Prezydent USA

Wybory do Kongresu: Amerykański wiatr i polskie interesy

AFP
Z daleka na wtorkowe wybory uzupełniające w USA patrzyliśmy jak na pierwsze poważne rozliczenie polityki prezydenta Donalda Trumpa. Dostał od Amerykanów ostrzeżenie, ale nadal to jego tweety i wypowiedzi będą punktem odniesienia dla możnych tego świata.

Utrata przez republikanów większości w Izbie Reprezentantów i zwiększenie przewagi w Senacie nie oznacza, że czas Trumpa dobiega końca, ma szansę na reelekcję w 2020 roku. Ameryka nie przeżyła politycznego huraganu, choć powiały nowe wiatry. Rządzić Stanami będzie trudniej, obie izby Kongresu będą się wzajem blokowały, umocnią się mechanizmy kontroli i politycznej równowagi.

Czytaj także:

Najważniejszy egzamin Trumpa

Wybory w USA: Emocje jak w 1994 roku

Wybory w USA: Pochodzący ze Słupska Tom Malinowski dostał się do Kongresu

Jak to wpłynie na politykę zagraniczną Trumpa? Pytanie ważne zwłaszcza dla krajów takich, jak Polska, w których każde niekonwencjonalne zachowanie amerykańskiego prezydenta wobec zagrażających bezpieczeństwu autorytarnych przywódców budzi niepokój. Pierwszy test przeżyjemy już niedługo. Donald Trump ma w najbliższym czasie rozmawiać z Władimirem Putinem, choć pewnie nie 11 listopada w Paryżu, jak początkowo planowano, lecz prawie trzy tygodnie później na szczycie G 20 w Buenos Aires. Wiele wskazuje na to, że na spotkaniu tym prezydent USA nie będzie tak miły dla prezydenta kraju, który ingerował w wybory amerykańskie w 2016 roku, jak był prawie cztery miesiące temu w Helsinkach.

Zmiana układu sił w Izbie Reprezentantów oznacza bowiem, że demokraci mają większe szanse na rozliczenie Trumpa i jego ekipy za sprawę rosyjskiej ingerencji w proces wyborczy, dochodzenie w tej kwestii nabierze zapewne rozmachu. Trump powinien więc wykazać rezerwę wobec Moskwy czy nawet skłonność do ostrzejszego z nią starcia – poprzez większe wsparcie dla Ukrainy czy Kurdów w Syrii, dzięki którym można powiedzieć, że kraj ten nie jest pod całkowitą kontrolą krwawego dyktatora oraz jego rosyjskich i irańskich sojuszników.

Wyniki wtorkowych wyborów powinny uświadomić jednak polskim władzom, że w Waszyngtonie nie mogą stawiać wszystkiego na jedną, trumpowo-republikańską kartę. Spełnienie marzenia o amerykańskich bazach w naszym kraju, co prezydent Andrzej Duda nazwał Fortem Trump, zależy też od demokratów, i to już teraz, a nie tylko w przyszłości – gdy przejmą Biały Dom.

Toczy się wielka rozgrywka o bezpieczeństwo, powinniśmy z niej wyjść zwycięsko nie u boku Trumpa, lecz Stanów Zjednoczonych, niezależnie od tego, kto nimi rządzi. I w ramach NATO, którego sens podważył właśnie prezydent Francji Emmanuel Macron, proponując utworzenie „prawdziwej europejskiej armii”. Miałaby bronić Europejczyków przed Rosją, a może nawet, tak to odebrano, przeciwko Stanom Zjednoczonym. Wypowiedzi Trumpa o NATO bywały niepokojące, zwłaszcza podważanie nakazu obrony zaatakowanego państwa członkowskiego (konkretnie Czarnogóry), ale trudno z tego wyciągać wniosek, że Ameryka stanie się dla nas, Europy, zagrożeniem czy wrogiem. Nawet gdyby naprawdę było to celem Donalda Trumpa.

Europie bardziej zagraża ewentualne dojście do władzy, także w ojczyźnie Macrona, sił, które nie interesują się losem słabszych krajów, a chcą się dzielić strefami wpływów z imponującą im Rosją.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL