fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Były prezes GetBack nie wyjdzie z aresztu, choć współpracuje

Zaniedbań dopuściło się wiele państwowych instytucji, które za nadzór i kontrolę spółki wzięły się dopiero, gdy GetBack przestał obsługiwać zobowiązania
Jacek Domiński/REPORTER
Choć były prezes GetBacku poszedł na współpracę z prokuraturą i opisał mechanizmy nadużyć, nie wyjdzie z aresztu.

Sąd Apelacyjny w Warszawie nie zgodził się, aby Konrad K., główny podejrzany w jednej z największych afer finansowych ostatnich lat, wyszedł na wolność. Zostanie w areszcie do 5 czerwca – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

Obrońca Konrada K. zwracał uwagę na zaawansowany etap postępowania i nadmienił, że obecnie sądy biorą pod uwagę także fakt pandemii, która dotyka także areszty śledcze. Sąd przekonały jednak argumenty prokuratury: wciąż aktualne są obawa matactwa czy ucieczki za granicę i grożąca mu wysoka kara.

Dwa lata po aferze

Decyzja jest symboliczna – zapadła w środę, niemal w drugą rocznicę wybuchu afery GetBack, w której blisko 10 tys. klientów kupiło obligacje tej spółki i straciło ok. 2,5 mld zł.

Przypomnijmy: zanim 17 kwietnia 2018 r. wybuchła afera GetBacku, ówczesnego prezesa spółki otaczała aureola „geniusza biznesu”, który w krótkim czasie zbudował – jak oceniali eksperci – drugą co do wielkości firmę windykacyjną w kraju. Konrad K. był nagradzany, sponsorował imprezy, a te przyciągały polityków, głównie z PiS.

GetBack działał na zasadzie piramidy finansowej. Prowadząca śledztwo Prokuratura Regionalna w Warszawie postawiła dotąd zarzuty 64 podejrzanym oprócz Konrada K.: jego zastępcom i osobom z banków i domu maklerskiego, które często podstępem wciskały klientom obligacje spółki.

W areszcie siedzi już tylko – od czerwca 2018 r. – Konrad K.

Nie jest tajemnicą, że poszedł na współpracę z prokuraturą. Według nieoficjalnych informacji ma sypać od dawna i ze szczegółami. Miał wyczerpująco ujawnić mechanizmy i firmy zaangażowane w nadużycia, potwierdzając wiedzę prokuratorów wynikającą np. z dokumentów, ale też podając nieznane im wcześniej okoliczności. K. liczy na status tzw. małego świadka koronnego, i choć śledczy o tym milczą, to według naszej wiedzy ma na to szansę. Ostatecznie o tym, czy zasłużył na nadzwyczajne złagodzenie kary, zdecyduje w procesie sąd.

Konrad K. miał zeznać, że bardzo długo przed wybuchem afery jako tajny współpracownik „Zeus” współpracował z CBA, przekazywał też informacje ABW.

Jednak według naszych informacji jego słowa o rzekomej współpracy ze służbami specjalnymi śledczy traktują jako element jego linii obrony. Weryfikacja w tym zakresie – jak utrzymują nasze źródła – miała wypaść negatywnie.

– Niewykluczone, że Konrad K. oprócz wiarygodnych informacji, z których części nie może zaprzeczyć, bo są dowody w postaci dokumentów, dodaje „wrzutki” bez pokrycia – sugeruje jeden z naszych rozmówców z wymiaru sprawiedliwości. Dlatego śledczy nie chcą, by wychodził z aresztu.

Rzekoma współpraca ze służbami wydaje się wątpliwa ze względu na coś jeszcze: Konrad K. w ciągu ostatnich kilku miesięcy przed aresztowaniem intensywnie szukał kontaktów w Izraelu. Śledczy uważali, że chciał pozyskać pieniądze z tamtego rynku, a potem uciec do kraju, który nie wydaje swoich inwestorów w kłopotach. Konrad K. wrócił jednak z Izraela, a agenci CBA zatrzymali go na lotnisku w Warszawie tuż po tym, jak wylądował.

Tysiąc poszkodowanych

W aferze GetBacku blisko 10 tys. osób straciło łącznie ok. 2,5 mld zł – to wartość puli obligacji wyemitowanych przez spółkę. Jednak w śledztwie status poszkodowanych ma tylko ok. tysiąca osób, bo tyle zgłosiło się do prokuratury, uważając, że zostały oszukane. Łącznie na kwotę ok. 500 mln zł. To oznacza, że tylko jedna dziesiąta spośród tych, którzy nabyli obligacje, złożyła doniesienie o przestępstwie, większość przesłuchano. Pozostali klienci GetBack, choć sprawa jest publicznie znana, dotąd nie złożyli zawiadomień.

Gdzie są pieniądze wyprowadzone z GetBacku, czy Konrad K. mógł mieć mocodawców? – On na tym skorzystał, ale najwyżej w dziesiątkach milionów. Większość pieniędzy poprzez różne transakcje finansowe wypływała do różnych powiązanych ze sobą spółek. Gdzie dokładnie, to wymaga dalszej weryfikacji – słyszymy od jednego ze śledczych.

Dziś wiadomo, że zaniedbań dopuściło się wiele państwowych instytucji, które za nadzór i kontrolę spółki wzięły się dopiero, gdy GetBack przestał obsługiwać zobowiązania. Toczy się śledztwo dotyczące KNF, ale nikomu nie postawiono w nim dotąd zarzutów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA