fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Dwie epoki Ratzingera

Fotorzepa/Piotr Nowak
Przyszły papież był najpierw otwarty, twórczy i dialogiczny, potem zaś stał się zamknięty, wycofany i coraz bardziej agresywny – pisze teolog, były jezuita.

Najmocniejsze bodaj słowa, jakie padły w nader ciekawej rozmowie Mariusza Majewskiego z księdzem Jerzym Szymikiem, utkwiły mi w pamięci: „Wyrok śmierci cywilnej i dożywotni ostracyzm". Ponadto wiele dość ryzykownych, z teologicznego punktu widzenia, zestawień postaci Benedykta XVI z Jezusem z Nazaretu. Nic tylko drugi Mesjasz. Kiedyś takie zestawienia czytałem w książeczce napisanej pospołu przez księży Stanisława Dziwisza i Tadeusza Stycznia, którą ktoś mi wetknął w Rzymie. Była tak kuriozalna, że czytałem kilkakrotnie, nie wierząc oczom i zastanawiając się, czy to o Janie Pawle II czy o Jezusie Chrystusie.

Cezura roku 1968

Ks. Szymik napisał trylogię poświęconą teologii Josepha Ratzingera/Benedykta XVI „Theologia benedicta". Przyznam, że nie znam, ale „prawie wszystko" Ratzingera/Benedykta XVI przeczytałem. Dużo tego. I nie wszystko budziło mój bezgraniczny zachwyt, jak autora trylogii. Jemu wolno się zachwycać, mnie wolno mieć dystans. Ale nie o gustach teologicznych chcę pisać, bo o tych, jak wiadomo, trudno dyskutować.

Zawsze ciekawiła mnie recepcja, a mówiąc z niemiecka – Wirkungsgeschichte, teologii, w tym również oddziaływanie myśli niemieckiego prefekta najważniejszej kongregacji watykańskiej, a później papieża. A z tym różnie bywało. Owszem, nie brakowało zachwytów w stylu ks. Szymika, ale też często zdarzała się ostra krytyka w rodzaju kolegi Ratzingera z Tybingi Hansa Künga. Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku.

Osobliwa wydała mi się jednak wykładnia roku 1968, który właśnie w Tybindze przeżył Joseph Ratzinger, i to jako dziekan wydziału teologii katolickiej. Zdaniem Szymika: „Jako 41-letni profesor ujrzał i przejrzał. Zobaczył, że podobnie jak w nazizmie, tak i w marksizmie przyczyną zła jest walka z Bogiem. Wszystko, co dzieje się potem, to skutki. Gdziekolwiek brak jest prymatu Boga, zawsze obróci się przeciwko człowiekowi". Szymik dodaje kuriozalną uwagę: „To wszystko doprowadziło do tego, że będąc jako papież w Birkenau, jasno stwierdził, że w ostatecznym rozrachunku za antysemityzm odpowiada antyteizm".

Warto się przy tym chwilę zatrzymać. Po pierwsze, rok 1968 to była przede wszystkim rewolta studentów, którzy mieli dość autorytarnego systemu akademickiego. Owo zjawisko zostało wielokrotnie i na różne sposoby opisane, ale widać dla teologa nie są to opisy ciekawe. A szkoda, bo zapewne tak zdumiewających ocen by nie wygłaszał. Wystarczy przeczytać teksty z tamtego okresu francuskiego jezuity Michela de Certeau, który pisał, że studenci „chwycili za słowo". A co do źródeł antysemityzmu, to sądzę, że jednak chrześcijaństwo zrobiło tu znacznie więcej niż tajemniczy „antyteizm", o czym przekonująco pisał z kolei francuski historyk Jules Isaac. To jego książki i spotkania z papieżami Piusem XII i Janem XXIII doprowadziły do zmiany obraźliwych wobec Żydów modlitw z Wielkiego Piątku.

Równie zaskakujące jest tłumaczenie roku 1989 czy gender jako „herezji antropologicznej". Pojawia się też jakże aktualne pytanie zadane słuchaczom na KUL w 1988 roku (rok po ogłoszeniu niezwykle restrykcyjnej instrukcji na temat in vitro): „Czy słyszycie już brzęk tłuczonego szkła?". Tak, słyszymy dzisiaj, zwłaszcza słuchając kazań polskich biskupów i wywodów wielu teologów. Ale rozumiem, że tu więcej ks. Szymika niż Ratzingera. Ale to drobiazgi. Znacznie ważniejsza jest ogólna ocena „proroka Ratzingera".

Wielokrotnie o tym dyskutowałem z teologami i księżmi z diecezji monachijskiej, gdzie przed przejściem do Watykanu Joseph Ratzinger był biskupem, którzy dobrze znali zarówno jego teologię, jak i myśl. Obraz, jaki się z tych opowieści wyłania, jest odmienny niż ten nakreślony przez autora trylogii.

Pozwolę sobie przypomnieć jedną z tych wykładni, którą usłyszałem od Jacque'sa Dupuis. Niestety, zmarł w 2004 roku i nie będzie mógł ani potwierdzić, ani zaprzeczyć. Sądzę jednak, że warto odmienną narrację przypomnieć. Tym bardziej jest to ważne, że Jacques Dupuis należy do najwybitniejszych teologów katolickich, którzy padli ofiarą inkwizycyjnego zapału kardynała Ratzingera. Zapewne bardzo by się zdziwił, gdyby się dowiedział, że został następcą Jana Pawła II w 2005 roku, natomiast z ulgą powitałby wiadomość o jego abdykacji w 2013 roku.

Uznanie własnych granic

Otóż Dupuis nie napisał książek o Ratzingerze, ale miał o nim wykłady na jezuickim Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie. Jego myśli dzielił na dwie epoki. Pierwsza to entuzjastyczny udział w pracach Soboru Watykańskiego II i krytyczne teksty o teologii i Kościele przedsoborowym, a epoka druga rozpoczęta właśnie przez traumę roku 1968. Ten pierwszy Ratzinger był otwarty, twórczy i dialogiczny, ten drugi zamknięty, wycofany i coraz bardziej agresywny wobec dawnych kolegów teologów.

Właśnie ten drugi Ratzinger został najpierw biskupem Monachium, a potem prefektem Kongregacji Nauki Wiary. I to ten drugi zasłynął z twardej ręki i inkwizytorskiego zapału, którego ślady można znaleźć na stronach tejże Kongregacji. Jako papież, owszem, próbował wprowadzić nieco porządku w Kurii Rzymskiej. Nie dał rady. Przejdzie do historii jako ten, który uznał własne granice. I to będzie jego tytuł do chwały, i ten gest przypomina młodego i odważnego teologa, który współtworzył wiele ważnych dokumentów Soboru Watykańskiego II.

Autor jest teologiem, antropologiem kultury pracującym w Ośrodku Studiów Amerykańskich na UW, w latach 1983–2005 był jezuitą

W „Plusie Minusie"

Ks. Jerzy Szymik

Prorok Ratzinger

25–26 lipca 2015 r.

www4.rp.pl/prorokratzinger

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA