fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Steve Stephens, zabójca z Facebooka nie żyje

AFP
Steve Stephens, zabójca z USA, który umieścił na Facebooku nagranie, na którym widać jak morduje przypadkowego, starszego mężczyznę, został znaleziony martwy w samochodzie. Prawdopodobnie popełnił samobójstwo - podaje BBC.

Stephens został odnaleziony w Erie County, w Pensylwanii - poinformowała tamtejsza policja stanowa. "Po krótkim pościgu, Stephens zastrzelił się" - czytamy w komunikacie policji.

Córka ofiary Stephensa, Brenda Haymon, dowiedziała się o śmierci zabójcy jej ojca kiedy planowała jego pogrzeb - podaje CNN. Jak powiedziała wolałaby, żeby padł od "setki kul" a nie popełnił samobójstwo.

Przed namierzeniem Stephensa policja otrzymała ok. 400 doniesień o jego możliwym miejscu pobytu. Większość z nich nie potwierdziła się.

W poniedziałek policja w Cleveland wydała nakaz aresztowania Steve'a Stephensa, który w niedzielę po południu zastrzelił przypadkowego, 74-letniego mężczyznę, po czym film ze zdarzenia opublikował na Facebooku.

Policja informowała, że moment zabójstwa był transmitowany na portalu na żywo. Facebook, choć potwierdził, że mężczyzna opublikował wideo przy użyciu funkcji transmitowania na żywo, umieścił je na portalu później, a nie w chwili zdarzenia. Zabity przez Stephensa mężczyzna to Robert Godwin Sen., dziadek 14 wnucząt. Policja potwierdziła, że sprawca wybrał ofiarę przypadkowo.

37-letni Stephens był, zdaniem policji, "uzbrojony i niebezpieczny".

Stephens opublikował również na Facebooku inny film, w którym mówi, że zabił w niedzielę kilkanaście osób. Policja oświadczyła jednak, że nie ma dowodów, by mężczyzna był zamieszany w jakiekolwiek inne morderstwo.

Jeszcze przed zabójstwem na Facebooku Stephens umieścił wpis o jego byłej partnerce, z którą "stracił trzy lata" życia. W filmie tuż przed zabójstwem mówił, że to ona jest "powodem wszystkiego, co zaraz się wydarzy".

Źródło: BBC/PAP/CNN
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA