fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Gdy mamy niewielką infekcję, lepiej zostać w domu, niż iść do firmy

Adobe Stock
Często Polacy pojawiają się w pracy z katarem czy bólem głowy. W czasie pandemii to bardzo ryzykowne zachowania.

Ministerstwo Zdrowia w zaleceniach w związku z rozpoczęciem nowego roku szkolnego bardzo wyraźnie przypomina, że dzieci z jakimikolwiek objawami choroby górnych dróg oddechowych nie powinny chodzić do szkoły. Podobnie postępować powinni także dorośli.

Lekarze i eksperci rynku pracy nie mają wątpliwości. Nawet gdy czujemy się tylko „niewyraźnie", gdy jesteśmy – naszym zdaniem – lekko przeziębieni, mamy drobną infekcję, nie powinniśmy chodzić w takim stanie do pracy.

Nie decydujmy sami

– Zawsze dobrą praktyką jest, by w przypadku objawów infekcji skorzystać z konsultacji lekarskiej – podkreśla Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich. Jego zdaniem to lekarz powinien ocenić nasz stan zdrowia, nigdy nie powinniśmy robić tego sami.

– Takie zdroworozsądkowe podejście jest szczególnie aktualne właśnie teraz, w okresie pandemii, gdy trudno stwierdzić czy to grypa, czy przeziębienie, czy Covid-19. Ale nawet w przypadku chorób, które niosą mniejsze zagrożenie dla zdrowia i życia niż Covid-19, przychodząc do pracy, tworzymy ryzyko rozprzestrzeniania wirusów czy bakterii i zakażania innych – przypomina Kozłowski.

Konieczność zasięgnięcia porady lekarza nawet w przypadku wydawałoby się błahym, dla sporej grupy osób może być wątpliwa. Zdarza się przecież, że chodzimy do pracy zakatarzeni, z lekkim bólem głowy czy niewielką temperaturą. Zwykle uzasadnieniem jest nawał obowiązków, projekt, który trzeba skończyć w wyznaczonym przez szefa terminie, albo strach, że stracimy zaufanie przełożonych, jeśli pójdziemy na zwolnienie.

Obawy o pracę

Trudno powiedzieć, jak duża jest skala zjawiska przychodzenia do pracy z objawami infekcji. – Pośrednio świadczą o tym badania postaw pracujących rodziców, których wyniki opublikował ostatnio Eurostat – uważa Andrzej Kubisiak, wicedyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Okazuje się, że tylko ok. 9 proc. rodziców ma poczucie, że bez żadnych obaw może wziąć zwolnienie na kilka dni np. na opiekę nad chorym dzieckiem. To jeden z najniższych wyników w UE, gorzej jest tylko na Cyprze i na Węgrzech. – Badania nie wyjaśniają jednak, z czego wynikają takie postawy. Można podejrzewać, że część osób boi się, że straci pracę, a część chce uniknąć obniżenia zarobków podczas zwolnienia lekarskiego. Dostajemy wtedy 80 proc. zwykłego wynagrodzenia, co dla rodzin z trudem wiążących koniec z końcem jest dużym ubytkiem – dodaje Kubisiak.

Z temperaturą nie wejdziesz

Kolejną przyczyną zaniedbywania choroby może być fakt, że sporo Polaków prowadzi własną działalność albo jest zatrudnionych na podstawie umów cywilnoprawnych i gdy nie pracują, w ogóle nie zarabiają. – Mówimy o rodzicach chorych dzieci, ale przy podejmowaniu decyzji o pójściu na L4 takimi motywami może się też kierować część pracowników, którzy sami się kiepsko czują – zauważa Kubisiak.

Czy obawy przed L4 mają uzasadnienie? Zdaniem naszych rozmówców – nie. – Chory pracownik w firmie nigdy nie jest mile widziany. A szczególnie w okresie pandemii, gdy rośnie ryzyko zakażenia całej kadry i uniemożliwienia działalności przedsiębiorstwa – zaznacza Arkadiusz Pączka, ekspert Pracodawców RP.

– Przedsiębiorcy są teraz mocno uwrażliwieni na przestrzeganie reżimu sanitarnego. Oczekujemy, że od września zostanie przedstawiony przez odpowiednie instytucje spójny plan działań, by nagłośnić potrzebę kontaktu z lekarzem w przypadku objawów infekcji u osób pracujących – uważa Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan.

Organizacje biznesowe podkreślają, że przedsiębiorcy sami robią wiele, by nie wpuszczać chorych na teren firmy. Przykłady to urządzenia do automatycznego mierzenia temperatury, w wymiarze organizacyjnym – zapisy w regulaminach pracy, bezpłatne szczepienia na grypę, a także dodatkowe świadczenia zdrowotne.

Czeka nas trudna jesień

Z punktu widzenia pracodawców absencja pracowników tej jesieni będzie ogromnym wyzwaniem. Chodzi nie tylko o zwiększoną nieobecność pracowników z tytułu chorób, ale też inne konsekwencje pandemii. Istnieje także duże ryzyko, że po otwarciu szkół wzrośnie liczba zakażeń koronawirusem, a na kwarantannie, a także przymusowej opiece nad dziećmi, znajdą się setki tysięcy Polaków.

Skala absencji może być nawet większa niż podczas wiosennego zamrożenia gospodarki.

– Firmy już się do tego przygotowują – twierdzi Arkadiusz Pączka. Przede wszystkim chodzi o przygotowanie narzędzi do pracy zdalnej, którą mogą wykonywać osoby na kwarantannie, a nawet osoby np. przeziębione, ale z wystarczającymi siłami do wykonywania obowiązków. Szlaki do home office w zwiększonej skali zostały już przetarte wiosną, teraz menedżerowie mają już doświadczenie, jak sobie poradzić z tą sytuacją.

Nie wszyscy mogą jednak pracować w domu. W firmach produkcyjnych i sklepach w przypadku zwiększonej absencji konieczne więc będzie zwiększenie obowiązków pozostałych pracowników.

– Jesień będzie trudna dla wszystkich, i dla pracowników, i dla pracodawców – podsumowuje Kozłowski.

Krzysztof Kurek członek zarządu ds. medycznych LUX MED, ekspert organizacji Pracodawcy RP

Wszelkie niepokojące nas objawy powinniśmy zawsze skonsultować z lekarzem. Zaufajmy jego wiedzy i doświadczeniu. Dziś jest to szczególnie łatwe, bo poradę specjalisty pacjent może uzyskać przez telefon. Złą praktyką jest przychodzenie do pracy, gdy mamy objawy mogące świadczyć o chorobie. Narażamy przecież nie tylko siebie, ale też naszych kolegów i koleżanki. Czas pandemii przyczynił się do wzmocnienia świadomości całego społeczeństwa co do ryzyk związanych z transmisją chorób. Staliśmy się bardziej ostrożni, unikając, kiedy jest to możliwe, większych skupisk ludzkich. Musimy jednak być gotowi na to, że jesień i zbliżający się sezon infekcyjny przyniosą nam wyzwania zdrowotne w dużo większej niż dotychczas skali. Zdecydowana większość infekcji będzie wywołana czynnikami innymi niż Covid-19, niemniej szybkie odróżnienie symptomów zwykłej infekcji od koronawirusa będzie bardzo trudne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA