fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Ustawa hazardowa - bilans dwóch lat działania nowych przepisów o hazardzie

123RF
Bilans dwóch lat działania nowych przepisów o hazardzie nie jest jednoznaczny. Zniknęły nielegalne salony gier na automatach, ale dzisiejszy model hazardu w internecie mógłby być zreformowany bez szkody dla graczy i państwa – uważa Bartosz Andruszaniec, radca prawny w kancelarii WH Partners.

W ubiegłym tygodniu Sejm znowelizował ustawę o grach hazardowych. Zmiana jest drobna – dotyczy tylko finansowania turystyki z ceny losów kupowanych przez uczestników gier. To jednak okazja do przyjrzenia się ustawie po dwóch latach od jej nowelizacji, zaostrzającej warunki urządzania gier hazardowych. Czy nowe przepisy rozwiązały problem dzikich salonów gier?

Bartosz Andruszaniec: Nowelizacja miała dwa cele: uporządkować hazard w internecie i poza internetem. W tym drugim aspekcie cel został osiągnięty. Salony gier, które dziś istnieją, są na ogół legalne. Co do hazardu internetowego, to wciąż sytuacja pozostawia wiele do życzenia.

Czytaj też: Hazard: kiosk internetowy okazał się kasynem

Powstało przecież Total Casino, jedyne oficjalne kasyno internetowe?

Mimo zatrudnienia innowacyjnego i nowoczesnego dostawcy platformy z grami trudno to uznać za sukces. Ustawa nie pozwala na udostępnienie graczom najbardziej popularnej formy gry w pokera internetowego – takiej, w której gracze grają w tzw. poker roomach.

A jak pan ocenia działanie dzisiejszych obostrzeń prawnych dla internetowych bukmacherów?

System rejestrowania działalności zwiększył udział w rynku polskich bukmacherów lokalnych. Nie wyeliminował jednak tych działających bez licencji. Sami bukmacherzy twierdzą, że ci działający bez zezwolenia tworzą połowę rynku. Sukces jest zatem połowiczny. Trzeba też zauważyć, że w sprawach monopolu kasynowego i działalności bukmacherskiej ustawodawcy zabrakło konsekwencji.

Dlaczego?

Gry kasynowe ustawodawca uznał za szkodliwe do tego stopnia, że tylko państwu pozwolił je organizować. Z drugiej strony jednak prywatnym bukmacherom umożliwiono przyjmowanie zakładów na wyniki tzw. zdarzeń wirtualnych. To szczególny rodzaj gier, w których np. zawody sportowe odbywają się całkowicie w przestrzeni wirtualnej. Oparte są na komputerowym algorytmie, zakładającym przypadkowe wyniki. Takie „rozgrywki" trwają zazwyczaj kilka minut. W zasadzie niczym się to nie różni od gier liczbowych w internetowym kasynie. I tu widać niekonsekwencję ustawodawcy: hazard kasynowy zmonopolizowano, bo był groźny dla graczy, a zdarzenia wirtualne już nie.

Jest to więc nierówne traktowanie na rynku?

Moim zdaniem to materia, którą powinien się zająć Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Mógłby ocenić zgodność regulacji hazardowych z traktatem europejskim. Nawet jednak abstrahując od aspektu prawa europejskiego, spójrzmy na to, jak dziś państwowy monopol kasynowy dba o dobro graczy. To działanie przejawia się we wprowadzeniu „regulaminu odpowiedzialnej gry". Przecież taki sam obowiązek można by wprowadzić dla prywatnych operatorów kasyn. Gdyby istniała zdrowa konkurencja, sami by zadbali o gwarancje bezpieczeństwa dla swoich klientów.

Być może państwowy monopol redukuje liczbę graczy i w ten sposób jest barierą dla uczestnictwa w grach hazardowych? Być może zniechęca potencjalnych hazardzistów?

W Polsce tak naprawdę nie ma problemu uzależnienia od hazardu. Z wyników badań Fundacji CBOS wynika, że takie uzależnienie dotyczy znacznie mniej niż 1 proc. dorosłych obywateli. Nie byłoby zatem problemu, by dopuścić do konkurencji na tym rynku na zasadzie udzielania licencji. Wiele państw odchodzi od modelu monopolistycznego. Ostatnio zrobiła to Szwecja. System konkurujących ze sobą kasyn dobrze działa np. na Malcie.

Czy dałoby to więcej pieniędzy budżetowi?

Trudno powiedzieć, jakie by były efekty od strony fiskalnej. Doświadczenia innych krajów pokazują, że bardziej efektywny budżetowo jest system opodatkowania nadwyżki wpływów operatorów hazardu nad wypłaconymi nagrodami. Dziś jest to podatek od całego obrotu. Na zmianę systemu opodatkowania chyba nie ma co liczyć, ale z pewnością budżet zyskałby na zmianie procedury udzielania licencji na działalność bukmacherską. Odbywa się ona według procedury z ordynacji podatkowej – bardziej restrykcyjnej i formalistycznej, niż gdyby stosowano kodeks postępowania administracyjnego. Co gorsza, gwarantowany w ustawie termin udzielania licencji wynosi sześć miesięcy, ale w praktyce rzadko kiedy zajmuje to mniej niż rok. Można rozumieć obawy państwa przed wpuszczaniem na rynek nowych podmiotów zajmujących się hazardem, ale przy dzisiejszych restrykcjach raczej nie grozi nam rozprzestrzenienie się dzikiego hazardu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA