fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kościół nie jest sądem

Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Jeżeli chcemy, aby postępowania kanoniczne zmierzające do oczyszczenia Kościoła były skuteczne, należy stanowczo sprzeciwić się wykorzystywaniu akt kościelnych przez prokuraturę – odpowiada radca prawny Tomaszowi Terlikowskiemu.

Z właściwą sobie bezkompromisowością, którą nota bene podziwiam i szanuję, red. Tomasz Terlikowski skrytykował działania arcybiskupa Stanisława Gądeckiego w sprawie pedofilii wśród osób duchownych. W artykule „Instytucja wciąż ważniejsza niż ofiary" w magazynie „Plus Minus" napisał: „nikt nie próbuje nawet wyjaśnić kwestii z przeszłości, a od transparentności i otwartości, o dobru ofiar nie wspominając, nadal ważniejsze jest dobre imię i interes instytucji". Ton tej wypowiedzi nie odbiega od krytyki regularnie pojawiającej się na łamach „Gazety Wyborczej" czy innych wojujących z Kościołem mediów. Zasadnicza różnica, którą gwoli uczciwości dostrzegam, polega na tym, że o ile lewicowe środowiska, krytykując Kościół i jego hierarchów, zasadniczo nie życzą sobie żadnej poprawy, o tyle z wypowiedzi red. Terlikowskiego wynika autentyczna troska o losy katolicyzmu w Polsce. Tym bardziej więc za konieczne uważam wykazanie, że akurat w tym przypadku krytyka jest niesłuszna i niesprawiedliwa.

Jako tło dla swoich zarzutów red. Terlikowski przedstawia sprawę, w której poznańska kuria odmówiła przekazania prokuraturze dokumentów „dotyczących śledztwa kościelnego odnoszącego się do pewnego byłego już księdza, który molestował chłopców". Na wstępie muszę zastrzec, że choć na co dzień jako prawnik zajmuję się m.in. sprawami archidiecezji poznańskiej, akurat z tą sprawą nie mam nic wspólnego na gruncie zawodowym. Nie jestem więc także autorem argumentacji prawniczej użytej w sporze z prokuraturą, której zresztą oceniać nie zamierzam. Uważam jednak, że sprawa ta ogniskuje szereg zagadnień typowych dla problemu pedofilii wśród duchownych, na które na ogół nie zwraca się uwagi w publicznym dyskursie.

Kanoniczne a karne

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na kwestię fundamentalną dotyczącą zasad wymierzania sprawiedliwości w Polsce. Otóż wbrew powszechnej opinii, podzielanej najwyraźniej także przez red. Terlikowskiego, to nie Kościół jest odpowiedzialny za ściganie pedofilów. Od tego są wyspecjalizowane instytucje państwowe, prokuratura, policja oraz sądy, których wyroki są jedynym sposobem stwierdzenia czyjejś winy i wymierzenia mu kary.

Na fali publicznej krytyki oraz doświadczeń w niektórych krajach zachodnich wewnątrz Kościoła także w Polsce wprowadzono mechanizmy zmierzające do oczyszczenia duchowieństwa z osób, które dopuściły się nadużyć seksualnych wobec małoletnich. Działania te należy uznać za idące w dobrym kierunku. Osobiście stoję na stanowisku, że każdy duchowny, który dopuścił się czynu pedofilskiego, powinien jak najszybciej zostać wydalony ze stanu kapłańskiego. I taka jest też rola postępowań kanonicznych prowadzonych przez władze kościelne.

Taka i tylko taka. Kościół nie może zastępować sądu w wymierzaniu sankcji przewidzianej przez kodeks karny. Nie może także wyręczać prokuratury w podejmowaniu czynności procesowych w ramach postępowania karnego, a w szczególności zastępować organy ścigania w gromadzeniu dowodów. Istnieje bowiem zasadnicza różnica pomiędzy wykazaniem przyczyn określonych przez prawo kanoniczne, dla których osoba duchowna powinna zostać wydalona ze stanu kapłańskiego, a udowodnieniem jej winy w świeckim procesie karnym.

Ten sam czyn może być zresztą odmiennie kwalifikowany. Dla przykładu z punktu widzenia prawa kanonicznego karze podlega osoba duchowna, która dopuszcza się m.in. obcowania płciowego z osobą poniżej 18. roku życia. Tymczasem kodeks karny przewiduje karalność takiego zachowania wyłącznie w stosunku do osoby poniżej 15. roku życia. Odmiennie ujęte są także kwestie przedawnienia, nie mówiąc już o sankcjach. Niezależnie od konsekwencji moralnych związanych z zastosowaniem kar przewidzianych w prawie kanonicznym dla większości ludzi jest oczywiste, że sankcje stosowane przez władze kościelne nie są i nie mogą być adekwatną odpłatą za popełnione przestępstwo.

Odpowiedzialność przewidzianą w prawie kanonicznym można więc porównać do odpowiedzialności dyscyplinarnej osób wykonujących niektóre zawody. Ma ona charakter autonomiczny wobec ścigania karnego. Adwokat, radca prawny czy lekarz mogą zostać ukarani przez sąd dyscyplinarny, a nawet wydaleni z zawodu. Jednakże przedmiotem oceny jest w takim przypadku przewinienie dyscyplinarne, a nie przestępstwo jako takie. To samo zachowanie może być przecież oceniane przez różne systemy norm. Adwokat czy lekarz dopuszczający się gwałtu narusza nie tylko normy prawa karnego, ale także zasady etyki zawodowej oraz normy moralne.

Sprawiedliwy proces

Podkreślić należy, że wbrew swojej nazwie prawo kanoniczne nie jest źródłem powszechnie obowiązującego prawa w Rzeczypospolitej Polskiej. Choć sprawa jest kontrowersyjna, wydaje się, że najbardziej trafnie ocenił jego charakter Sąd Najwyższy w swoim orzecznictwie, stwierdzając, że prawo kanoniczne ma charakter statutu kościelnych osób prawnych.

Czy zatem powinniśmy się godzić na to, aby osoba duchowna, której stawiane są zarzuty, była osądzana na podstawie norm niepochodzących od państwa, w ramach postępowania, które kieruje się zupełnie odmienną specyfiką od postępowania karnego? Nie chodzi mi zresztą o prawa takich podsądnych, choć ten aspekt także warto mieć na uwadze.

Zgodnie z polską konstytucją każdy, przeciw komu prowadzone jest postępowanie karne, ma prawo do obrony we wszystkich stadiach postępowania. Osoba, na której ciążą zarzuty, może stosować dowolną strategię obrony. Może odmawiać składania wyjaśnień, może wykazywać inicjatywę dowodową, może przedstawiać własną wersję wydarzeń, a nawet kłamać. To oskarżonemu należy udowodnić winę, a nie przerzucać na niego ciężar wykazania swej niewinności. Każdego należy uważać za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem niezależnego sądu, a wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść oskarżonego. To są fundamenty naszej cywilizacji prawniczej. Proces kanoniczny opiera się na nieco innych zasadach, bo też i inne są jego cele.

Niedawno byliśmy świadkami gorszącej sytuacji, kiedy to kuria płocka wydała oświadczenie podpisane przez swojego rzecznika, niejaką dr Elżbietę Grzybowską, która stwierdziła, że „wina duchownego oskarżonego o molestowanie Marka Lisińskiego została potwierdzona podczas postępowania prowadzonego przed Sądem Biskupim w Płocku". Tego rodzaju oświadczenie nigdy nie powinno być wyrażone publicznie, a w całej sprawie powinien interweniować rzecznik praw obywatelskich. Od kiedy to Sąd Biskupi w Płocku oraz pani dr Grzybowska są od ustalania czyjejkolwiek winy na terenie Rzeczypospolitej? Nie mówiąc już o tym, że cała sprawa wzbudza bardzo poważne wątpliwości, a w świetle niedawnych publikacji w „Gazecie Wyborczej" Marek Lisiński jawi się jako osoba całkowicie niewiarygodna.

Dlatego właśnie nie można uznać za dopuszczalne używania materiałów gromadzonych w ramach postępowań kościelnych przez prokuraturę w toku postępowania karnego. Prokurator dysponuje wszelkimi narzędziami procesowymi niezbędnymi do tego, aby wyjaśnić sprawę, stosownie do okoliczności przedstawić zarzuty, a następnie doprowadzić do skazania sprawcy. I powinien to czynić w sposób stanowczy i zdecydowany. Także jeżeli chodzi o żądanie surowych kar. Wyrażam przekonanie, że dopuszczenie się przestępstwa pedofilii przez osobę duchowną jako osobę szczególnego zaufania powinno być traktowane jako okoliczność zaostrzająca odpowiedzialność karną, biorąc pod uwagę ogromny stopień społecznej szkodliwości takiego czynu.

Wyręczanie się przez prokuraturę materiałami kościelnymi oznacza jednak, że de facto prokurator rezygnuje z części swoich ustawowych obowiązków. Choć dysponuje niezbędnymi narzędziami procesowymi, zamierza posłużyć się materiałami uzyskanymi w nieformalny sposób, w ramach postępowania, które w żadnej mierze nie opiera się na ustawie. Gdybym kiedykolwiek miał nieszczęście bronić pedofila przed sądem, z pewnością wykorzystałbym fakt, że prokuratura oparła się na materiale zgromadzonym poza jakimikolwiek procedurami, a nawet z naruszeniem fundamentalnych praw oskarżonego, w tym jego prawa do obrony.

Rola instytucji

Jednakże mnie interesuje znacznie bardziej skuteczność działania instytucji kościelnych, zmierzających do wykluczenia z szeregów duchowieństwa osób dopuszczających się nadużyć seksualnych wobec małoletnich. Sprawa przytoczona przez red. Terlikowskiego wskazuje na modelowe wręcz działanie arcybiskupa Gądeckiego, a nie powód do krytyki. Jedyne, co w tej sytuacji można było zrobić, to przenieść osobę duchowną do stanu świeckiego – i to właśnie zostało uczynione. Stanowisko Kościoła nie może być jednak równoznaczne z uznaniem winy byłego już księdza w świetle prawa karnego, a człowiek ten nadal musi być uważany za niewinnego – tak długo, dopóki prokuratura nie doprowadzi do jego prawomocnego skazania, o czym red. Terlikowski zdaje się zapominać.

Co więcej, należy zapewnić mu wszelkie prawa, jakie przysługują każdemu, komu przedstawiono zarzuty, przede wszystkim dlatego, aby proces karny nie był dotknięty wadami. Arcybiskup nie jest natomiast od tego, aby rozstrzygać kwestie czyjejkolwiek odpowiedzialności karnej, zastępować prokuratora czy komunikować światu przebieg swoich działań wobec osoby, która w świetle prawa wciąż pozostaje niewinna. Nie jest także od tego, aby sugerować, choćby pośrednio, sądowi świeckiemu, jakie powinno zapaść rozstrzygnięcie.

Jeżeli chcemy, aby postępowania kanoniczne zmierzające do oczyszczenia Kościoła były skuteczne, należy stanowczo przeciwstawić się możliwości wykorzystywania akt kościelnych przez prokuraturę. Surowe ukaranie winnych przestępstw pedofilskich uważam za niezwykle ważne. Za jeszcze ważniejsze uważam pozbycie się ze stanu kapłańskiego wszystkich, którzy kiedykolwiek tego rodzaju obrzydliwych czynów się dopuścili, nawet gdyby – np. z powodu przedawnienia lub jakiejkolwiek innej przyczyny – nie ponosili oni odpowiedzialności karnej. Za największą natomiast klęskę Kościoła uważałbym sytuację, w której Kościół sam przyczyniłby się do skazania niewinnego księdza oskarżonego instrumentalnie dla zysku lub wątpliwej sławy przez jakiegoś szarlatana.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA