fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Polacy jeżdżą za szybko i częściej tracą prawa jazdy

Adobe Stock
W ogromnym tempie przybywa na drogach piratów i pijanych kierowców. Policja bije na alarm.

Od stycznia do kwietnia o ponad połowę w porównaniu z 2018 r. wzrosła liczba zatrzymanych praw jazdy za zbyt szybką jazdę. Więcej jest także pijanych kierowców. A liczba kontroli drogowych przeprowadzonych w tym i zeszłym roku jest porównywalna.

Czytaj też: Można stracić pracę za zbyt szybką jazdę samochodem

– Musimy zdać sobie sprawę, że bezpieczeństwo na drodze jest naszą wspólną sprawą – apeluje Komenda Główna Policji. I zapewnia, że policjanci z drogówki nie chcą bić kolejnych rekordów w karaniu kierowców.

Dobra pogoda sprzyja brawurze

– Do 18 kwietnia zatrzymaliśmy 12 903 prawa jazdy. To o 4439 więcej niż rok temu – informuje „Rzeczpospolitą" Radosław Kobryś z KGP. Więcej jest też – o blisko 9 proc. –pijanych za kółkiem na drogach. Skąd ten wzrost?

Powodów jest kilka – słyszymy z ust policjantów. Pierwszy to dobra pogoda.

– Kiedy pada, mamy złe warunki na drogach kierowcy bardziej się pilnują. Przy ładnej pogodzie przyspieszają – tłumaczy Artur Wesołowski z małopolskiej drogówki.

Po drugie kierowcy coraz częściej zawierzają różnego rodzaju aplikacjom, które mają ich informować o miejscach aktualnych kontroli drogowych. Kiedy nie słyszą informacji o patrolu, wciskają gaz do dechy. A dziś policja ma coraz więcej sposobów, by aplikacje oszukać.

Kolejny powód to poczucie bezkarności. Wielu kierowcom wydaje się, że wszystkich, tylko nie ich zatrzyma patrol. Są też tacy, którzy ustawiają dopuszczalną przekraczalną prędkość minus 3–4 km, żeby zapłacić mandat, ale dokumentu nie stracić.

Są też tacy, którzy mimo odebrania im dokumentu nadal jeżdżą. Jak wynika z informacji z wydziałów komunikacji w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu, ponad 20 proc. kierowców, którym zatrzymano dokument na trzy miesiące, utraciła uprawnienia po raz drugi. Tym razem na pół roku.

Najczęściej dokument uprawniający do kierowania tracą osoby w wieku od 30 do 40 lat. Młodsi też dają się we znaki. W 2018 r. kierowcy w wieku od 18 do 24 lat spowodowali 5,1 tys. wypadków, a najczęstszym ich powodem było niedostosowanie prędkości do warunków ruchu.

W obronę kierowców bierze Andrzej Łukasik z Polskiego Towarzystwa Kierowców.

– Oczywiście, że przepisów należy przestrzegać. Wszyscy jednak wiemy, że ograniczenia prędkości w niektórych miejscach to błąd. Samo postawienie znaku informującego o dopuszczalnej prędkości nie zwalnia urzędników od myślenia i działania. Jeśli dwa lata temu fragment dziś pięknej drogi był remontowany i obowiązywało na nim ograniczenie prędkości do 30 km/h, a po remoncie także, to trudno się dziwić kierowcom, że jadą szybciej – tłumaczy.

Cztery lata od zmian

Z szybkiej ścieżki karania kierowców policja korzysta od 18 maja 2015 r. Wówczas to w życie weszły przepisy, które nakazują policjantom zatrzymywanie prawa jazdy w przypadku przekroczenia prędkości w terenie zabudowanym o ponad 50 km/h.

W jaki sposób technicznie tracimy dokument na drodze? Jeśli kierowca podróżuje sam, dostaje pokwitowanie ważne 24 godziny i ma szansę dojechać do domu. Jeśli w samochodzie jest inny kierowca, który może przejąć kierownicę, drogówka nie wydaje pokwitowania. Prawo jazdy jest wysyłane do starosty, trafia na półkę i wraca po trzech miesiącach. Jeśli w tym czasie kierowca zostanie zatrzymany ponownie, okres karencji jest wydłużany o kolejne trzy miesiące. Przy ponownym przyłapaniu na przekraczaniu prędkości starosta wydaje decyzję o cofnięciu uprawnień. To oznacza konieczność ponownego zdania egzaminu. Poza utratą prawa jazdy kierowca płaci też mandat (500 zł). To podwójne karanie kwestionuje rzecznik praw obywatelskich.

Drugi problem na drogach to wzrost liczby pijanych. Z ponad 70 tys. pijanych kierowców złapanych za kółkiem w 2018 r. tylko dwie trzecie usłyszało wyroki skazujące. Niestety, głównie na grzywnę do tysiąca złotych. Efekt pobłażania widać na drogach. Rośnie procent złapanych.

– Nie działają kary więzienia, dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów czy perspektywa jazdy z alkolockiem – twierdzą policjanci. Ich zdaniem winne jest społeczne przyzwolenie. Zarówno policjanci, jak i eksperci od bezpieczeństwa ruchu drogowego są zgodni, że nietrzeźwy kierowca kary się nie boi.

– Nikt, kto wsiada za kierownicę pod wpływem alkoholu, nie bierze pod uwagę, że zostanie zatrzymany czy spowoduje wypadek lub kolizję. I właśnie z tego powodu kontroli drogowych powinno być jak najwięcej. Żeby taki nieodpowiedzialny kierowca, nawet jeśli będzie kalkulował, że nie nadzieje się na patrol, został zatrzymany – tłumaczą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA