fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Nowa książka o Trumpie: wybuchowy, impulsywny i rozkapryszony

Zaniepokojeni współpracownicy Donalda Trumpa kontaktowali się nawet z psychiatrą
AFP
Książka Boba Woodwarda „Strach" odsłania styl rządzenia amerykańskiego prezydenta.

W swej książce słynny dziennikarz „Washington Post" przedstawia Biały Dom jako miejsce, w którym otoczenie prezydenta przerażone jest zachowaniem swego szefa, jego skłonnością do kłamstw, brakiem wiedzy o świecie i niechęcią do dokształcania się.

Podobno gen. James Mattis musiał tłumaczyć prezydentowi, że USA trzymają swoich żołnierzy w Korei Południowej, by zapobiec III wojnie światowej. Prezydent nie rozumie też, że wprowadzanie ceł może zaburzyć bezpieczeństwo globalne i uważa, że „nie potrzeba strategii, żeby zabijać".

Znikające dokumenty

Szef sztabu Białego Domu John Kelly mówi w książce o Trumpie „niezrównoważony". Sekretarz obrony James Mattis twierdzi, że prezydent rozumuje na poziomie piąto- lub szóstoklasisty. A jego były prawnik John Dowd sądzi, że z powodu swych kłamstw Donald Trump mógłby wylądować w więzieniu, gdyby musiał zeznawać w śledztwie Roberta Muellera.

Dziennikarz przedstawia prezydenta jako wybuchowego, impulsywnego i rozkapryszonego człowieka, który uważa, że wszystko mu wolno. „Nie ma co przekonywać go do niczego. Wpadł w szał. Jesteśmy w wariatkowie. To najgorsza praca, jaką miałem" – to jedna z wypowiedzi Kelly'ego cytowana przez Woodwarda.

Chaotyczny Trump sam nie panuje nad tym, co się wokół niego dzieje. Dzięki temu jego współpracownicy są w stanie podstępami zapobiec realizacji prezydenckich pomysłów. Były doradca ds. ekonomicznych Gary Cohn zabrał z biurka prezydenta dokument wycofujący USA z porozumienia handlowego z Koreą Południową. Trump nigdy się o niego nie upomniał. „Jedna trzecia mojej pracy polegała na reagowaniu na naprawdę niebezpieczne pomysły i przekonywanie go, że nie są dobre" – powiedział Rob Porter, były sekretarz Białego Domu.

Zdaniem Woodwarda Trump ma kilka obsesji. Jedną z nich jest śledztwo w sprawie jego powiązań z Rosją; drugą – to, co piszą o nim media i jak postrzegany jest przez wyborców republikańskich. Nie stroni od wulgaryzmów, których używa w stosunku do ludzi i – zdaniem autora „Strachu" – nawet czerpie przyjemność z ubliżania innym.

Tylko on

„Źródłem problemu jest amoralność prezydenta. Ktokolwiek pracował z nim wie, że nie ma żadnych zasad, podstawowych prawideł, którymi się kieruje" – tłumaczy z kolei anonimowy przedstawiciel administracji Trumpa, którego artykuł opublikował w ubiegłym tygodniu „New York Times". „Mimo że reprezentuje Partię Republikańską, nie wykazuje przywiązania do wartości konserwatywnych: wolny umysł, wolny rynek i wolni ludzie (...) Jego nastawienie jest generalnie anty-wolnorynkowe i anty-demokratyczne" – anonimowy autor jakby uzupełnia portret Trumpa stworzony w książce Woodwarda. Twierdzi też, że pozytywne działania obecnej administracji, takie jak skuteczna deregulacja, historyczna reforma podatkowa czy większe dofinansowanie wojska wydarzyły się nie dzięki, ale pomimo stylu rządzenia Donalda Trumpa.

„Rozmowy z nim schodzą na poboczne tory, ma tendencję do powtarzania swoich kwestii, a jego impulsywność prowadzi do nieprzemyślanych i czasem niebezpiecznych decyzji, które trzeba odkręcać" – pisze autor, dodając dalej, że prezydent Trump lubi autokratów i dyktatorów, takich jak Władimir Putin czy Kim Dzong Un.

Zachowanie prezydenta od dawna niepokoi jego otoczenie w Waszyngtonie. Jak donosi „New York Daily News" w ubiegłym roku przedstawiciele Białego Domu, ustawodawcy, a nawet przyjaciele rodziny kontaktowali się z Bandy Lee – znaną doktor psychiatrii z Yale University i redaktorką książki „Niebezpieczny przypadek Donalda Trumpa: 27 psychiatrów i ekspertów o stanie prezydenta" – twierdząc, że zachowanie Trumpa ich przerażało.

Zdaniem jej i wielu innych psychiatrów prezydent przejawia nasilające się narcystyczne cechy. „Jest zaabsorbowany sobą do tego stopnia, że dla niego liczy się tylko on" – mówi w wywiadzie dla „Daily News" dr Bart Rossi. „Inny jego problem to zaburzenie percepcji. Gdy Donald Trump mówi coś, oczekuje, że słuchacze uwierzą w to, nawet jeżeli to zupełnie wymyślone rzeczy. To bardzo niebezpieczne" – dodaje dr Rossi.

Co na to Lincoln

W piątek oliwy do ognia dolał były prezydent Barack Obama, który ostro skrytykował swojego następcę: „jest zagrożeniem dla naszej demokracji" i „demagogiem uprawiającym politykę strachu i złości". W ten sposób zerwał z tradycją, której trzymali się jego poprzednicy: powstrzymywania się od krytycznych uwag na temat swoich następców. Oskarżył Trumpa o podlizywanie się Rosji, podjudzanie białych suprematystów oraz wprowadzanie podziałów w narodzie. – To nie ma nic wspólnego z wartościami konserwatywnymi – mówił Obama podczas wystąpienia na University of Illinois. – Nie to miał na myśli Abraham Lincoln, gdy pomagał tworzyć Partię Republikańską. To nie jest konserwatywne. Na pewno nie jest też normalne – dodał.

Nieznoszący krytyki Trump nie tracił czasu na odpowiedź. – Oglądałem to wystąpienie, ale zasnąłem – powiedział na spotkaniu z wyborcami. Na kolejnym, w Sioux Falls, stwierdził, że krytyka ze strony byłego prezydenta tylko doda animuszu jego najwierniejszym wyborcom.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA