fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Prof. Łukasz Szumowski: Jak zmienić polską naukę?

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Bez inwestycji w naukę nasza gospodarka nadal będzie gospodarką podróbek, a kultura będzie słabnąć. Paradoksalnie zwiększenie finansowania nauki może doprowadzić do zabetonowania istniejącego niewydolnego systemu. Potrzeba głębokiej reformy – przekonuje wiceminister nauki prof. Łukasz Szumowski.

System szkolnictwa wyższego oraz obszar badań naukowych wymaga głębokiej reformy i nie jest to opinia odosobniona w środowisku akademickim. W międzynarodowych rankingach Polska wypada różnie: jesteśmy na 19. miejscu pod względem prac naukowych publikowanych w czasopismach o zasięgu międzynarodowym. Nieco gorzej wyglądamy, jeśli weźmie się pod uwagę udział ośrodków polskich w międzynarodowych grantach badawczych, jak granty European Research Council lub Horyzont 2020. Na 7479 grantów ERC Polacy otrzymali 25 – tyle samo co znacznie mniejsze Czechy, a ponaddwukrotnie mniej niż Węgry. Niestety, najgorzej w rankingach wypadają polskie uczelnie. Pod tym względem zajmujemy dopiero 38. miejsce. Dwa najlepsze polskie uniwersytety – Warszawski i Jagielloński – są dopiero w piątej setce w rankingu szanghajskim. Oczywiście statystyki i rankingi nie oddają wszystkich aspektów złożonego systemu szkolnictwa wyższego i nauki, ale pokazują ogólny obraz.

Należy postawić pytanie o przyczyny tego stanu rzeczy. Zadają je sobie nie tylko studenci, badacze i grono profesorskie, ale też wszyscy Polacy, podatnicy, którzy chcieliby za swoje pieniądze otrzymać jak najlepsze szkoły wyższe, jak najlepsze środowisko dla swoich dzieci do nauki i prowadzenia badań. Problem jest jednak szerszy niż tylko średnia jakość studiów. Uniwersytety i instytuty naukowe powinny być źródłem pomysłów, rozwiązań i koncepcji, które prowadzą od pomysłu do wdrożenia, od uniwersytetu do spółki giełdowej. Słaba jakość prowadzonych badań skutkuje gospodarką zależną od zagranicznych ośrodków wysokich technologii, gospodarką podróbek. Nie mniej ważna jest także kulturotwórcza rola ośrodków akademickich. Słaba jakość badań w naukach społecznych i humanistyce może prowadzić do osłabienia i w dłuższej perspektywie do skarlenia polskiej kultury.

Zawiła ścieżka kariery

Odpowiedź na pytanie o słabą kondycję polskiej nauki można sprowadzić do kwestii finansowych – wydajemy na badania i rozwój 1 proc. PKB, co lokuje nas na 25. miejscu w Europie. Bez inwestycji w naukę nie osiągniemy świetnej jakości badań i nauczania. Jest to oczywiście odpowiedź prawdziwa, jednak niewyczerpująca. Poza prostym zwiększeniem nakładów na naukę należy jeszcze zastanowić się nad sposobem ich wydawania. Jak kierować strumień finansowania na dobre i potrzebne badania? Odpowiedź na tak postawione pytanie jest znana w świecie nauki od dawna – otwarte konkursy są jedynym sposobem zapewnienia dobrej jakości w nauce.

Istnieje jednak jeszcze jeden obszar, który wymaga głębokiego namysłu. Chodzi o regulacje definiujące ścieżkę kariery akademickiej, której poświęcony był ostatni Kongres Nauki Polskiej. Paradoksalnie zwiększenie finansowania nauki bez reformy obejmującej uelastycznienie struktury uniwersytetów, otwarcie i przyspieszenie kariery akademickiej doprowadzi do zabetonowania istniejącego niewydolnego systemu.

Średni wiek obrony doktoratu to 34 lata, a wiek uzyskania stopnia dr. habilitowanego to 46 lat. To stanowczo za późno. Naukowiec, osiągając samodzielność (habilitację), jest już po okresie swojej największej aktywności twórczej, często wypalony zawodowo. A przecież osiągając stanowisko samodzielnego pracownika nauki, powinien zaczynać budować swoje zespoły badawcze, zespoły, które dopiero rozpoczną planowanie badań i po kilku, kilkunastu latach przyniosą wyniki. Średnia wieku noblistów, gdy dokonywali odkryć w medycynie czy chemii, za które otrzymali tę prestiżową nagrodę, to 45–46 lat. W tym wieku nobliści stali już na czele zespołów odpowiedzialnych za epokowe odkrycia. Samodzielność więc musieli osiągnąć wiele lat wcześniej.

Często słyszymy opinię, że we współczesnym świecie habilitacja w obecnym kształcie jest reliktem i należy ją zlikwidować. Faktycznie jest tak, że w większości krajów europejskich nie ma takiego stopnia lub jest właśnie likwidowany. Oponenci zwracają uwagę, że doktoraty się zdewaluowały i nie gwarantują już doskonałości naukowej, dlatego musimy w jakiś sposób wyłonić tych naprawdę najlepszych. Oba argumenty są prawdziwe, jednak obecny stan prowadzi do stagnacji. Ponadto niedopuszczalne jest osiąganie samodzielności dopiero w 46. roku życia!

Wprowadźmy nowy doktorat

Rozwiązaniem może być pomysł takiego prowadzenia doktoratu, jakie będzie zapewniało doskonałość badawczą, jak również przygotuje młodego naukowca do samodzielności. Taki doktorat – nazwijmy go „dużym", „badawczym" czy po prostu PhD (duży doktorat w systemie anglosaskim) – pewnie trwałby w praktyce nieco dłużej od obecnego doktoratu (stąd duży), ale jego osiągnięcie dawałoby uprawnienia takie jak habilitacja. Jeśli dodamy czas poświęcony na obecny doktorat (5–6 lat) oraz czas na uzyskanie stopnia dr. habilitowanego (8–12 lat), to okazuje się, że proces ten trwa średnio 16 lat! Skrócenie tej drogi o połowę byłoby nieocenione. Pozwoliłoby to na dopuszczenie młodych, ambitnych i twórczych naukowców do środowiska akademickiego, co samo w sobie jest cenne, ponieważ prowadzi do zderzenia nowego sposobu postrzegania rzeczywistości z wieloletnim doświadczeniem starszych kolegów, ale również spowodowałoby to uatrakcyjnienie Polski jako miejsca do uprawiania nauki dla zagranicznych studentów. To właśnie brak możliwości rozwoju – szybkiego rozwoju – powodował, że ambitne i twórcze umysły uciekają z Polski.

Jeśli zatem duży, badawczy doktorat da uprawnienia równe habilitacji, to jak zapewnić, by jego jakość była na jak najwyższym poziomie? Jak spowodować, żeby proces studiów na dużym doktoracie przygotowywał młodych adeptów do samodzielności? Jedną z odpowiedzi, które same się nasuwają, jest konkurencyjność. Startowanie w otwartym konkursie na grant promotorski czy doktorski pozwoli na wyłonienie najlepiej zaprojektowanych badań, bo duży doktorat powinien być oparty na świetnie zaplanowanych pracach badawczych. Świeżo upieczony magister zwykle nie ma jeszcze na tyle wykształconego warsztatu badawczego, aby dobrze zaprojektować badania. Jeszcze nie wie, który zaułek na ścieżkach wiedzy jest obiecujący. To jest rola promotora, dlatego też bliska mi jest koncepcja (na pewno nie jedyna) grantu promotorskiego. To promotorzy mogliby startować w konkursach na granty – konkursach surowo ocenianych, ale gwarantujących przyzwoite finansowanie zarówno dla doktoranta, jako wynagrodzenie związane z prowadzonymi badaniami, jak i dla promotora w ramach tzw. success fee, czyli swoistego honorarium za dobrze zaprojektowane prace. Niezmiernie jednak ważne jest, aby taki grant nie był prowadzony przez promotora, ale doktoranta. To on ma uczyć się odpowiedzialności nie tylko za jakość badań, ale również za finanse, sprawozdania oraz za zespół, który realizuje projekt.

Ponadto publikacje, które będą niewymuszonym owocem takich projektowanych z myślą o przyszłości badań, będą nierzadko lepszej jakości od publikacji, które są efektem retrospektywnych analiz danych.

Uniwersytety badawcze

Oczywiście nasuwa się pytanie o kontrolę takich grantów. W Europie i na świecie istnieją różne systemy prowadzenia doktoratu. We Francji bardzo rygorystyczna kontrola prowadzona jest przez ministerstwo w połowie studiów. Może ona skończyć się zakończeniem procesu, jeśli ewaluacja okaże się negatywna. Odwołań od decyzji komisji nie ma. Jednak odpowiedzialność jest nie tylko po stronie doktoranta, ale i promotora, jak również jednostki, w której toczy się przewód doktorski. Zachętą dla promotora do startowania w konkursach i bycia mentorem w przewodzie doktorskim byłoby nie tylko honorarium za uzyskanie grantu, pozytywną ocenę śródokresową i obronę, ale też wartość takiego grantu dla kariery naukowca i uczelni. Powinien on być traktowany jako bardzo ważny element w ewaluacji uniwersytetu i ocenie dorobku indywidualnego.

Mechanizm konkursowy na pewno spowoduje poprawę jakości. Celem wprowadzenia takiego rozwiązania w ścieżkach kariery akademickiej nie jest likwidacja habilitacji, ale umożliwienie osiągnięcia tych samych uprawnień i tej samej doskonałości naukowej w znacznie krótszym czasie.

Jednym z pytań otwartych wymagających odpowiedzi jest to, które jednostki będą mogły prowadzić doktoraty, duże doktoraty (PhD) i habilitacje. Wydaje się, że dużymi doktoratami i habilitacjami powinny zająć się te, które wykazują kompetencje nie tylko w pracy dydaktycznej, ale i w badaniach naukowych. Mogą to być jednostki, które w danej dziedzinie i dyscyplinie wypadają najlepiej w ewaluacji, czy też przyszłe uniwersytety badawcze. Świadomie napisałem ewaluowane w dziedzinie i dyscyplinie, bo może należy rozważyć ewaluację nie na poziomie wydziałów, ale dziedzin i dyscyplin nauki?

Konstytucja nauki premiera Gowina

Pozostaje pytanie: jak doktorat, duży doktorat i habilitacja mogą być umocowane w przyszłym systemie szkolnictwa wyższego? Jeśli funkcjonować będą uczelnie badawcze, badawczo dydaktyczne i dydaktyczne z dużą autonomią, być może wymagania na stanowisko profesora będą nieco się różnić. Uczelnia badawcza może będzie wymagała dużego doktoratu lub habilitacji, a uczelni dydaktycznej na odpowiednie stanowisko wystarczy tylko doktorat, ale za to wymagane będzie znacznie większe doświadczenie dydaktyczne?

Nie odpowiem na to pytanie, bo jednym z założeń nowej ustawy o nauce i szkolnictwie wyższym – tzw. konstytucji nauki premiera Gowina – jest znaczne zwiększenie autonomii uczelni i to same uczelnie będą zapewne określały swoje wymagania na stanowiska profesora, adiunkta czy asystenta.

Ale duża autonomia pociąga za sobą też dużą odpowiedzialność. Państwo oraz obywatele finansujący ten system ze swoich podatków powinni móc powiedzieć: sprawdzam! Duża autonomia zakłada dokładną i możliwie obiektywną ewaluację, jak publiczne pieniądze zostały wykorzystane; na ile system nauki i szkolnictwa wyższego przyczynił się do rozwoju kultury, wiedzy, społeczeństwa i gospodarki.

Kolejne dylematy, pytania, które nurtują polską społeczność akademicką, to jak ewaluować dorobek naukowy uniwersytetów, jak oceniać dorobek naukowy badaczy? Czy powinniśmy oceniać dorobek wydziału, uniwersytetu czy może poszczególnych dziedzin i dyscyplin na uniwersytecie? Jak oceniać uniwersytety badacze, a jak dydaktyczne? Jak nauki ścisłe i o życiu, a jak humanistyczne i społeczne? Czy publikacje w czasopismach, które nie są dostępne dla społeczności akademickiej z całego świata, powinny być brane pod uwagę w indywidualnym dorobku naukowym badacza? Ale to już są tematy na kolejne rozważania...

Prof. Łukasz Szumowski jest podsekretarzem stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego, kardiologiem, profesorem Instytutu Kardiologii, kierownikiem Kliniki Zaburzeń Rytmu Serca. Kierował zespołem specjalistycznym nauk o życiu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Autor lub współautor ponad 150 prac naukowych

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA