fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

USA: Sąd zmienia zasady wyborów

Donald Trump wygrał, choć oddało na niego głos mniej wyborców niż na Hillary Clinton. Na zdjęciu: liczenie głosów w styczniu 2017 r.
AFP
Elektorzy nie muszą kierować się prawem stanowym i mogą głosować na tego kandydata, którego sami popierają. Czy to początek reformy systemu wyborczego?

Korespondencja z Nowego Jorku

Federalny sąd apelacyjny w Denver w Kolorado orzekł, że członkowie Kolegium Elektorskiego w tym okręgu sądowym mogą w wyborach prezydenckich głosować na kandydata, którego sami popierają, i nie mogą być zmuszani do głosowania na polityka, na którego głosy oddało większość mieszkańców stanu. Orzeczenie obowiązuje w Kolorado oraz pięciu innych stanach należących do jurysdykcji tego sądu: Kansas, Nowym Meksyku, Oklahomie, Utah i Wyoming.

Komentatorzy są podzieleni co do tego, jakie konsekwencje to orzeczenie może mieć dla amerykańskiego systemu wyborczego. Konserwatywne media nazwały je kłodą rzuconą pod nogi progresywnym środowiskom dążącym do zlikwidowania Kolegium Elektorskiego i zastąpienia go wyborami powszechnymi. Natomiast komentatorzy mediów lewicowych postrzegają tę decyzję jako „podważającą system wyboru prezydenta, jaki obecnie obowiązuje w USA”.

Przeczytaj też: Tłum demokratycznych kandydatów na prezydenta Stanów Zjednoczonych

Elektorska dominacja

Założyciele Stanów Zjednoczonych Ameryki powołali do życia Kolegium Elektorskie, aby zapobiec sytuacji, w której wygrywa kandydat umiejący zdobyć poparcie wyborców, ale nieposiadający kwalifikacji do sprawowania najwyższego urzędu w kraju. W wyborach prezydenckich obywatele wybierają członków Kolegium Elektorskiego, którzy potem głosują za danym kandydatem na prezydenta.

Konstytucja nie określa, jak elektorzy mają głosować, ale z czasem przyjęło się, że oddają oni głosy na kandydata, który uzyskał największą liczbę głosów w ich stanie. W wielu stanach obowiązują nawet specjalne przepisy zobowiązujące elektorów do takiego głosowania.

W tej właśnie sprawie orzekał w ubiegłym tygodniu – po raz pierwszy w historii – sąd federalny w Kolorado. Jego zdaniem elektorzy powinni głosować na kandydata, do którego sami są przekonani. „Konstytucja jasno określa, że władze stanu nie mają możliwości ingerowania w to, jak głosują elektorzy. Mają oni konstytucyjnie zagwarantowane prawo głosowania na kandydatów swojego wyboru” – uzasadniał sąd.

Część ekspertów interpretuje to jako jeden z kroków zmierzających do zreformowania systemu wyborów prezydenckich.

Miał mniejsze poparcie, a wygrał

W 16 stanach podjęto też inne kroki. Ich władze zatwierdziły przepisy zobowiązujące elektorów do oddania głosów na kandydata, który zdobył najwięcej głosów nawet nie w ich stanie, ale w całym kraju. Gdyby do tego porozumienia przystąpiły stany posiadające większość głosów elektorskich, Kolegium na takich zasadach, na jakich działa obecnie, straciłoby sens rację bytu.

Niechęć do roli, jaką odgrywa Kolegium Elektorskie, mocno zarysowała się wśród demokratów po wyborach w 2000 r., kiedy to ich kandydat Al Gore uzyskał większość głosów w wyborach powszechnych, ale przegrał w głosowaniu elektorów. Niechęć ta wzrosła po zwycięstwie Donalda Trumpa, który uzyskał trzy miliony mniej głosów w wyborach powszechnych niż jego demokratyczna rywalka Hillary Clinton, a mimo to został prezydentem.

Wielu kandydatów demokratycznych startujących w wyborach w 2020 r., w tym ci najbardziej popularni, czyli senator Elizabeth Warren, Bernie Sanders, Beto O’Rourke czy Pete Buttigieg, nawołują do zlikwidowania Kolegium. – Każdy głos ma znaczenie. Jedynym sposobem na to, aby miało to odbicie w rzeczywistości, są wybory powszechne, a to oznacza eliminację Kolegium Elektorskiego – mówi Elizabeth Warren.

Alexandria Ocasio-Cortez, popularna demokratka, która w 2018 r. weszła do Kongresu, uważa, że system elektorski umacnia „rasową niesprawiedliwość”, dając białym wyborcom więcej władzy, i dlatego powinien być zlikwidowany.

Miliony głosów za burtą

Organizacja Equal Citizens, która wniosła pozew do sądu apelacyjnego w Kolorado, chce, aby jeszcze przed wyborami w 2020 r. sposób wyboru prezydenta Stanów Zjednoczonych rozpatrzył Sąd Najwyższy.

– System, w którym zwycięzca zbiera wszystkie głosy elektorskie w danym stanie, nie jest zapisany w konstytucji. Co więcej, sprawia, że prezydent nie jest wybierany głosami wszystkich ludzi – tłumaczy Lawrence Lessing, profesor prawa z Harwardu i założyciel Equal Citizens. Przypomina, że to właśnie dlatego wybory prezydenckie rozgrywają się tak naprawdę w 14 najbardziej zaludnionych stanach, które mają najwięcej elektorów.

„Czternasta poprawka do konstytucji gwarantuje, że każdy z nas i wszystkie nasze głosy muszą być traktowane tak samo. Zasada »zwycięzca zabiera wszystko« łamie te gwarancje. W rezultacie ponad 52 milionów głosów zostało zignorowanych w wyborach w 2016 r. z powodu przestrzegania właśnie tej zasady” – czytamy na stronie equalcitizens.us, której twórcy nawołują do tego, by Sąd Najwyższy położył kres istnieniu Kolegium Elektorskiemu. „Jego istnienie powoduje brak równości. A to sprawia, że nasze wybory prezydenckie są najmniej demokratyczne ze wszystkich” – twierdzą twórcy strony.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA