fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Tajemnica śmierci boksera "Cygana"

Fotorzepa/Wojciech Robakowski
Dawida Kosteckiego ściągnięto do Warszawy na świadka w sprawie sprzed 11 lat. Jednak proces się w ogóle nie odbył.

38-letni były bokser był świadkiem warszawskiej prokuratury – tej samej, która teraz bada okoliczności jego śmierci. W areszcie w Białołęce znalazł się tylko na chwilę. Tu go ulokowano, by miał bliżej do sądu i mógł złożyć zeznania – jednak proces odwołano – wynika z informacji „Rzeczpospolitej".

Tajemnicza śmierć Dawida Kosteckiego, który miał popełnić samobójstwo, ma jeszcze inny wymiar: bokser już nic nie powie o sutenerach z Podkarpacia i tym, dlaczego przez lata byli nietykalni. A w tej sprawie był przesłuchiwany.

Ściągnięty na próżno

Dawid Kostecki od trzech lat odsiadywał w Zakładzie Karnym w Rzeszowie pięcioletni wyrok za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. Do końca kary pozostało mu dwa lata.

Jednak upomniał się o niego warszawski wymiar sprawiedliwości, a chodziło o rozbój z lat 2007–2008, o którego popełnienie został oskarżony niejaki Tomasz G. Tym zdarzeniem z przeszłości Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga zajęła się dopiero trzy lata temu (śledztwo wszczęła w lutym 2016 r.), kiedy zdobyła wiedzę o przestępstwie.

„Dawid K. był świadkiem zawnioskowanym przez Prokuraturę w akcie oskarżenia" – odpowiada nam biuro prasowe warszawskiego sądu.

Jednak to sąd podjął decyzję o przetransportowaniu boksera do aresztu na Białołęce – „w związku z koniecznością przesłuchania go w charakterze świadka" – potwierdza nam biuro prasowe Sądu Okręgowego Warszawa-Praga.

Kosteckiego wzięto na „pierwszy ogień". Miał zeznawać na rozprawie 1 lipca – był to pierwszy termin w procesie o rozbój. Kosteckiego dowieziono do sądu, ale na próżno – nie stawił się adwokat Tomasza G., a oskarżony nie zgodził się na proces bez obrońcy, więc rozprawę odroczono. Faktycznie proces o rozbój w ogóle wtedy się nie rozpoczął.

Kolejny jej termin wyznaczono dopiero na 14 sierpnia, półtora miesiąca po pierwszym. Kostecki go nie doczekał. W piątek, 2 lipca, znaleziono go martwego w celi.

Dlaczego po pierwszej rozprawie boksera nie odwieziono do zakładu w Rzeszowie? Nie wiadomo.

Czy ktoś go nakłaniał

Dawid Kostecki – jak podała Służba Więzienna – powiesił się na pętli z prześcieradła w miniony piątek nad ranem. Nie był w celi sam, ale współosadzeni niczego nie zauważyli. Sposób, w jaki bokser miał ze sobą skończyć, wywołał lawinę spekulacji i wątpliwości.

– Chociaż może się to wydawać nieprawdopodobne, to jest możliwe. Łóżko było piętrowe, więzień spał na dole. Zaczepił zwinięte prześcieradło o krawędź górnego łóżka – słyszymy od jednego ze śledczych. – Zarówno oględziny, jak i sekcja zwłok wskazują na śmierć samobójczą przez powieszenie. Nie stwierdzono śladów działania osób trzecich – mówi nam z kolei prok. Remigiusz Krynke z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, która wszczęła śledztwo w sprawie śmierci boksera. Będzie wyjaśniać, czy ktoś Kosteckiego mógł namawiać do samobójstwa.

Co Kostecki wiedział o rozboju sprzed dekady, że ściągnięto go do Warszawy i wezwano już na pierwszy termin, bez pewności, że proces ruszy? Bokser nie był ofiarą rozboju, a tylko świadkiem, nie wiadomo, czy bezpośrednim.

„Prokuratura wskazała jako pokrzywdzonych dwie osoby i nie był nim Kostecki – przyznaje biuro prasowe sądu.

Bokser miał dużą wiedzę na temat działania podkarpackich agencji towarzyskich i korumpowania funkcjonariuszy ówczesnego policyjnego Centralnego Biura Śledczego.

Wiedział o sutenerach

Miał też motyw, by o tym mówić – policyjne CBŚ rozbiło prowadzoną przez Kosteckiego agencję – konkurencyjną wobec takich lokali prowadzonych przez ukraińskich braci Aleksieja i Jewgenija R. O zadziwiającym parasolu państwa i dzisiejszych służb specjalnych nad ukraińskimi sutenerami „Rzeczpospolita" pisała wielokrotnie.

Kostecki – jak potwierdza nam Prokuratura Krajowa – 12 i 19 października 2012 r. był przesłuchiwany w śledztwie dotyczącym ukraińskich sutenerów (jeszcze kiedy prowadziła je Prokuratura Okręgowa w Krakowie). Później to śledztwo przejął Małopolski Wydział Prokuratury Krajowej w Krakowie.

„Informacje przekazane przez Dawida Kosteckiego miały charakter ogólny i dotyczyły funkcjonariuszy CBŚP i braci R., wobec których prokuratura skierowała akt oskarżenia" – podaje nam Prokuratura Krajowa. I zaznacza: „W swoich zeznaniach Dawid Kostecki nigdy nie wskazał, aby znani politycy i urzędnicy państwowi korzystali z usług podkarpackich agencji towarzyskich".

Bokser był pięciokrotnie skazywany, m.in. za handel narkotykami, kradzieże samochodów, czerpanie korzyści z nierządu i oszustwa podatkowe właśnie na Podkarpaciu, gdzie mieszkał.

Wbrew temu co napisała „Wyborcza", Kostecki w 2012 r. nie opisał na Facebooku powiązania policjantów ze światem przestępczym. „Była to zemsta za aresztowanie tuż przed jedną z ważnych walk. Utrzymywał, że oficer CBŚ Daniel Ś. brał pieniądze od właścicieli agencji towarzyskich" – twierdził dziennik.

To nieprawda. Te informacje – pod nazwiskiem Kosteckiego – opisał znany rzeszowski biznesmen. W rozmowie z „Rzeczpospolitą" kilka miesięcy temu przyznał się do tego.

Jak nam wyjaśnił, był zdesperowany tym, że oficerowie CBŚ chcieli pozyskać do ochranianych przez siebie agencji braci R. (Jewgenija i Aleksieja) jego nastoletnią córkę. Zawiadomienia, które biznesmen składał do ABW i prokuratury (jesteśmy w ich posiadaniu) nic nie dały. Wybrał więc nieelegancki sposób nagłośnienia sprawy.

Bliscy nie wierzą w samobójstwo

Kostecki nie był objęty specjalnym dozorem, bo nie zdradzał symptomów, że mógłby popełnić samobójstwo – twierdzi Elżbieta Krakowska, rzeczniczka Służby Więziennej w Warszawie. Opinię w czasie pobytu w zakładzie karnym miał „przeciętną". – Konsultacja psychologiczna i psychiatryczna nie zalecały szczególnego postępowania ani terapii – mówi Elżbieta Krakowska.

Dzień przed śmiercią bokser rozmawiał z żoną i miał zadzwonić nazajutrz. Rodzina Kosteckiego nie wierzy w to, że popełnił samobójstwo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA