fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Poszukiwanie pracy

Trzeba być tam, gdzie firmy szukają pracowników

Adobe Stock
Przymierzając się do zmiany pracodawcy, warto sięgnąć po pomoc znajomych i rodziny, przeglądać ogłoszenia na portalach rekrutacyjnych. Nie zapominajmy o stronach internetowych firm i urzędach pracy.

Przedstawiciele firm (najczęściej menedżerowie) uczestniczący w niedawnym Barometrze Rynku Pracy Work Service pytani o sposób poszukiwania nowych pracowników najczęściej wskazywali rekomendacje znajomych. Warto jednak zwrócić uwagę, że na pierwszym miejscu stawiali rekomendacje swoich znajomych, a dopiero nieco dalej polecenia swoich pracowników.

Te jednak bardzo zyskują na popularności i w wielu firmach mają już formę zorganizowanego programu z systemem premii za skuteczne rekomendacje. Łukasz Małecki, współzałożyciel i prezes spółki MGM HR Solution, która pod marką ShareHire rozwija outsourcing programów poleceń rekrutacyjnych, twierdzi, że ma już do nich dostęp ponad 150 tys. pracowników z prawie 40 firm. Wśród nich są znane banki, firmy IT i centra nowoczesnych usług dla biznesu, które jako pierwsze w Polsce zaczęły wprowadzać premie za skuteczną rekomendację pracownika.

Jak wynika z sondażu agencji zatrudnienia Trenkwalder, który latem br. objął 350 firm, płatne programy poleceń pracowniczych najczęściej wdrażane są w dużych i średnich firmach (odpowiednio 15 i 9 proc. wskazań). Z kolei mali pracodawcy częściej stawiają na tworzenie własnych baz kandydatów.

To wskazuje, że przygotowując się do zmiany pracy, warto zadbać o dobry networking, czyli sieć zawodowych – i nie tylko zawodowych – kontaktów, bo polecić może cię osoba spoza branży. Co więcej, podtrzymywanie, a nawet nawiązywanie znajomości bardzo ułatwiają teraz biznesowe portale społecznościowe, jak LinkedIn czy GoldenLine. Coraz częściej są one również miejscem, gdzie można dostać ofertę pracy od znajomego albo od rekrutera, którego zainteresował nasz profil.

Jak wyjaśnia Katarzyna Misiak, menedżer ds. marketingu Trenkwalder, rekruterzy łowią tam tzw. biernych kandydatów, którzy nie poszukują pracy. Chociaż w badaniu Trenkwalder zaledwie 3 proc. firm wskazało media społecznościowe jako efektywny sposób pozyskania kandydatów, to ich znaczenie w rekrutacjach będzie rosło. Według informacji LinkedIn w Polsce portal ma blisko 3 mln profili prywatnych i 64 tys. firmowych.

Nadal jednak kluczowym źródłem ofert pracy – a coraz częściej także informacji o wynagrodzeniach oferowanych na danym stanowisku i w danej branży – są portale rekrutacyjne. Według badania Work Service wykorzystuje je w rekrutacji prawie 40 proc. firm. Jeszcze większa jest ta grupa wśród dużych przedsiębiorstw, które stać na regularne zamieszczanie ogłoszeń traktowanych także jako element budowania marki pracodawcy, czyli employer brandingu.

Z sondażu Trenkwalder wynika, że prawie połowa firm szukała kandydatów do pracy na portalach rekrutacyjnych. Wśród dużych pracodawców ten odsetek sięgał 58 proc. Wśród średnich i małych – odpowiednio 37 proc. i 36 proc. To zaś przekłada się na liczbę ogłoszeń. Nawet jeśli jest ich nieco mniej niż przed rokiem, to i tak co miesiąc można tam znaleźć ponad 180 tys. ofert pracy. Część z nich publikują firmy rekrutacyjne i agencje zatrudnienia. Z ich pomocy korzystają najczęściej (21 proc.) pracodawcy średniej wielkości. W dużych firmach, które nierzadko mają własne działy rekrutacyjne, ten odsetek wynosi 14 proc.

Jak zwraca uwagę Magdalena Majewska, dyrektor regionu w Trenkwalder, pracodawcy wiedzą, że ogłoszenia w internecie docierają do osób, które aktywnie poszukują pracy. Sięgają więc po agencje, które mają własne bazy kandydatów i rekruterów znających daną branżę, z wyrobioną przez lata siecią kontaktów. Nic więc dziwnego, że doradcy kariery radzą swoim klientom, by zadbali o to, by mieć wśród znajomych także łowców głów. Tym bardziej że headhunterzy sami dość często zmieniają pracę, przez co mają kontakty z różnymi pracodawcami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA