fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Daniel Fried: Polska, Ameryka, nowy Zachód

Fotorzepa/ Rafał Guz
O otwartość, rządy prawa oraz wiarę nie w państwo, ale w wolność - apeluje były amerykański ambasador w Warszawie.

PiS wygrało w wyborach, m.in. z hasłem „Dobry czas dla Polski”. Rzeczywiście, Polska przeżywa być może najlepszy od stuleci okres. Ale ten dobry czas – demokracja, wzrost gospodarczy, członkostwo w zachodnich instytucjach oraz wynikające z niego bezpieczeństwo – nie był ani czymś oczywistym, ani łatwym do osiągnięcia. I nie może być traktowany jak dany raz na zawsze.

Utrzymanie dobrej passy i wyjątkowych stosunków polsko-amerykańskich, które poniekąd do niej doprowadziły, wymagać będzie i od Polaków, i od Amerykanów dalszych starań i mądrości. Wzajemne stosunki mają się bardzo dobrze. Niezależnie od mogących budzić zastrzeżenia posunięć prezydenta Donalda Trumpa w innych dziedzinach, trzeba przyznać, że jego polityka wobec Polski zawsze była konsekwentna i konstruktywna, a włączenie Polski do programu bezwizowego to kolejny krok milowy. Z kolei rząd w Warszawie w kontaktach z administracją Trumpa i z samym prezydentem postępował umiejętnie, co nie jest sprawą łatwą.

Sojuszu plan roboczy

Najważniejsze cele krótkoterminowych relacji pozostały niezmienione i obejmują:

– Dalszy rozwój stosunków wojskowych, zarówno dwustronnych, jak i zintegrowanych z działaniami NATO, w celu wzmocnienia granic wschodnich w obliczu potencjalnej agresji Kremla;

– Wspólne działania – zarówno bilateralne, jak i prowadzone wspólnie z Unią Europejską i, miejmy nadzieję, Niemcami – w celu umocnienia bezpieczeństwa energetycznego oraz, postawmy sprawę jasno, w celu zniwelowania potencjalnego niebezpieczeństwa wynikającego z energetycznej przewagi Kremla nad Polską i Europą Środkową. Nord Stream II to zły pomysł i bardzo dobrze, jeśli zostanie zablokowany. Ale nawet jeśli przejdzie, to w dalszym ciągu będą istniały sposoby na ograniczenie szkód. Tutaj przydatna może się okazać tzw. Inicjatywa Trójmorza, a także wzmocnienie infrastruktury transportowej i cyfrowej w mniej rozwiniętej, wschodniej części Europy (niekiedy, z uwagi na radziecką dominację, wręcz źle rozwiniętej). Więzy militarne wciąż są zacieśniane, podobnie jak współpraca energetyczna. W przypadku Trójmorza trzeba jeszcze przejść od teorii do praktyki, ale inicjatywa ma potencjał;

– Nieustające działania wspierające niezależność i reformy w krajach za wschodnią granicą (przede wszystkim Ukraina), współpracę z pozostałymi krajami Europy oraz, równolegle, działania wspierające wspólną politykę Zachodu wobec Rosji. Cele tej ostatniej dają się nakreślić dość łatwo: w krótkim terminie oznacza to opór wobec agresji Putina oraz przygotowanie się (i zainwestowanie) na potencjalnie lepszą przyszłość, kiedy Kreml stanie się zdolny do bardziej konstruktywnych relacji z sąsiadami, Europą, USA i własnym społeczeństwem. Doskonałą inicjatywą było wsparcie przez Polskę zakończonego niedawno w Warszawie Forum Borysa Niemcowa i tym samym – demokratycznych sił w Rosji. To (i jeszcze więcej) mogłoby stanowić solidny roboczy plan sojuszu amerykańsko-polskiego.

Miłość nie może być ślepa

Ale fundamentów obecnego „dobrego czasu” należy szukać jeszcze głębiej. Amerykanie powinni pamiętać o niełatwych doświadczeniach ostatnich stu lat. Zawsze, kiedy Stany Zjednoczone, zgodnie z wyznawanymi wartościami, biorą na siebie światowe przywództwo uosabiane przez takich prezydentów jak Woodrow Wilson, Harry Truman czy Ronald Reagan, opowiadających się za światem zbudowanym na poszanowaniu wolności, dobrze prosperują zarówno Stany, jak i inne demokracje. Natomiast kiedy Ameryka rezygnuje ze swojej roli, zapominając o wyznawanych zasadach lub uciekając do obrony sfer wpływów a la Jałta, zawsze prowadzi to do katastrofy.

Polacy zaś powinni pamiętać o fundamentach spektakularnego sukcesu osiągniętego przez ich kraj za życia jednego pokolenia, a przywódcy – prawicowi, liberalni, lewicowi i ci z egzotycznych koalicji – uwierzyć w społeczeństwo, jego inicjatywę i ducha przedsiębiorczości, które pozwoliły na gruzach komunizmu zbudować gospodarkę rynkową. Odzwierciedleniem tej wiary były słynne polskie reformy rozpoczęte po roku 1989. To się opłaciło: niezależnie od wciąż jeszcze pojawiających się problemów Polacy „oddolnie” zbudowali i zmodernizowali swoją gospodarkę opartą nie na państwie, lecz na społeczeństwie – tak samo jak Amerykanie.

I wtedy, i później wielu Polaków mówiło o potrzebie zbudowania silnej Polski. To zrozumiałe. Ale siła narodu to silne społeczeństwo składające się z silnych, niezależnych instytucji działających w ramach rządu i poza nim, do których zaliczają się wolna, niezależna od państwa przedsiębiorczość, wolne media, niezależne sądy wolne od ręcznego sterowania oraz leżące u podstaw tego wszystkiego rządy prawa. Lenin i Stalin chcieli odgórnie przemodelować społeczeństwo, a prawem gardzili, gdyż było dla nich tworem oderwanym od interesów państwa. Doprowadziło to do katastrofy, z której Rosja do dziś się nie podniosła. To ważna lekcja i na teraz, i na przyszłość.

Wielu Polaków odwołuje się do patriotyzmu, i słusznie. Patriotyzm i miłość do swojego kraju to coś bardzo cennego. Tyle tylko, że ta miłość nie może być ślepa. Historia pokazuje, że patriotyzm jest najsilniejszy wtedy, kiedy łączy narodową tradycję z uniwersalnymi wartościami: uniwersalne bez narodowego może stać się wyłącznie abstrakcją; ale dziedzictwo narodowe oderwane od uniwersalnego to ryzyko cofnięcia się do norm plemiennych.

Fundament to wolność

Największy sukces narody odniosą wtedy, kiedy będą pielęgnować swoje najlepsze tradycje w oparciu o uniwersalne wartości. Często przywołujemy postać Tadeusza Kościuszki, ale czy naprawdę dobrze go rozumiemy? Kościuszko dostrzegł głęboką prawdę, dlatego warto iść za jego przykładem: dla niego sprawa własnego narodu była związana ze sprawą szeroko pojętej wolności. Dlatego walczył o niepodległość Ameryki, nie potrafiąc oddzielić jej od walki o niepodległość Polski.

Broniąc niezawisłości Stanów Zjednoczonych (i być może ratując je przed klęską), bronił jednocześnie zreformowanej, zmodernizowanej Polski: kraju Konstytucji 3 maja, z wolnością religijną, prawami dla wszystkich klas i bardziej otwartym społeczeństwem. Abraham Lincoln w podobny sposób myślał o społeczeństwie amerykańskim: chciał, aby było ono otwarte i wolne dla wszystkich. Wiedział, że ludzie, kiedy uzyskają taką możliwość, poderwą się do wielkich rzeczy.

Dzisiaj wydaje się, że liberalna demokracja jest w odwrocie. Władimir Putin, uśmiechając się złośliwie, próbuje podważyć jej zasady; Chińczycy sądzą, że to ich autorytaryzm zwycięży, a Zachód zapadł na budzącego się co jakiś czas „cykora”. Lecz my, Polacy i Amerykanie, nauczyliśmy się na własnej skórze, że nasz narodowy postęp związany jest z większymi wartościami: ideałami wolności. To jest źródło naszego „dobrego czasu” trwającego ostatnie 30 lat.

Modernizacja, postęp i otwarcie nie są zdradą narodowych tradycji, ale ich wypełnieniem. Czym byłaby Ameryka bez wpisanego do Deklaracji Niepodległości zapewnienia, że „wszyscy ludzie są równi?” Czym byłaby polska tradycja bez pamięci o Konstytucji 3 maja oraz trwającej 123 lata walce o niepodległość prowadzonej pod sztandarem „Za naszą i waszą wolność”? Lekcji tych nie należy sprowadzać do jedynie do sloganów; musimy pamiętać o naszych zasadach, bo w przeciwnym razie narazimy na ryzyko fundamenty, na których zbudowano sukces obu krajów.

Nie tylko pielęgnować

Nie powinniśmy patrzeć wstecz, w stronę wyimaginowanych „lepszych czasów”, bo kiedy właściwie były te „lepsze czasy”? Polacy i Amerykanie wspólnie doprowadzili do upadku pojałtańskiej Europy, a na jej miejscu wybudowali zjednoczony Zachód. Teraz możemy razem iść naprzód, jednocześnie starając się zrozumieć, dlaczego tak wielu ludzi w naszych krajach jest sfrustrowanych i nieszczęśliwych, oraz rozwiązywać nasze problemy. Kochamy Zachód, ale naszym zadaniem jest nie tylko jego pielęgnowanie, ale stworzenie nowego Zachodu na miarę XXI wieku.

Oznacza to sięgnięcie po nasze najlepsze wartości i przy ich pomocy rozwiązanie zarówno starych problemów (agresja Kremla), jak i nowych (zmiany klimatyczne). Przede wszystkim zaś oznacza dostosowanie naszych gospodarek – poprzez otwartość, rządy prawa oraz wiarę nie w państwo, ale w wolność – do zaadaptowania nowych technologii, tak aby następne dekady były dekadami wzrostu i dobrobytu.

Jeśli Amerykanie i Polacy wykażą się wystarczającą mądrością i determinacją, to mają przed sobą bardzo dużo „dobrego czasu”.

Daniel Fried jest amerykańskim politykiem i dyplomatą. W latach1997–2000 był ambasadorem USA w Polsce

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA