Prezydent USA

Ekspert mowy ciała: Duda wykazywał podporządkowanie się Trumpowi

Biały Dom
W ułożeniu ciała, gestach, mimice, czy kontakcie wzrokowym obu prezydentów, system komunikacji Polaka zdradzał podporządkowanie się - zauważa Maurycy Seweryn, ekspert ds. mowy ciała.

Co zdradziła mowa ciała Donalda Trumpa i Andrzeja Dudy podczas szczytu w Białym Domu?

Maurycy Seweryn: Prezydent USA podkreślał przyjazne i pełne sympatii nastawienie do naszego kraju i do Andrzeja Dudy, choć zachowania mimiczne, szczególnie podczas powitania, świadczyły o tym, że nie nadaje spotkaniu wysokiej rangi. Polski prezydent za wszelką cenę chciał nadać relacjom cechy partnerstwa. Niestaranne było za to przygotowanie wizyty. Widać było wpadkę protokolarną podczas powitania, czy też niedopasowanie limuzyny do pani prezydentowej, która musiała zeskakiwać z samochodu.

Podobnie jak rok temu podczas pierwszej wizyty Trumpa w Warszawie, polski prezydent starał się okazać mu dużo serdeczności i podkreślić tym nastawienie władz naszego kraju do USA, w tym do wojsk amerykańskich w Polsce. To ostatnie jest ważne, ponieważ - mimo podkreślania partnerskich relacji - w gestach, mimice, m.in. uśmiechach czy kontakcie wzrokowym obu prezydentów, ułożeniu ciała, to system komunikacji Polaka zdradzał podporządkowanie się.

Co oznaczało częste dotykanie Polaka przez prezydenta USA podczas powitania?

Na początku kadencji częste dotykanie szefów rządów i prezydentów państw europejskich było przyjmowane przez nich inaczej niż dzisiaj. Przyzwyczaili się do tego, że Donald Trump został tak nauczony okazywać serdeczność. Choć klasycznie w Europie, może z wyjątkiem krajów południowych, uznajemy te gesty jako oznaczające częściej dominację i mentorskie podejście niż sympatię, to politycy zaczęli nawet naśladować Donalda Trumpa podczas swoich spotkań o niższej randze. Co ciekawe nawet polski prezydent starał się naśladować Trumpa. Widać to było podczas powitania w Białym Domu, kiedy to Donald Trump pomachał do dziennikarzy, a sekundę po nim zrobił to pan prezydent.

Przyjacielski uśmiech to standard podczas takich spotkań. Donald Trump starał się podkreślić swoje pozytywne nastawienie do Andrzeja Dudy podczas powitania w Białym Domu poprzez sygnały dotykowe, takie jak podanie dłoni tylko z lekką dominacją, poklepywanie po dłoni, poklepywanie po ramieniu, utrzymanie dłoni na dłoni Dudy, a potem na jego przedramieniu przez czas dłuższy niż 7 sekund.

Najważniejsze jest jednak nie to co, chciał pokazać Donald Trump w pierwszych minutach spotkania, tylko jak pewne zachowania były odbierane przez nas podświadomie. Położenie rąk na ramieniu jest bardzo silnym gestem. Dłoń znajduje się bowiem blisko twarzy. Blisko są również ciała rozmówców i ich głowy, a skoro głowy to również zęby. Mimo że jesteśmy socjalizowani, to nadal wiele w nas ze zwierząt. Szybko więc odbieramy, kto decyduje o pewnych zachowaniach czyli realnie jest ważniejszy, a kto na to pozwala. Oznacza to, że podświadomie również my, Polacy, odbieramy takie poklepywanie i zbliżanie się do polskiego prezydenta, jako sygnał dominacji amerykańskiego przywódcy.

Dodatkowo Donalda Trumpa zdradzało to, gdzie i w jakiej formie kładł dłoń na ramieniu Andrzeja Dudy. Wystarczy bowiem kilka – kilkanaście centymetrów różnicy, aby ten sam gest został odebrany jako dominacja a nie chęć przytulenia się, czyli gest serdeczności.

Co było widać w zachowaniu prezydentów przed rozpoczęciem półgodzinnego spotkania w cztery oczy?

Preludium spotkania z amerykańskimi prezydentami w Białym Domu jest sesja zdjęciowa dla dziennikarzy. Amerykański prezydent siedzi wówczas po prawej stronie, a gość po lewej. To standard wynikający z protokołu dyplomatycznego. Najczęściej prezydenci udają, że rozmawiają ze sobą i podają sobie dłoń. Dopiero potem rozpoczyna się właściwe spotkanie. O jego oficjalnych efektach informuje się opinię publiczną podczas konferencji prasowej. Tym razem pierwsza sesja odbyła się przed wejściem do Białego Domu. Widać było spokój i opanowanie pary amerykańskiej i silne pobudzenie Polaków. Mniejsze u pani prezydentowej. Stres i podekscytowanie spowodowało, że prezydent Duda nieco się pogubił podczas ustawiania się do zdjęcia. Moim zdaniem nie został dobrze przygotowany do procedury. Za to odpowiadają jego ludzie od protokołu dyplomatycznego.

Donald Trump zdradza nastawienie do swoich gości, do spotkania z nimi, albo do tego, co będzie omawiane na wiele sposobów. M.in. przez odpowiednie ukierunkowanie głowy i długość czasu poświęconego na kontakt wzrokowy. Im bardziej go ktoś irytuje, denerwuje, tym rzadziej na niego patrzy. Ponadto przez rozstawienie nóg i ułożenie stóp. Im jest szersze, tym bardziej Donald Trump chce pokazać dominację i pewność siebie. Najszerzej moim zdaniem ułożył nogi podczas spotkania z Barackiem Obamą, kiedy był jego gościem jako prezydent – elekt. Już wygrał wybory, już czuł się gospodarzem, a nadal pozostawał gościem w Białym Domu. Chciał zademonstrować, że to on jest w tym momencie najważniejszy. Ważne jest także ułożenie dłoni. Według mnie amerykański prezydent nauczył się jeszcze w latach 80. systemu komunikacji niewerbalnej, który propagował Allan Pease – ekspert języka ciała rodem z Australii. W większości przypadków Trump układa dłonie w geście startowym tzw. wieży. Dłonie stykają się wówczas opuszkami palców. Gest ten ma sygnalizować pewność siebie i kontrolowanie sytuacji. U Trumpa przyjmuje on różne wersje, ale nawet on zdradza swoje emocje. Im mocniej naciska on dłonią na dłoń, tym bardziej zdradza swoje zdenerwowanie. W przypadku polskiego prezydenta sygnalizował pewność siebie. Warto zwrócić uwagę także na ukierunkowanie kolana. Amerykański prezydent sygnalizuje pozytywne nastawienie ukierunkowując stopę i kolano na partnera rozmowy. Towarzyszy temu często odchylenie całego ciał w stronę rozmówcy. I wreszcie zmniejszenie dystansu. Kiedy Trump lubi kogoś lub dobrze się z nim czuje, to wówczas przybliża się delikatnie do tej osoby. Siedzi płycej, a jego nogi – lub, rzadziej, całe ciało - przysuwają się do gościa Białego Domu. Najlepiej widać to podczas spotkań z prezydentem Francji i kanclerz Niemiec, choć w obu przypadkach tylko podczas „luźnych konwersacji”.

Jak ocenia pan mowę ciała prezydentów podczas konferencji prasowej?

Była kontynuacją wcześniejszych zachowań, choć z większą wstrzemięźliwością emocjonalną prezydenta USA. Nie jestem jednak pewien, czy wynikało to z przebiegu spotkania roboczego i rozmowy w cztery oczy, czy było efektem problemów z kręgosłupem u prezydenta USA. Zauważyłem bowiem w czasie konferencji, że Donald Trump bardziej niż zwykle opierał się o mównicę i prostował plecy. Andrzej Duda tak jak wcześniej starał się podkreślić partnerskie relacje i gotowość do współpracy z USA. Wykazywał większą swobodę niż podczas powitania i wstępnych rozmów, ale jego zachowanie było sprzeczne z zachowaniem Donalda Trumpa. Amerykański prezydent swoim ciałem dystansował się od zapewnień polskiego prezydenta. Był bardzo umiarkowany w okazywaniu entuzjazmu. Co więcej, bardziej interesowały go pytania dotyczące innych tematów niż rozmowa z Polakiem.

Czy odczytanie komunikatu przez prezydenta USA ma znaczenie?

Zacznę od tego, że Andrzej Duda całkiem ładnie przemawiał. Został dobrze przygotowany lub dobrze się przygotował. Przemyślał to, co chce powiedzieć, choć mówił nieco za szybko. Spowodowało to po kilku minutach, że stracił dech. To efekt podekscytowania. Niemniej polski prezydent wypadł jako wesoły, sympatyczny i elegancki.

Donald Trump nie postarał się. Odczytał przygotowany mu wcześniej tekst. Nie przedstawiał swoich myśli, tylko stanowisko. Z drugiej strony, kiedy w czasie konferencji padły pytania ze sfery jego realnych zainteresowań, czyli polityki amerykańskiej, albo pokrywające się z jego deklaracjami wyborczymi, to mówił z głowy, płynnie i płynnie gestykulując.

Jaki będzie efekt spotkania?

Im Donald Trump jest milszy dla gościa, tym mniej można liczyć na konkrety. Takie spotkanie jest deklaratywne lub kurtuazyjne. A Donald Trump nie był aż tak bardzo miły.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL