Republikanie obronili większość w Senacie dzięki zwycięstwom w Teksasie, Dakocie Północnej i Indianie. Do 6 listopada Republikanie mieli w 100-osobowym Senacie 51 miejsc, a Demokraci - 49. Prezydent Donald Trump, komentując wynik wyborów na Twitterze określił je mianem "ogromnego sukcesu".
Rzeczniczka prezydenta, Sarah Sanders, wydała oświadczenie, w którym poinformowała, ze prezydent Trump zadzwonił do Mitcha McConnella, lidera Republikanów, aby pogratulować mu zdobycia kolejnych miejsc w Senacie.
Trump miał rozmawiać również z przewodniczącym Izby Reprezentantów Paulem Ryanem i liderką Demokratów w Izbie Reprezentantów, Nancy Pelosi.
Ponadto Trump pogratulował zdobycia zwycięstw w wyborach Republikanom (Rickowi Scottowi, Mike'owi DeWine, Kevinowi Cramerowi, Joshowi Hawley'owi, Brianowi Kempowi i Ronowi DeSantisowi) oraz demokratycznemu senatorowi Chuckowi Schumerowi.
Kluczowe dla utrzymania przewagi w Senacie było dla Republikanów zwycięstwo Mike Brauna nad Joe Donnellym w Indianie. Sarah Sanders, rzeczniczka prezydenta podkreśliła, że w zwycięstwie Braunowi znacznie pomógł prezydent Donald Trump, który pojawił się wraz z nim na wiecu w przededniu wyborów.
Miejsce w Senacie obronił Demokrata Joe Manchin - jedyny demokratyczny senator, który głosował za kandydaturą Bretta Kavanaugh na sędziego Sądu Najwyższego.
W wyborach cząstkowych do Senatu (co dwa lata wymieniana jest jedna trzecia składu izby wyższej Kongresu) Demokraci bronili 26 mandatów - przypomina BBC.
Miejsce w Senacie wywalczył m.in. Republikanin Mitt Romney, który w przeszłości bez powodzenia walczył z Barackiem Obamą o prezydenturę, a w ostatnim czasie był jednym z krytyków Donalda Trumpa w Partii Republikańskiej. Romney został senatorem ze stanu Utah.
Gubernatorem Florydy został Republikanin Ron DeSantis, który pokonał pierwszego w historii czarnoskórego kandydata na gubernatora tego stanu, Demokratę Andrew Gilluma.
Z kolei Demokrata Tony Evers wygrał wybory na gubernatora z Republikanienm Scottem Walkerem. Zwycięstwo Eversa ma dać Demokratom szansę na zdobycie głosów elektorskich w Wisconsin w 2020 roku. W 2016 roku w wyborach prezydenckich Wisconsin zagłosowało na Donalda Trumpa.
Demokratom udało się odebrać miejsce w Senacie Republikanom w stanie Nevada, gdzie Jacky Rosen pokonała Republikanina Deana Hellera.
Czytaj także:
Wybory w USA: Emocje jak w 1994 roku
Wybory w USA: Pochodzący ze Słupska Tom Malinowski dostał się do Kongresu
Jednocześnie Republikanie stracą większość w Izbie Reprezentantów, co utrudni realizowanie polityki administracji Donalda Trumpa. O tym, że Demokraci odbiorą Republikanom co najmniej 23 mandaty w izbie niższej Kongresu, co da im większość, informowały - na podstawie swoich prognoz - telewizje Fox News i NBC. Ok. 9 czasu polskiego Demokraci oficjalnie zagwarantowali sobie 218 miejsc - czyli większość - w Izbie Reprezentantów.
Wybory, odbywające się w połowie kadencji obecnego prezydenta USA, uważane są za rodzaj referendum dotyczącego oceny jego dotychczasowej polityki.
Po wyborach z 6 listopada po raz pierwszy w Kongresie zasiądzie kobieta, która nie skończyła jeszcze 30 lat - do Izby Reprezentantów dostała się, startująca z Nowego Jorku, 29-letnia Demokratka Alexandria Ocasio-Cortez.
Sharice Davids została natomiast pierwszą rdzenną Amerykanką, która zasiądzie w Izbie Reprezentantów. 38-letnia Davids pokonała w wyborach Republikanina Kevina Yodera.
Z kolei Ilhan Oimar i Rashida Tlaib zostaną - według wstępnych wyników - pierwszymi muzułmankami, które zasiądą w Kongresie (o mandaty walczyły w Minnesocie i Michigan).
Demokratka Lauren Underwood została pierwszą czarnoskórą kobietą, która wygrała wybory w 14 okręgu w Illinois - informuje AP. Underwood, pielęgniarka, która pracowała w administracji Baracka Obamy jako doradca w Departamencie Zdrowia, pokonała faworyzowaną Republikankę Randy Hultgren. Przez ostatnie lata 14 okręg w Illinois był jednym z "republikańskich" okręgów.
BBC odnotowuje też istotne zwycięstwa Demokratki Jennifer Wexton w Wirginii i Donny Shalali, która wygrała w "republikańskim" okręgu na Florydzie.
Nancy Pelosi, która prawdopodobnie odzyska fotel przewodniczącej Izby Reprezentantów (pełniła tę funkcję w latach 2007-2010) zapowiedziała, że Demokraci użyją większości w tej izbie Kongresu, aby realizować "ponadpartyjną agendę", ponieważ kraj ma "dość podziałów".
Z kolei Paul Ryan, ustępujący przewodniczący Izby Reprezentantów (w obecnych wyborach nie kandydował) stwierdził, że "historia się powtarza i Republikanie znów po ośmiu latach tracą kontrolę nad Izbą Reprezentantów".
Ryan dodał, że partia, z której pochodzi prezydent zasiadający w danym momencie w Białym Domu często, w pierwszych wyborach za kadencji danego prezydenta, traci wiele miejsc w Kongresie.
- Amerykanie nie potrzebują wyborów, aby wiedzieć, że jesteśmy podzielonym narodem, a teraz mamy podział w Waszyngtonie - stwierdził Ryan.