fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca, emerytury, renty

Zleceniobiorcy rządu mogą walczyć o etaty

123RF
Informatyk pracujący w Ministerstwie Zdrowia cztery lata na zleceniu był pracownikiem – uznał sąd.

Ostatni wyrok Sądu Najwyższego ma ogromne znaczenie dla tysięcy pracowników administracji latami zatrudnianych na umowach śmieciowych. Mogą się starać o uznanie ich kontraktów za umowy o pracę, a co za tym idzie, o zaległe urlopy wypoczynkowe, zapłatę za nadgodziny i ochronę przed wypowiedzeniem.

Bo byli lepsi

Taką możliwość daje zleceniobiorcom wyrok SN w sprawie informatyka zatrudnionego na zlecenie w Ministerstwie Zdrowia. Pracę zaczynał jeszcze jako student. Urząd zawierał z nim kolejne umowy, bez żadnych przerw. Informatyk pracował i dyżurował tak jak inni. Bywało, że polecenia wydawał mu sam minister zdrowia. Gdy po czterech latach pracy resort nie przedłużył z nim umowy, złożył pozew o ustalenie, że był zatrudniony na etacie.

Warszawskie sądy potwierdziły, że strony łączyło zatrudnienie na etacie. Resort złożył skargę kasacyjną do SN. Dowodził, że przepisy przewidują ograniczenia w dostępie do służby cywilnej. Kandydat na stanowisko w urzędzie musi bowiem stanąć do konkursu, wykazać się wykształceniem i wiedzą. W czasie rozprawy prawniczka resortu mówiła, że w latach, gdy informatyk pracował na zleceniu, takie konkursy były ogłaszane, ale jemu nigdy nie udało się przejść przez sito naboru. Pracę na etacie dostawali lepsi od niego. Poza tym uznanie go za etatowego pracownika stawiałoby dyrektora urzędu w trudnej sytuacji, bo wobec braku pieniędzy zapewnienie etatu narażałoby go na zarzut naruszenia dyscypliny finansów publicznych.

SN w wyroku z 25 maja 2016 r. stwierdził, że sądy prawidłowo uznały, że informatyk powinien być traktowany jak etatowy pracownik urzędu.

– Stosowanie prawa nie zależy od braku czy posiadania pieniędzy – zauważył Zbigniew Korzeniowski, sędzia SN, w uzasadnieniu wyroku.

SN zwrócił uwagę, że informatyk wykonywał obowiązki tak jak osoby na etatach. Sąd uznał jednak, że był to specyficzny pracownik ministerstwa. Został nim bez zachowania procedury przewidzianej w ustawie o służbie cywilnej, nie można go więc uznać za pracownika korpusu służby cywilnej.

– Z ustawy o służbie cywilnej nie wynika, że osoby zatrudniane poza korpusem mogą pracować na zleceniach – tłumaczył sędzia Korzeniowski. – Przyjęliśmy więc, że informatyk jest zatrudniony na etacie, ale poza korpusem służby cywilnej. Przepisy się temu nie przeciwstawiają.

Zły przykład idzie z góry

Z raportu Najwyższej Izby Kontroli z marca wynika, że problem może dotyczyć ponad 40 tys. osób. Okazało się bowiem, że w poprzednich latach, gdy w administracji zamrożone były fundusze na wynagrodzenia, urzędy zatrudniały na kontraktach cywilnoprawnych. Potwierdził to ostatnio audyt rządu.

Z raportu NIK wynika, że takie kontrakty były szczególnie chętnie stosowane w Ministerstwie Rolnictwa (366 umów za 3,5 mln zł) oraz Ministerstwie Środowiska (843 za 1,2 mln zł). Co ciekawe, Ministerstwo Finansów stosowało je rzadko. NIK zwróciła też uwagę, że zlecenia chętnie też stosują inne podmioty, np. sądy powszechne. Może się okazać, że nowy rząd słono zapłaci za te nadużycia.

sygnatura akt: II PK 185/15

Opinia

prof. Jakub Stelina, Uniwersytet Gdański

To skandal, że urzędy publiczne zatrudniają na zleceniach. Po to jest system dostępu do służby cywilnej, aby go stosowano. Trzeba jednak pamiętać, że nie każda długotrwała umowa cywilnoprawna może zostać uznana za zatrudnienie na etacie. W art. 22 kodeksu pracy, który zawiera definicję takiego zatrudnienia, nie ma bowiem przesłanki czasu trwania umowy. Zlecenie może więc trwać wiele lat. Jest to jednak ważny sygnał ostrzegawczy. Zgodnie z art. 22 k.p., jeśli praca odbywa się w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę i pod jego kierownictwem, to każdą umowę, bez względu na jej nazwę, należy uznać za zatrudnienie na etacie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA