fbTrack
REKLAMA

Polskie Orły

Reprezentacja Polski na Euro: Z atutami, bez kompleksów

Kibice reprezentacji Polski
Maciej Kulczyński, PAP
Reprezentacja Polski jedzie na czwarte finały mistrzostw Europy z rzędu. A jak do tych startów dodamy udział w mistrzostwach świata w Rosji, będziemy mieli obraz drużyny, która w ostatnich latach bierze udział we wszystkich najważniejszych turniejach, musi więc być dobra.

Niby jest, bo gdyby było inaczej, dziś bylibyśmy tylko biernymi obserwatorami, a nie zaangażowanymi emocjonalnie kibicami. Tyle że z trzech turniejów finałowych Euro, w jakich Polacy brali udział, dwa zakończyły się rozczarowaniem, a jeden niedosytem.

Jak będzie tym razem? Nie wiemy, na tym zresztą polega urok piłki. Faworyci są zawsze ci sami: Francja, Hiszpania, Niemcy, Anglia, Włochy... Czasami wygrywa mniejszy, uboższy, mniej znany. My jesteśmy gdzieś w środku – między potęgami a kopciuszkami.

Leo Beenhakker po zwycięstwie Polski nad Belgią w Brukseli powiedział do tamtejszych dziennikarzy: „Gdyby brać pod uwagę tylko talent piłkarzy z Polski, to reprezentacja tego kraju powinna zajmować zawsze miejsce w pierwszej ósemce najlepszych w Europie". Belgowie z uznaniem kiwali głowami, bo przecież akurat przegrali z nami mecz, a w przeszłości też nie było im z Polską łatwo. Holenderski trener wypowiedział te słowa w roku 2006. Czy coś się od tamtej pory zmieniło? Poza nazwiskami piłkarzy niewiele. Belgia zajęła trzecie miejsce na mistrzostwach świata, z których my szybko odpadliśmy. I my mamy Roberta Lewandowskiego, a oni Kevina de Bruyne.

Atmosfera optymizmu poprzedzająca starty Polaków w ważnych turniejach przybiera czasami formy dalekie od zdrowego rozsądku. Zawsze znajdzie się jakiś powód dający podstawy do myślenia o naszej reprezentacji, jakby jechała po pierwsze miejsce lub co najmniej po medal. W roku 2012 były to własne stadiony, w latach 2016 i 2018 sympatyczny trener Adam Nawałka, roztaczający swój czar, mimo że z jego wypowiedzi nie zachowały się żadne głębsze myśli.

Tym razem podstawą, na której budujemy optymizm, jest Robert Lewandowski. Słusznie. Mamy najlepszego piłkarza na świecie, więc mamy też prawo oczekiwać gry i wyników godnych jego i naszych ambicji.

Te rachuby są logiczne. Osłabia je nieco fakt, że Lewandowski był już gwiazdą, przyznawano mu kolejne tytuły i nagrody, a reprezentacja Polski sukcesów nie odnosiła, nawet mając jego w drużynie, nie zdołaliśmy zbliżyć się do czołówki europejskiej i światowej.

Lewandowski strzelał bramki podczas Euro 2012 i 2016, ale zbyt mało. A koledzy mu w tym za bardzo nie pomagali. Na tym między innymi polega problem. Jeden człowiek w tym sporcie nie wygra wszystkich meczów. Reprezentacja nie osiągnęła sukcesu, nawet kiedy obok Lewandowskiego grali w niej tak kreatywni zawodnicy jak Kuba Błaszczykowski i Łukasz Piszczek. Czy drużyna bez nich jest lepsza?

Myślę, że nie. Tym bardziej że tak znaczącej w ostatnich latach postaci jak Kamil Grosicki też w niej już nie ma. Na szczęście poniżej przyzwoitego poziomu nie schodzi Grzegorz Krychowiak. Kamil Glik skończył 33 lata, a jego drużyna spadła z Serie A. Piotr Zieliński jest tej ligi gwiazdą. Wygrywał już mecze dla Napoli. Niestety w reprezentacji już taki skuteczny nie jest.

Idzie fala młodych, którzy w naturalny sposób zastąpią niedawne gwiazdy. Ale czy z równie dobrym skutkiem? Dla pomocników Jakuba Modera, Przemysława Płachety, Kamila Jóźwiaka, Kacpra Kozłowskiego, Przemysława Frankowskiego, obrońców Kamila Piątkowskiego, Tymoteusza Puchacza, Pawła Dawidowicza, Michała Helika czy napastnika Karola Świderskiego turniej będzie pierwszą ważną próbą, która może zadecydować o ich przyszłości. Albo się sprawdzą, osiągną sukces, który zapoczątkuje ich kariery międzynarodowe, będą pisać historię reprezentacji, która w jakimś stopniu dzięki nim awansuje jesienią na finał mundialu, albo się zatrzymają. Na chwilę lub na zawsze.

Na razie są jeszcze na dorobku, a fakt, że niektórzy z nich pracują dla zagranicznych klubów, nie świadczy jeszcze o ich klasie. Takich jak oni są w Europie setki. Właśnie w reprezentacji mają szansę pokazać, że nie należą do szarej masy, tylko się z niej wyróżniają.

Dużo będzie zależeć od selekcjonera. Paulo Sousa dopiero uczy się polskiej piłki i poznaje zawodników. Na razie wiemy o nim tyle, że nie boi się stawiać na młodych. Połączenie rutyniarzy z młodzieżą jest normalną praktyką. I dobrze wróży. Polacy są w stanie pokonać każdego z trzech grupowych przeciwników. Słowacja i Szwecja grają na poziomie podobnym do naszego. Hiszpania jest teoretycznie poza zasięgiem, ale i z nią można nawiązać walkę.

Fakt, że w 25-osobowej kadrze Polski prawie wszyscy zawodnicy występują w klubach zagranicznych (pierwszy raz od roku 1938 w reprezentacji na wielki turniej nie znalazł się gracz Legii Warszawa), sprawia, że nie ma już tego, co dawniej stawiało Polaków w sytuacji ubogich krewnych. Piłkarze nie są biedniejsi od przeciwników, nie mają powodów do kompleksów, nawet jeśli nie wszyscy grają w swych klubach pierwszoplanowe role.

Pod względem sportowym wszystko jest możliwe. Skoro Dania w roku 1992 zdobyła mistrzostwo Europy bez przygotowań, zwołując w ostatniej chwili piłkarzy odpoczywających na urlopach, a Grecja 12 lat później wygrała tylko dlatego, że konsekwentnie realizowała plan niemieckiego trenera, to znaczy, że Euro bywa turniejem niespodzianek, a nawet sensacji i mogą znaleźć się naśladowcy Duńczyków i Greków. Trzeba tylko zacząć od zwycięstwa. To zwykle jest kluczem do sukcesu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA