnych, musi zainwestować w rozwiązania, które sprostają wyzwaniom i potencjałowi, który udało się zgromadzić. Nawet jeśli mamy środki pomocowe z jednej strony i tradycyjne narzędzia finansowania, takie jak kredyty i obligacje, z drugiej, istnieje ryzyko, że pozostawimy całą sferę projektów, zwłaszcza projektów innowacyjnych, bez możliwości wdrożenia.

Grzech pychy

Doskwiera nam brak taniego i dostępnego kapitału, kredytów czy gwarancji, za którym stoi cel w postaci realizacji strategii państwa, a nie prosta – i zwykle ponadprzeciętna – stopa zwrotu. Oczywiście na rynku wiele jest prywatnych funduszy inwestycyjnych oraz współpracujących z nimi firm doradczych, korzystanie z takich rozwiązań niesie ze sobą znaczące ograniczenia – oczekiwaną wysoką stopę zwrotu i stosowaną przy tym strategię „wyciskania cytryny".

Dlatego intuicja dotycząca powołania Polskich Inwestycji Rozwojowych, jako powielenie licznych tego typu rozwiązań sprawdzających się na świecie, była słuszna. Infrastruktura Skarbu Państwa bardzo potrzebuje nowych, prorozwojowych narzędzi, w tym różnego rodzaju podmiotów inwestycyjnych, państwowych funduszy. Dziś tych narzędzi jest wciąż bardzo mało, w dodatku klątwę rzucił na nie swego czasu minister Bartłomiej Sienkiewicz, ferując swój nie do końca sprawiedliwy wyrok. Niemniej okazało się, że sztandarowy projekt utknął w meandrach rzeczywistości.

Dlaczego? Często przeskalowuje się poziom inwestycji w Polsce, budując np. dwa wielkie stadiony w Warszawie, lotnisko w każdym województwie, gigantyczne aquaparki. Snuje się wizje budowy wielkiej elektrowni atomowej bądź nawet dwóch jako remedium na potrzeby energetyczne kraju. Taki chyba grzech pychy popełniono także w przypadku idei PIR, które miały współfinansować największe inwestycje. Te niestety są najtrudniejsze, ciągną się latami, albowiem albo nie domagają regulacje, albo jakość projektów – pobożnych życzeń. Dlatego nawet wielka instytucja, jaką są Polskie Inwestycje Rozwojowe, w ostatnim czasie nie powstydziła się zaangażowania w renowację akademików w Krakowie.

Jakkolwiek by oceniać tę zmianę celów inwestycyjnych, trzeba przyznać, że biorąc pod uwagę skalę wykorzystania obiektów, Polsce o wiele lepiej służą małe i bliskie Orliki niż ogromny Stadion Narodowy w Warszawie. Skala potrzeb i wyzwań na poziomie regionalnym, a nawet lokalnym, jest bardzo duża – czy to w obszarze rodzimego biznesu, czy też spółek miejskich zajmujących się ciepłownictwem, usługami wodno-kanalizacyjnymi bądź utylizacją odpadów. Wydaje się, że ten poziom lokalny jest dość zaniedbany, bo z ministerialnych okien najlepiej widać Warszawę, a najbardziej można się pochwalić tymi największymi inwestycjami krajowymi. Wbrew jednak stołecznej pysze dziś potrzeba raczej Polskich Inwestycji Lokalnych – funduszu Skarbu Państwa, będącego aktywnym narzędziem wsparcia tych wszystkich, którzy mogą się przyczynić do podnoszenia poziomu życia w naszym kraju.

Prorozwojowe narzędzie państwa

Nie definiując, co to znaczy „lokalne", inaczej niż: blisko społeczności, którym mają służyć – PIL byłyby rodzajem funduszu inwestycyjnego, który mógłby skorzystać z już gotowych ram prawnych tworzonych np. w TFI Banku Gospodarstwa Krajowego. Zapleczem finansowym dla takiego podmiotu byłby zarówno sam BGK, jak i inne instytucje i agendy związane ze Skarbem Państwa czy administracją rządową, takie jak Bank Ochrony Środowiska – mający w tym obszarze dobre doświadczenia, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości czy Agencja Rozwoju Przemysłu. Silne ośrodki polskiego kapitału to także spółki Skarbu Państwa, takie jak PKO BP, PZU czy spółki energetyczne. Wszędzie tam jest zaplecze dla nowych narzędzi wsparcia inwestycji , w tym miejsce wśród fundatorów czy partnerów polskich inwestycji lokalnych. Fundusz musi patrzeć szerzej na partnerów – szukać ich także wśród instytucji finansowych, takich jak Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju czy Europejski Bank Inwestycyjny, bądź wreszcie wśród inwestorów prywatnych.

Gdyby wziąć pod uwagę demografię, widać, że dwa i pół miliona Polaków na emigracji to nie mieszkańcy metropolii, lecz mniejszych miast, miasteczek i wsi

Fundusz może być czynnikiem dynamizującym i przyspieszającym procesy inwestycyjne, doradzając beneficjentom, jak najefektywniej poskładać ich projekty pod względem formalnym oraz finansowym. W tym celu działalność PIL wymaga współpracy z bankami i instytucjami dotującymi, aby móc dostarczać klientom maksymalnie kompleksową i tanią ofertę finansową. Dlatego fundusz Skarbu Państwa nie będzie konkurował z prywatnymi funduszami inwestycyjnymi – chociaż może z nimi współpracować – albowiem jego celem nie jest maksymalizowanie zwrotu z inwestycji i zarobienie na niej w perspektywie kilku lat, ale przede wszystkim możliwość zrealizowania inwestycji, zapewnienie jej trwałego rozwoju.

Apetyt na zwrot Polskich Inwestycji Lokalnych musi więc być znacznie mniejszy i uzależniony od specyfiki danej inwestycji, branży czy sektora gospodarki, w tym oczywistych czynników, takich jak ryzyko inwestycyjne czy jakość projektów, etap wdrożenia oraz doświadczenie czy umiejętności osób wdrażających. Fundusz ma być prorozwojowym narzędziem państwa, które dobrze zainwestuje środki, jakimi dysponuje, więc nie będzie kierował się maksymalizacją zysku, mogącą doprowadzić, po pierwsze, do braku projektów spełniających wygórowane kryteria, a po drugie, do nadmiernego ryzyka, wynikającego ze zbyt wysokiego kosztu pieniądza.

Fundusz wspierający inwestycje lokalne będzie także pełnił funkcję weryfikatora już zaprojektowanych inwestycji, a także systemu powiadamiania, jakie programy wsparcia czy narzędzia finansowania działają, a jakie minęły się z celem, oferując rozwiązania zbyt skomplikowane bądź nieopłacalne dla inwestora.

Promocja i idea jednego okienka

Niemcy, Finlandia, Dania oraz praktycznie wszystkie inne państwa UE mają tego typu mechanizmy wspierające rodzime inwestycje w kraju albo – w coraz większym stopniu – inwestycje rodzimych firm w państwach nowej Unii, Europie Wschodniej czy państwach rozwijających się. Były to tanie linie kredytowe, gwarancje (np. amerykański OPIC) lub fundusze obejmujące pakiety mniejszościowe w podmiotach, w które inwestowały firmy, np. duńskie. Niemiecki BGK, czyli KfW, ma swój podmiot DEG, Szwedzi mają SWEDFUND, Finowie SINTRĘ, jest więc od kogo pozyskiwać wiedzę i inspiracje. Podstawową różnicą jest oczywiście poziom rozwoju rynków starej Unii w stosunku do Polski, co powoduje, że o ile punkt ciężkości działania państwowych funduszy wspierania inwestycji na Zachodzie leży za granicą, o tyle w naszym kraju potrzebujemy skupić się na rozwoju rodzimego rynku.

Inwestor – obojętne, czy samorządowy, prywatny, czy publiczny – zazwyczaj nie jest specjalistą od finansowania przedsięwzięć. O warunki i zasady dopytuje doradców, banki lub instytucje wspierające. Praktyka uczy, że część instrumentów jest bardzo słabo znana na rynku, mimo że są to często atrakcyjne możliwości wspierania inwestycji, takie jak preferencyjne kredyty czy dotacje.

Dlatego nie wystarczy zaprojektować nowe narzędzia ułatwiające uruchamianie procesów inwestycyjnych, ale ogromnym zadaniem jest też dotarcie z tą wiadomością do potencjalnych beneficjentów. Lokalne izby handlowe, stowarzyszenia branżowe, związki miast, powiatów i gmin, konferencje tematyczne – wszędzie musi dotrzeć informacja, która dla jednych będzie bodźcem do tego, aby wrócić do zarzuconej już koncepcji, a dla innych ostatnią deską ratunku. Każdy z kilku tysięcy potencjalnych beneficjentów może taką informację otrzymać.

To jednak także dopiero początkowy warunek sukcesu. Kolejnym będzie ocena, na ile konkretny projekt czy inwestycja spełnia kryteria brzegowe lub co musi zrobić, aby się do nich dostosować. To już wymaga bezpośredniego dialogu.

Do tego trzeba jeszcze większego wysiłku, polegającego na praktycznym wykorzystaniu idei jednego okienka, czyli one stop shop. W praktyce stosuje się takie podejście do inwestorów zagranicznych, których Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych prowadzi za rękę od początku do końca procesu przygotowania inwestycji. Klient wie, że z wszelkimi pytaniami może zwracać się do jednego partnera. Skoro można w ten sposób pomagać inwestorom zagranicznym, dlaczego nie przełożyć tej idei na pomoc dla rodzimych firm czy samorządów?

Fundusz, jeżeli ma przynieść efekt w postaci zrealizowanych projektów, musi nastawić się na aktywne, często wielomiesięczne wsparcie doradcze, bo nawet najlepsze projekty wymagają poukładania.

Czas ucieka wraz z ludźmi

Narzędzia wsparcia inwestycji lokalnych mogą być istotnym bodźcem dla polityki zrównoważonego rozwoju. Przesunięcie środka ciężkości z metropolii w stronę Polski lokalnej obiecywała premier Beata Szydło w swoim exposé. Polska regionalna degraduje się i wyludnia, gdyby wziąć pod uwagę demografię, widać, że te dwa i pół miliona Polaków wyjechało właśnie nie z metropolii, lecz z mniejszych miast, miasteczek i wsi. Zostawiają za sobą opustoszałe domy, zarastające pola, second handy i starszych ludzi. Stadion Narodowy, a nawet autostrada nie są dla nich tak ważne jak to, czy w promieniu kilkudziesięciu kilometrów znajdą stałą pracę, która zapewni utrzymanie rodziny. Polskie Inwestycje Lokalne na pewno nie są cudownym lekiem, ale mogą być przydatne w osiągnięciu efektu, jaki niesie z sobą rozwój gospodarczy.

Autor jest ekspertem ds. finansowania projektów inwestycyjnych, prezesem zarządu BOŚ Eko Profit SA

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA