fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Prof. Władysław Mielczarski: Decyzja Donalda Trumpa nie będzie mieć bezpośrednich skutków ekonomicznych

Prof. Władysław Mielczarski, elektroenergetyk z Politechniki Łódzkiej
Fotorzepa, Tomasz Jodłowski
- Decyzja prezydenta Trumpa nie będzie mieć bezpośrednich skutków ekonomicznych. Nie może mieć, bo póki co nie było ku temu zobowiązań. Natomiast decyzja ta będzie miała olbrzymie skutki psychologiczne - uważa prof. Władysław Mielczarski, elektroenergetyk z Politechniki Łódzkiej, komentując decyzję prezydenta USA o wycofaniu się z porozumienia klimatycznego z Paryża.

Rzeczpospolita: Donald Trump wycofał się z tzw. paryskich porozumień klimatycznych, podpisanych w 2015 r. na konferencji ONZ. Czego te porozumienia dokładnie dotyczą?

Prof. Władysław Mielczarski: Zgodnie z tymi porozumieniami kraje członkowskie ONZ mają współdziałać na rzecz zahamowania globalnego ocieplenia - tak, by temperatura do końca stulecia nie wzrosła więcej niż o 2 stopnie Celsjusza. W związku z tym będą one ograniczać emisję dwutlenku węgla. Tyle że te porozumienia są deklaracją wyłącznie dyplomatyczną.

To znaczy?

Nie pociągają za sobą żadnych konsekwencji prawnych i finansowych. Nie ma w nich również mowy o szczegółach redukcji emisji dwutlenku węgla. Z deklaracji tej wynika jedynie to, że „coś będziemy robić”. Jest też druga deklaracja, będąca wynikiem konferencji w Paryżu, mianowicie – w ciągu dwóch lat porozumienia paryskie powinny zostać doprecyzowane. Tymczasem za kilka miesięcy, w grudniu, miną dwa lata, a praktycznie nic nie zostało doprecyzowane. Decyzja prezydenta Trumpa nie będzie mieć bezpośrednich skutków ekonomicznych. Nie może mieć, bo póki co nie było ku temu zobowiązań. Natomiast decyzja ta będzie miała olbrzymie skutki psychologiczne. Trump właśnie wysłał światu ważny sygnał, że Ameryka nie chce ponosić kosztów proponowanej polityki klimatycznej.

Inne kraje pójdą drogą USA?

Nie wiadomo co zrobi Europa. Ale takie kraje jak Chiny, Japonia, Indie czy Brazylia na pewno pójdą drogą Stanów Zjednoczonych. A jeżeli tego nie zrobią, to przegrają z USA pod względem konkurencyjności gospodarki. Koszty związane z proponowaną polityką klimatyczną są olbrzymim obciążeniem dla gospodarki.

Stany Zjednoczone nie są jedynym krajem, który wycofał się z rozmów o zahamowaniu globalnego ocieplenia.

Około 10 lat temu zrobiła to Kanada. Wówczas obowiązywał jeszcze tzw. protokół z Kioto. Kanadyjczycy wycofali się z postanowień protokołu, mówiąc, że ich konferencje klimatyczne nie interesują, ponieważ omawiane kwestie nie zostały poparte faktami, udowodnione. Konferencja w Paryżu była próbą nawiązania do protokołu z Kioto, który przestał obowiązywać w 2012 roku.

A co z Polską?

Zobowiązaliśmy się jako członek ONZ i Unii Europejskiej, do podjęcia pewnych działań. W 2020 roku, w Polsce, udział odnawialnych źródeł energii ma stanowić 15 proc. całkowitej produkcji energii - w ramach nadrabiania zaległości, bo cel ogólny UE na 2020 wynosi 20 proc. Natomiast na rok 2030 cel unijny wynosi 27 proc.; spodziewam się, że Polsce zostanie przydzielone 25 proc.

Jakie ponosimy koszty tych postanowień?

Według danych Ministerstwa Energii w 2015 roku mieliśmy 4,9 mld zł dopłat bezpośrednich do odnawialnych źródeł energii. Ale są jeszcze dopłaty pośrednie – na utrzymywanie rezerw w elektrowniach węglowych, na wypadek, gdyby np. przez dłuższy czas nie wiał wiatr czy nie świeciło słońce. W tej chwili, łącznie (koszty bezpośrednie i pośrednie), do pakietu klimatycznego dopłacamy prawdopodobnie ok. 7-8 mld zł rocznie. Poza tym ok. 60 proc. tych pieniędzy jest transferowanych za granicę.

Co pan chce przez to powiedzieć?

Jedną gałąź transferu stanowi zakup technologii. Kupujemy na przykład wiatraki, które pod względem technologicznym są bardzo zaawansowane - sami nie jesteśmy w stanie ich wyprodukować; podobnie jest w przypadku paneli fotowoltaicznych i biogazowni. My to wszystko kupujemy w Europie Zachodniej, wydając miliardy złotych. Drugą gałąź transferu stanowi biomasa, którą spalamy, wytwarzając energię. Biomasy też nie mamy, więc sprowadzamy ją z Ukrainy, Białorusi, Indonezji.

Wspomniał pan wcześniej o kosztach pośrednich, przeznaczonych na utrzymywanie rezerw energii w elektrowniach węglowych. Rzeczywiście jest to niezbędne?

Tak. W Niemczech w styczniu nie było wiatru przez prawie trzy tygodnie, w dodatku słońce świeciło słabo. Sytuacja energetyczna Niemiec była bardzo trudna. Na szczęście we Francji ostały się stare elektrownie węglowe. Francuzi z nich nie korzystali, ale też ich nie zdemontowali. I Niemcy na początku roku brali prąd skąd tylko mogli – m.in. z Francji, Holandii...

rozmawiał Łukasz Lubański

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA