fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Prof. Bogdan Góralczyk: Viktor Orban i ekspres z Węgier

European Union - Source : EP/ Marc DOSSMANN
Od wtorku Viktor Orbán może rządzić dekretami - samodzielnie i samowładnie.

W czerwcu 1993 r. najwyższy organ Unii Europejskiej, Rada Europejska, mając na uwadze konieczność pożegnania się ze skutkami żelaznej kurtyny na kontynencie, przedstawiła zestaw kryteriów, jakie muszą spełnić kandydaci przed przystąpieniem do UE. Te tzw. kryteria kopenhaskie podyktowano z myślą o państwach o niedemokratycznej przeszłości. Obejmowały gospodarkę rynkową, przestrzeganie praw mniejszości i reguł państwa prawa, a nade wszystko liberalną demokrację, czyli taką, która obejmuje nie tylko trójpodział władzy, ale też niezależne od całej trójki, a szczególnie od rządu, media oraz społeczeństwo obywatelskie.

Ten zestaw wartości od 2005 r., gdy Francuzi i Holendrzy nie zgodzili się na wypracowaną wspólną konstytucję i ponadnarodowość (zwaną też federalizmem), jest stale i coraz mocniej podważany. Od tamtej pory mamy do czynienia z nasilającą się erozją tak zdefiniowanej liberalnej demokracji, a od 2010 r. na czele tego nurtu stanął premier Węgier Viktor Orbán, kiedyś liberał, który sam zdefiniował budowany u siebie system jako „demokrację nieliberalną”.

W głosowaniu 23 marca w węgierskim parlamencie rozproszonej i słabej opozycji udało się zablokować wprowadzenie nowych reguł w państwie węgierskim (Fidesz nie uzyskał wymaganych czterech piątych głosów), w istocie zasad państwa stanu wyjątkowego. W jego ramach parlament byłby zamknięty, a tym samym opozycja, podobnie jak wcześniej media, pozostała niema – mogłaby jedynie wyjść na ulicę, tym samym łamiąc nadzwyczajne prawo, za co grozi kara.

Była to jednak z perspektywy Fideszu porażka tylko chwilowa. 31 marca, rozporządzający kwalifikowaną większością głosów Fidesz nadzwyczajne regulacje wprowadził – mimo oporów i petycji w kraju oraz protestów UE. Tak oto Viktor Orbán, który w swojej długiej już politycznej karierze udowodnił, że dąży do jednego: maksymalizacji władzy i pieniądza – zyskał wreszcie to, o czym marzył. Teraz może rządzić dekretami, samodzielnie i samowładnie. A do niepokornych instytucji czy zakładów pracy nawet wprowadzać wojsko. W ten sposób zamiast kopenhaskich będziemy mieli zestaw nowych kryteriów – budapeszteńskich...

W latach 90. minionego stulecia na Węgrzech ukuto pojęcie „ekspresu z Warszawy”, bowiem wydarzenia w Polsce zawsze o kilka miesięcy wyprzedzały te na Węgrzech. Czy teraz, by posłużyć się znaną formułą, będzie Budapeszt w Warszawie? Czy ekspres z Budapesztu wjedzie na stołeczny Dworzec Centralny? Oby tylko nie w pełnym składzie.


Autor jest politologiem, dyrektorem Centrum Europejskiego UW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA