fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Czarnecki: Polska musi w UE siedzieć przy głównym stoliku

tv.rp.pl
- Będziemy walczyć o silną pozycję Polski w Europie, jesteśmy dumnymi Polakami, a jednocześnie jesteśmy nastawieni na współpracę - mówił w #RZECZoPOLITYCE o polityce PiS wobec UE europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

Odnosząc się do słów premiera Mateusza Morawieckiego z wywiadu, udzielonego "Rzeczpospolitej", Czarnecki zapewniał, że budowa silnej Polski w silnej Europie, w sojuszu z Ameryką jest możliwa, zaznaczając przy tym, że "sojusz z Ameryką to konieczność". Jednocześnie europoseł PiS zauważył, że najtrudniej zrealizować postulat o silnej Europie.

- W wymiarze demograficznym, gospodarczym prześcigają nas inne kontynenty: Azja jest przykładem - podkreślił Czarnecki. Europoseł przypomniał też, że zgodnie z tzw. strategią lizbońską przyjętą przez UE w marcu 2000 roku, Unia w 2010 roku "miała dorównać jeśli chodzi o poziom ekonomiczny USA". - Okazało się to mrzonkami - dodał. Europa słabnie także w wymiarze wizerunkowym, brexit jest tego przykładem - zaznaczył Czarnecki.

Zdaniem europosła w związku z obecną sytuacją UE Bruksela powinna "szukać bliskich więzi transatlantyckich, a nie na USA się obrażać, co teraz jest modne". Polityk zaznaczył przy tym, że choć głównym konkurentem USA na dłuższą metę są obecnie Chiny, to jednak "nie mamy polityki wycofania się (Amerykanów) z Europy". - Przeciwnie - za prezydenta Donalda Trumpa USA podjęły decyzję o zwiększeniu liczebności wojsk USA w Polsce, jest szansa na stałą a nie rotacyjną obecność USA w naszym kraju - przypomniał.

Na pytanie o plan odrodzenia Europy, przedstawiony m.in. na łamach "Rzeczpospolitej" przez prezydenta Francji Emmanuela Macrona i poparty przez przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, Czarnecki przypomniał o tzw. planie D ogłoszonym przez KE w 2005 roku. - Paręnaście lat temu w UE uznano, że rośnie dystans społeczeństw narodów do UE, więc trzeba Unię zdemokratyzować, dać więcej demokracji. Oczywiście nic w tym kierunku nie zrobiono. I to jest tak, jak z tą propozycją Macrona: litania pobożnych życzeń - ocenił europoseł PiS.

Czarnecki dodał, że niektóre z propozycji Macrona są wręcz niebezpieczne - w tym kontekście wskazał na "tendencję do centralizowania decyzji w Brukseli", która "wywołuje tendencje odśrodkowe". - Jak Rosja gra dziś w Europie? Wyzyskuje wściekłość społeczeństw na to, że UE zagarnia kompetencje kosztem państw narodowych - stwierdził. 

- Poszczególne kraje członkowskie UE widzą, że w praktyce politycznej przekazywanie kompetencji do Brukseli kończy się tym, że więcej do powiedzenia mają Niemcy i Francja, duopol, którego zakładnikiem jest KE - ocenił Czarnecki.

Mówiąc o programie europejskim PiS, w przededniu wyborów do PE, Czarnecki zapowiedział, że PiS będzie mówił, iż "Polska musi uczestniczyć w głównych dyskusjach, siedzieć przy głównym stoliku". - Nie było tak za rządów PO-PSL, dopiero teraz się przebijamy - dodał przypominając, że Polska nie była członkiem tzw. czwórki normandzkiej, ani nie brała udziału w negocjacjach, które doprowadziły do zawarcia porozumienia nuklearnego z Iranem.

Na pytanie o spór Polski z KE ws. praworządności, którego twarzą ze strony Komisji jest jej wiceprzewodniczący, Frans Timmermans, Czarnecki odparł, że "jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze". Jak dodał Timmermans "przerzuca piłkę na boisko praworządności", podczas gdy tak naprawdę chodzi mu o groźbę likwidacji ulgi w składce członkowskiej w UE, jaką cieszy się Holandia (Frans Timmermans jest politykiem holenderskiej Partii Pracy). - Ten polityk reprezentujący Holandię wie, że po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE krajem o największej uldze w składce członkowskiej jest właśnie Królestwo Niderlandów. Próbuje przerzucić piłkę na inne boisko - na boisko praworządności. To nie o to chodzi. Chodzi o pieniądze - przekonywał Czarnecki w kontekście postulatu Polski, by zlikwidować rabaty w kwestii składek przyznane niektórym krajom UE. 

Czarnecki pytany o to, czy frakcja Europejskich Konserwatystów i Reformatorów przyjęłaby węgierski Fidesz, gdyby ten został usunięty z frakcji Europejskiej Partii Ludowej (chce tego część członków frakcji) odparł, że jest za wcześnie na takie spekulacje. - Uważam, że to nie nastąpi. Większość chce Węgrów we frakcji - bo to kilkanaście mandatów z Węgier, a także mniejszości wegierskiej na Słowacji. Orban też chce być w Europejskiej Partii Ludowej, bo to zawsze pewien parasol nad jego działaniami, nawet jeśli parasol ten przecieka - mówił europoseł PiS. 

Na pytanie o sondaże, które po zjednoczeniu dają opozycji występującej jako Koalicja Europejska przewagę nad PiS, Czarnecki odparł, że "każda nowa formacja może liczyć na pewien bonus za świeżość". - Ten bonus wykorzystała Wiosna Roberta Biedronia, myślę, że w jakiejś mierze również KE. Tylko, że mamy teraz początek marca, a wyborcy są na koniec maja - dodał stwierdzając, że wówczas już bonus ten nie zadziała.

Czarnecki wskazał jednocześnie, że zna ludzi głosujących na PO i nie lubiących PiS, którzy "kiedyś walczyli z komuną, z (gen. Wojciechem) Jaruzelskim". - Czy oni zagłosują na (Włodzimierza) Cimoszewicza? - pytał (spekuluje się, że Cimoszewicz będzie otwierał warszawską listę KE w wyborach do PE). - Część elektoratu Platformy może się zeźlić, mogą pozostać w domu - ocenił. Stwierdził też, że elektorat konserwatywny PSL może "nie zdzierżyć tego", że na listach KE będą osoby o liberalnych, w kwestiach obyczajowych, poglądach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA