fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Steinmeier: Obrońmy Europę

Frank-Walter Steinmeier
AFP
Lepsza, bardziej elastyczna Unia szanuje różne wyobrażenia o dalszej drodze Europy i dopuszcza różne prędkości rozwoju, nie wykluczając nikogo – pisze minister spraw zagranicznych Niemiec.

Każdy, kto śledził gorącą fazę debat, mógł mieć przeczucie, że referendum w sprawie członkostwa Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej może się skończyć niedobrze. Czego to nie mówiono i nie pisano na temat Europy ... Wielu w to uwierzyło. A jednak mimo to ja również jestem głęboko wstrząśnięty decyzją Brytyjczyków. Głos za wyjściem ich kraju z Unii Europejskiej wszędzie w Europie wywołał żal, niepewność i rozczarowanie. Mamy do czynienia z głęboką, wręcz historyczną cezurą.

Mimo to nie wolno nam ani trwać w stanie odrętwienia, ani popadać w nadaktywność. Musimy wspólnie wyciągnąć właściwe wnioski.

Unia straciła atrakcyjność

Potrzebna jest dokładna analiza sytuacji – wśród wielu obywateli Europy Unia Europejska nie ma wysokich notowań. Wielu jest rozczarowanych, a niektórzy odwracają się od UE, sądząc, że Wspólnota nie spełniła swoich głównych obietnic – zapewnienia ludziom dobrobytu, demokracji i pokoju – lub spełniła je najwyżej częściowo. Kryzys gospodarczy i finansowy zadał głębokie rany, które jeszcze się nie zabliźniły. Napływ setek tysięcy uchodźców i imigrantów do Europy ujawnił więcej niż tylko różnice zdań. Wielu ludziom unijne decyzje wydają się odległe od ich życzeń, wyobrażeń, od ich życia. Nawet pokój i bezpieczeństwo stały się bardziej kruche – wystarczy pomyśleć o konflikcie na wschodniej Ukrainie czy o straszliwych zamachach terrorystycznych w Paryżu i Brukseli.

Jednocześnie wiele spraw układa się dobrze. I pomimo samokrytyki nie powinniśmy tracić tego z pola widzenia. Przetrwaliśmy najgorszą i najniebezpieczniejszą fazę kryzysu gospodarczego i finansowego – strefa euro zachowała spójność, a nawet się powiększyła. Europa może uczynić świat bezpieczniejszym i bardziej pokojowym, np. dzięki wynegocjowanemu przez unijną dyplomację porozumieniu w sprawie irańskiego programu atomowego. Europa eksportuje stabilność i bezpieczeństwo, na przykład do regionu zachodnich Bałkanów, gdzie wiara w Europę i pragnienie zbliżenia się do niej są trwałe. Pokazaliśmy, co UE potrafi zdziałać, jeśli na arenie światowej mówi jednym głosem. Nawet w kryzysie migracyjnym – choć trwało to zbyt długo – zrobiliśmy postępy.

Mimo to Unia Europejska w oczach wielu traci atrakcyjność. To nie może nam być obojętne. Patrzymy wstecz na okres 70 lat pokoju i stabilności, jakiego dotąd jeszcze nigdy nie było. Przed ponad 25 laty przezwyciężyliśmy podział naszego kontynentu. Proces jednoczenia się Europy jest pasmem sukcesów i nie ma sobie równych w historii. Jego sedno – uzgodnienie ram politycznych, którym zawdzięczamy to, że państwa członkowskie w celu regulowania wzajemnych stosunków i rozwiązywania konfliktów podążają do Brukseli, a nie na pole bitewne – nie straciło na znaczeniu. Nie możemy tego wystawiać na szwank. Wobec pokoleń, które przyjdą po nas, mamy obowiązek przekazania im europejskiego projektu pokojowego w dobrym stanie.

Dziś wielu krytykuje Europę w poczuciu bezsilności czy poczuciu utraty kontroli. Tymczasem strach nie jest dobrym doradcą, nawet jeśli w świecie, który wydaje się nam niestabilny i ogarnięty zamętem, w czasach globalizacji wielu sfer życia jest to poniekąd zrozumiałe. A schowanie się w narodowej skorupie nie uchroni nikogo przed ryzykiem i niebezpieczeństwami świata.

Igranie z ogniem

Co więc czynić? Musimy pokazać ludziom, że Unia Europejska nie jest przyczyną ich obaw. Wręcz przeciwnie, Unia jest najlepszym narzędziem, jakie mamy, aby aktywnie kształtować otaczający nas świat w naszym, europejskim interesie. Grając jako jeden europejski zespół, ściśle uzgadniając nasze stanowiska i działając dynamicznie, będziemy w stanie rozwiązywać konflikty i przezwyciężać przeszkody. Natomiast żadne państwo członkowskie samodzielnie, ani Niemcy, ani Francja, ani Zjednoczone Królestwo nie odniesie w skali międzynarodowej takich sukcesów, jak może się nam to udać wspólnie. Hasłem dnia dzisiejszego jest więc: kto chce zniszczyć Europę, nie rozwiąże swoich problemów, lecz je zaostrzy. Pokazują to zawirowania polityczne i gospodarcze, których już doświadcza Wielka Brytania. Ci, którzy głośno wołają „Wyjść!!" lub „Precz z UE!", nie mają odpowiedzi na pytanie, jak po wyjściu z Unii (a może nawet po jej rozwiązaniu) miałyby się potoczyć sprawy. To nie tylko niemądre i nieodpowiedzialne, to igranie z ogniem. François Mitterrand pod koniec życia, tak bogatego w doświadczenia polityczne oraz przeżycia wojenne i cierpienie, przypomniał nam wszystkim: „Le nationalisme, c'est la guerre!" [„Nacjonalizm oznacza wojnę!"].

Tych, którzy zachowują się destrukcyjnie, grając na tęsknotach za rzekomym bezpieczeństwem rozumianym w kategoriach narodowych, musimy zdemaskować. A ich pomysłom należy przeciwstawić prawdziwe rozwiązania.

Zabiegamy o to, aby Europa stała się lepsza i by bardziej wsłuchiwała się w potrzeby swoich obywatelek i obywateli. W tym kierunku zmierzają propozycje, które francuski minister spraw zagranicznych Jean-Marc Ayrault i ja przedłożyliśmy w ubiegłym tygodniu. Mamy kilka konkretnych pomysłów – właśnie w dziedzinach, w których obywatele słusznie więcej od nas oczekują: zapewnienia większego bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego, zaangażowanej polityki migracyjnej oraz polityki na rzecz wzrostu i zatrudnienia.

Słuchać, co mówią obywatelki i obywatele, oznacza także, że musimy dojść do nowego trybu funkcjonowania Unii. Lepsza, bardziej elastyczna UE szanuje różne wyobrażenia o dalszej drodze Europy i dopuszcza różne prędkości rozwoju, nie wykluczając nikogo i nie pozostawiając nikogo na poboczu. Zamiast spierać się o to, co ma być ostatecznym celem integracji europejskiej, powinniśmy pracować w celu osiągnięcia wymiernych rezultatów, i to dziś!

Wszyscy są zaproszeni do udziału! Obrońmy wspólnie Europę, czyniąc ją lepszą. Tylko wspólnie pójdziemy naprzód. Dlatego tak ważne jest, abyśmy obradowali w gronie „27", uważnie się sobie przysłuchiwali, a następnie wspólnie działali.

Autor jest członkiem Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. W latach 1999–2005 był szefem urzędu kanclerskiego Gerharda Schrödera, w latach 2005–2009 ministrem spraw zagranicznych Niemiec. Od grudnia 2013 r. ponownie jest szefem dyplomacji niemieckiej.

Tytuł i śródtytuły od redakcji

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA