fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Najmłodszy milioner oszukał 174 tys. osób na 28 mln zł?

To było wielkie oszustwo z premedytacją, oceniają śledczy
PAP/ Jakub Kamiński
Aż 174 tys. klientów straciło 28 mln zł – twierdzą śledczy. I chcą stawiać Piotrowi K. nowe zarzuty.

Został okrzyknięty najmłodszym polskim milionerem, zrobił błyskotliwą karierę i stał się ulubieńcem części mediów. Jednak to już przeszłość – Piotr K. od dwóch lat siedzi w areszcie, a prokuratura ustala kolejnych nabranych przez niego klientów. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita", śledczy szykują nowe zarzuty dla K. dotyczące rekordowej liczby oszukanych. Najpierw jednak zgodę musi wyrazić sąd w Austrii, skąd K. został sprowadzony.

– Wystąpiliśmy do Sądu Krajowego do spraw Karnych w Wiedniu o rozszerzenie podejrzanemu Piotrowi K. zarzutów w ramach tzw. zasady specjalności – potwierdza nam Agnieszka Zabłocka-Konopka, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Warszawie. – Obecnie w sprawie są 174 tysiące poszkodowanych, którzy stracili ponad 28 mln zł – dodaje.

Czytaj także: Okazja czyni oszusta  

Ekspert z Toronto

To było oszustwo z premedytacją, na wielką skalę – oceniają śledczy. Piotr K. rozwinął biznes kilka lat temu, oferując m.in. suplementy diety, kosmetyki i środki lecznicze, które miały być remedium na różne dolegliwości. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie gwarancje, że preparaty – na odchudzanie, wybielanie zębów i inne – zdziałają cuda.

– Oferowane w reklamach środki były przedstawiane jako produkty lecznicze, które miały gwarantować np. wyleczenie żylaków czy stawów. Wprowadzano klientów w błąd, ponieważ nie miały one takich właściwości – mówi nam prok. Tomasz Łopatka, prowadzący śledztwo.

Klientom podawano np., że środek przebadał sanepid, posiada europejskie certyfikaty lub jest wymyślony przez laureata Nagrody Nobla – co było nieprawdą. Np. „wybitny lekarz z Toronto" w reklamie preparatu na odchudzanie okazał się wynajętym statystą, co odkryły media. Nawet producent środków przyznał śledczym, że ich skład nie upoważniał do obiecywania takich efektów.

Inwencja Piotra K. sprawiała, że towary kupowano masowo. Klienci, często osoby starsze, nabierali się, zwłaszcza że u szczytu sławy 20-letni wtedy K. był bywalcem telewizji śniadaniowych, gdzie kreował się na cudowne dziecko biznesu. K. opowiadał w mediach, że ciężko pracował, by stworzyć swoją klinikę medycyny estetycznej, oszczędzał już jako 13-latek m.in., hodując świerszcze i pracując w ogrodach w Danii.

Ponad 400 oszukanych klientów zgłosiło się do prokuratury. W 2015 r. Piotr K. dostał zarzuty – oprócz oszustwa także m.in. naruszenia prawa farmaceutycznego. Na kilka dni trafił do aresztu, ale sąd zgodził się na kaucję, więc K. wyszedł i zniknął.

Kiedy szukała go policja, K. na swoim profilu na Facebooku pisał: „Mam do sprzedania samochód lamborghini gallardo w idealnym stanie, cena 299 000 zł", załączając zdjęcia. Wpadł w Austrii w Wigilię 2016 r., po tym jak opublikował na Facebooku życzenia świąteczne dla swoich fanów. Dwa miesiące później trafił do kraju. Odtąd jest w areszcie.

Miasto oszukanych

Tymczasem śledztwo wykazało, że działania, za jakie K. już usłyszał zarzuty, to wierzchołek góry lodowej. Teraz prokuratura chce je rozszerzyć, kiedy zgodę wyrazi austriacki sąd (wydając K., sąd odniósł się tylko do pierwotnych zarzutów). Jak dziś twierdzą śledczy, skala procederu jest niespotykana – oszukanych jest tyle osób, ile liczy duże miasto. Wniosek do sądu w Austrii o zgodę na nowe zarzuty dla K. dotyczy oszustwa na szkodę 174 tys. osób, które kupiły towary za 28 mln zł. To nie koniec, bo klienci ponosili też dodatkowe koszty, telefonując na specjalną infolinię, jaką uruchomił Piotr K. (koszt 7,69 zł brutto za minutę). To miała być kolejna okazja do naciągania.

– Kwota wynikająca z tytułu rozmów telefonicznych przeprowadzonych przez osoby dzwoniące na infolinię reklamacyjną przekracza 354 tys. zł – mówi prok. Agnieszka Zabłocka-Konopka. – Podejmowane przez klientów próby zgłoszenia reklamacji skutkowały jedynie wysokimi rachunkami telefonicznymi –  dodaje.

O zuchwałości poczynań młodego biznesmena świadczy to, że osobom, które nie odebrały towaru, wysyłano „przedegzekucyjne wezwania do zapłaty". Choć brzmiały jak pisma z sądu, to były wysyłane przez firmę K.

Nie wiadomo, kiedy austriacki sąd podejmie decyzję. Zarzuty oszustwa na szkodę 174 tys. osób, jakie czekają K., już zostały sformułowane wobec jego współpracownika Mikołaja D. (zatrzymany w kraju) i lada dzień zostaną mu ogłoszone. Śledztwo jest spektakularne i ze względu na rozmiary oszustwa trafiło na wysoki szczebel prokuratury. Grono poszkodowanych ustalono dzięki informacjom z firm kurierskich, które dostarczały przesyłki za pobraniem.

To wystarczy dla określenia skali oszustwa. Przesłuchiwanie wszystkich osób fizycznie byłoby niewykonalne. Firma Piotra K. miała siedzibę w mieszkaniu – tu przyjmowano zamówienia i ulokowano infolinię – oraz magazyn, skąd wysyłała towar. Młody biznesmen nie przyznaje się, twierdzi, że działał legalnie. Piotrowi K. sąd apelacyjny właśnie przedłużył areszt do czerwca.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA