fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Pisowska wizja UE

Fotorzepa/ Marian Zubrzycki
Rządowe deklaracje o poparciu dla silnej, sprawnej i demokratycznej Unii Europejskiej to czysty Orwell. Te recepty oznaczają odrzucenie wizji ojców założycieli i osłabienie Unii na wszystkie możliwe sposoby – pisze poseł PO.

Prezydent Francji Emmanuel Macron zainicjował konsultacje obywatelskie w sprawie przyszłości Unii Europejskiej. W ich ramach we Francji zorganizowano 800 spotkań. W Polsce Ministerstwo Spraw Zagranicznych zorganizowało zaledwie 15 konsultacji w Regionalnych Ośrodkach Debaty Międzynarodowej.

Ostatnia debata odbyła się w Warszawie, na której minister Jacek Czaputowicz przedstawił rządową wizję przyszłości Unii Europejskiej, opublikowaną następnie w „Rzeczpospolitej” 31 października 2018 r.

Zrealizowana przez MSZ formuła polskiej debaty o przyszłości Unii Europejskiej nie może być nazwana konsultacjami obywatelskimi. Uczestniczyłem w „debacie” w Warszawie, która miała formę spotkania z ministrem. Nie było miejsca na prezentację obywatelskich koncepcji przyszłości Europy. Nie było pluralizmu. Można było jedynie zadać panu ministrowi pytanie lub podzielić się krótkimi uwagami. Prezentowanie Brukseli stanowiska rządowego jako rezultatu „konsultacji obywatelskich” jest po prostu manipulacją.

Pierwszy etap federacji

Jeszcze gorsza od sposobu przeprowadzenia tych konsultacji jest jednak wizja przyszłości Unii Europejskiej przedstawiona przez ministra Jacka Czaputowicza, wizja pisowska, lansowana także przez prezydenta Rzeczypospolitej, marszałka Sejmu i innych polityków rządzącego obozu.

Minister Czaputowicz chciałby budowania Europy „opartej o państwa narodowe, nie zaś budowanej ponad nimi”. Na koncepcji współpracy między państwami opierała się już Liga Narodów założona po I wojnie światowej, która poniosła całkowite fiasko w obronie pokoju w Europie. Po II wojnie światowej ojcowie założyciele UE – Monnet, Schuman, Spinelli, De Gaspari, Adenauer, Churchill – dążyli więc do tworzenia instytucji ponadnarodowych, byli federalistami. Liga Narodów była dla nich negatywnym punktem odniesienia. Zaczęli od Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali (EWWiS), której organ wykonawczy – Wysoka Władza, zalążek dzisiejszej Komisji Europejskiej – podejmował wiążące decyzje nie na podstawie szczegółowych instrukcji rządowych, lecz na mocy postanowień Traktatu ustanawiającego EWWiS, ratyfikowanego przez państwa członkowskie. Pokój w Europie miała zapewnić ponadnarodowa współpraca gospodarcza, obronna i polityczna. Jak podkreślił Schuman w słynnej deklaracji z 9 maja 1950 roku: „Umieszczenie produkcji węgla i stali pod wspólnym zarządem zapewni natychmiastowe powstanie wspólnych fundamentów rozwoju gospodarczego – pierwszego etapu Federacji Europejskiej”. Potwierdził to pomysłodawca EWWiS i pierwszy przewodniczący Wysokiej Władzy, Jean Monnet, podkreślając, iż istotą projektu Schumana jest „delegowanie suwerenności w ograniczonej, ale decydującej dziedzinie”.

Przypomnijmy, że wkrótce potem, w 1953 roku, rządy ówczesnych sześciu państw członkowskich EWWiS wynegocjowały powołanie Europejskiej Wspólnoty Obronnej. Cztery parlamenty ratyfikowały umowę o wspólnocie obronnej; Włochy były już bliskie pozytywnego głosowania, kiedy we Francji nastąpiła zmiana rządu i głosami komunistów i gaullistów ratyfikacja traktatu obronnego została odrzucona. Tym niemniej warto podkreślić, że współpraca obronna przewidziana w tamtym traktacie szła o wiele dalej niż obecne instrumenty unijne ustanowione dla koordynacji polityki obronnej – PESCO i Europejska Agencja Obronna.

 

Zaufanie do Europy

Minister Czaputowicz mówi o deficycie demokracji w Unii Europejskiej, który jest „poważnym zagrożeniem dla przyszłości Europy”. Według niego „to państwa i narody są gospodarzami procesu integracji europejskiej, a zwierzchnikiem każdego rządu są obywatele reprezentowani w krajowych parlamentach”. Inne projekty to według ministra projekty elit, które podważają legitymizację projektu europejskiego. Minister całkowicie pomija Parlament Europejski, którego rola z traktatu na traktat się powiększa. Demokracja w Unii wyraża się bowiem nie tylko tym, że rządy narodowe reprezentują obywateli swego kraju w Radzie Europejskiej i Radzie Ministrów UE, ale również tym, że wybieramy przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego, który reprezentuje obywateli Unii.

Jesteśmy Polakami i wybieramy polski parlament i pośrednio rząd, ale jesteśmy również Europejczykami i wybieramy europejski parlament i jest to nasza demokratyczna reprezentacja na europejskim szczeblu. Jak można mówić o deficycie demokracji w Unii i jednocześnie minimalizować czy wręcz pomijać rolę jedynego bezpośrednio wybieranego przez Europejczyków organu unijnego? Gdyby w instytucjach europejskiej miały nas reprezentować tylko rządy, to dopiero wtedy Unia byłaby projektem elitarnym pozbawionym tej legitymizacji, jaką daje każdy demokratycznie wybrany parlament.

Warto podkreślić, że zaufanie do instytucji unijnych jest większe niż do instytucji narodowych. Według ostatnich badań Eurobarometru 42 proc. Europejczyków deklaruje zaufanie do Unii Europejskiej i tylko 35 proc. do parlamentów i rządów krajowych. W Polsce rozpiętości zaufania publicznego na korzyść Unii są jeszcze większe – 47 proc. obywateli ufa Unii, a tylko 33 proc. rządowi i zaledwie 26 proc. Sejmowi.

Umacnianie roli parlamentów narodowych w sprawach unijnych, co PiS mocno lansuje, to tak jak umacnianie roli sejmików wojewódzkich w sprawach ogólnonarodowych. Dla zwiększania roli parlamentów narodowych w sprawach europejskich celowe może być rozwijanie ich dialogu z instytucjami europejskimi, umożliwienie im inicjatyw oddolnych, oddziaływanie na rząd narodowy co do jego stanowiska zajmowanego w organach unijnych, ale kompetencje decyzyjne w sprawach europejskich powinny być pozostawione organom europejskim.

Liberum veto

Minister Czaputowicz twierdzi, że chciałby bardziej sprawnej Unii, ale jednocześnie lansuje tezę, że nie można rozszerzać zakresu spraw rozstrzyganych w Radzie za pomocą głosowania większościowego – musi być zgoda wszystkich rządów. Takie stawianie sprawy oznacza utrzymywanie liberum veto, co z całą pewnością nie zwiększa sprawności Unii, lecz wprost przeciwnie. Weźmy chociażby sprawę sankcji wobec Rosji, co obecnie wymaga jednomyślności Rady. Wystarczy, aby jeden rząd się wyłamał i sankcji nie będzie. Mówienie o konieczności podniesienia sprawności Unii przy jednoczesnej obronie zasady liberum veto to oczywista sprzeczność.

Minister wyraża sceptycyzm „w odniesieniu do koncepcji suwerenności europejskiej, która sprowadza się do Europy wyzwolonej spod wpływów amerykańskich”. Tymczasem, po pierwsze, Unia Europejska ma już własną suwerenność w sprawach takich jak np. funkcjonowanie jednolitego rynku, polityka handlu zagranicznego, polityka rolna. Decyzje w sprawach dyrektyw rynkowych, wysokości ceł etc. zapadają wyłącznie na szczeblu unijnym, same państwa nie mogą o nich decydować. Suwerenność narodowa państw członkowskich UE w tych sprawach nie istnieje. Czy to źle? Czy wspólny rynek europejski mógłby funkcjonować przy zachowaniu suwerenności narodowej w sprawie dyrektyw regulujących funkcjonowanie tego rynku?

Po drugie, po II wojnie światowej integracja Europy była celem wszystkich prezydentów amerykańskich z wyjątkiem obecnego. Wszyscy oni nawoływali do tego, żeby Unia się integrowała, działała razem, umacniała swoją gospodarkę i wspólną obronność. Nawet plan Marshalla był uwarunkowany tym, że będzie wdrażany wspólnie przez Europejczyków, a nie odrębnie przez poszczególne kraje.

Fundamentalna w Unii Europejskiej zasada pomocniczości, na którą powołuje się minister Czaputowicz, działa w obie strony. Nie można centralizować kwestii, które daje się efektywnie rozwiązywać na niższym szczeblu: narodowym, lokalnym czy gminnym; ale również nie należy decentralizować kwestii, które można dobrze rozwiązać tylko czy przede wszystkim na szczeblu ogólnounijnym.

Silna Unia

Wiele współczesnych wyzwań – jak sprawy bezpieczeństwa, obronności, walki z terroryzmem, migracji, klimatu – wymaga wspólnego i sprawnego działania Unii Europejskiej, do czego potrzebne jest i zwiększenie zakresu kompetencji organów unijnych, i podejmowanie decyzji większością głosów, zamiast jednomyślności. Dobrym na to przykładem może być polityka obronna. Łączny budżet państw UE na obronę wynosi 40 proc. budżetu obronnego USA, ale zdolności obronne Unii szacowane są na 10-15 proc. zdolności amerykańskich.

Wydatki na unijną obronę podzielone są na 28 budżetów narodowych, ma więc miejsce nieprawdopodobne rozproszenie środków i dublowanie programów. W USA funkcjonuje 30 programów dotyczących systemów obrony, podczas gdy w krajach Unii aż 178. Np. w USA istnieje jeden program dotyczący czołgów i 6 dotyczących myśliwców, a w Unii 17 programów dotyczących czołgów i 20 dotyczących myśliwców (wg SIPRI Security Report, 2017). Wyobraźmy sobie, jaki byłby potencjał obronny USA, gdyby amerykański budżet obronny nie istniał na szczeblu federalnym, ale składał się z 50 budżetów stanowych, nie byłoby jednej armii federalnej tylko 50 stanowych itd.

Oczywiście większa siła obronna UE to nie tylko większa zdolność do samodzielnego działania, generowania strefy stabilności wokół Unii, ale jednocześnie większy wkład UE do NATO. USA bardziej się opłaca mieć w NATO silnego partnera europejskiego niż wielu słabych zdanych na amerykański parasol ochronny.

W 2017 roku Parlament Europejski przyjął kilka rezolucji w sprawie poprawy funkcjonowania Unii Europejskiej. Większość polskich eurodeputowanych popierała te uchwały, ale nie pisowscy posłowie. Nawet w ramach obecnie obowiązującego Traktatu Lizbońskiego pozostaje wiele możliwości usprawnienia działania Unii i rozszerzenia jej działalności w sprawach obronnych, polityki zagranicznej i innych. Komisja Europejska zaproponowała np. ostatnio rozszerzenie głosowań większościowych w Radzie na kwestie dotyczące misji cywilnych, sankcji i stanowisk UE związanych z przestrzeganiem praw człowieka. Rozszerzenie zakresu głosowania większością kwalifikowaną na te dziedziny jest możliwe bez zmian traktatowych, wymaga to jednakże jednomyślnej decyzji państw członkowskich. Jednak wstępne stanowisko rządu sygnalizowane w Sejmie jest negatywne.

Pisowskie deklaracje o poparciu dla silnej, sprawnej i demokratycznej Unii Europejskiej to czysty Orwell. Wystarczy poznać środki, które proponuje Prawo i Sprawiedliwość. Według PiS osłabianie Parlamentu Europejskiego umacnia demokrację unijną, zasada narodowego liberum veto zapewnia większą sprawność Unii, a narodowa suwerenność w sprawach polityki zagranicznej, obronnej czy choćby sankcji wzmacnia zewnętrzną siłę Unii. Nie dajmy się nabrać. Pisowskie recepty zmierzają do odrzucenia wizji ojców założycieli i osłabienia Unii na wszystkie możliwe sposoby.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA