fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Nielegalny kurs nie odbierze prawa jazdy - wyrok NSA

Fotorzepa, Robert Gardziński
Kursant ośrodka szkolenia wpisanego do rejestru ma prawo sądzić, że działa on zgodnie z prawem – uznał we wtorek Naczelny Sąd Administracyjny.

W efekcie kobieta, która uzyskała prawo jazdy kategorii B (samochód osobowy) po odbyciu szkolenia i zdaniu państwowego egzaminu (teoria plus praktyka) nie straci prawa jazdy.

Sprawa trafiła do NSA za sprawą Anny P. W maju 2009 r. kobieta wystąpiła do starosty polkowickiego o wydanie prawa jazdy kat. B. Dołączyła zdjęcie, zaświadczenie lekarskie oraz zaświadczenia o ukończeniu szkolenia na kat. B. Kobieta zdała państwowy egzamin teoretyczny i praktyczny. Starosta zdecydował o wydaniu prawa jazdy. Cztery lata później do starostwa w Polkowicach wpłynęło jednak postanowienie Sądu Rejonowego w Legnicy, z którego wynikało, że zaświadczenie, które wydano kobiecie (jak i kilka innych), poświadczało nieprawdę i pochodziło z przestępstwa. Starosta wznowił więc postępowanie wobec uprawnień Anny P. i uchylił swoją wcześniejszą decyzję o wydaniu kobiecie uprawnień. Ta odwołała się do samorządowego kolegium odwoławczego. Podnosiła, że w chwili rozpoczęcia kursu i długo po jego zakończeniu nie była świadoma, że szkoła nauki jazdy, którą wybrała, nie miała uprawnień do prowadzenia kursów, a wydane przez nią zaświadczenia o ich ukończeniu są nielegalne.

SKO jednak utrzymało niekorzystną dla kobiety decyzję starosty. Sprawa trafiła więc do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu. Ten uchylił obie niekorzystne decyzje. Podkreślił, że skarżąca odbyła teoretyczne i praktyczne szkolenie wymagane do uzyskania prawa jazdy kat. B. i zdała egzamin państwowy.

WSA podkreślał, że nie można odebrać kobiecie dokumentu bez zbadania kilku czynników, np. czy szkolenie – teoretyczne i praktyczne – prowadziły osoby, które posiadały uprawnienia instruktora (także wcześniej) i czy były wpisane do ewidencji prowadzonej przez starostę. Skargę kasacyjną od tego wyroku złożyło SKO w Legnicy.

– Niezasadne jest zobligowanie organu przez sąd pierwszej instancji do przeprowadzenia postępowania w celu wyjaśnienia okoliczności, które wynikają z wyroku SR w Legnicy i zostały już udowodnione przed sądem. Między innymi, że w momencie szkolenia osoba je prowadząca nie posiadała uprawnień instruktora – uzasadniało skargę SKO.

Sprawa trafiła więc do NSA. Ten skargę oddalił.

– Osoba ubiegająca się o prawo jazdy, podejmując szkolenie we wpisanym do rejestru ośrodku szkolenia kierowców, pozostaje w uprawnionym zaufaniu, że jest to podmiot działający legalnie i podlegający nadzorowi – uzasadniała sędzia Maria Wiśniewska, sprawozdawca. Przekonywała też, że taka osoba może zakładać, że zaświadczenie wydane po ukończeniu kursu jest dokumentem uprawniającym ją najpierw do przystąpienia do egzaminu państwowego, a potem do wydania prawa jazdy.

NSA podkreślał też, że na podstawie wydanego zaświadczenia kobieta została dopuszczona do egzaminu, a następnie, po jego zdaniu, prawo jazdy stało się słusznie nabytym prawem objętym konstytucyjną zasadą ochrony praw nabytych.

– Jego odebranie byłoby możliwe wyłącznie w wyjątkowych przypadkach, spełniających kryteria proporcjonalności. Tymczasem to prawo skarżącej odebrano – po kilku latach – wyłącznie na skutek zaniedbań organów władzy publicznej, które nie dopełniły obowiązków nadzorczych – uzasadniał sąd.

Sygnatura akt: I OSK 663/15

Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: a.lukaszewicz@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA