W związku z wynikami plebiscytu "Złotej Piłki" za 2021 rok przypominamy sylwetkę Roberta Lewandowskiego napisaną przez Kamila Kołsuta przed Euro 2020.

Nazywanie snajpera Bayernu wiceselekcjonerem byłoby nadużyciem i podważaniem hierarchii w drużynie, ale prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) Zbigniew Boniek po zwolnieniu Jerzego Brzęczka przemycał między słowami myśli o tym, że także kiepskie stosunki poprzedniego selekcjonera z kapitanem miały wpływ na decyzje o zwolnieniu Brzęczka.

Lewandowski nie tylko wnosi do drużyny olbrzymią wartość na boisku, ale także buduje zespół w szatni, będąc dla kolegów wzorem człowieka sukcesu. Nie brakuje dziś w Polsce sportowców – nie tylko piłkarzy, także przedstawicieli innych dyscyplin, niejednokrotnie medalistów mistrzostw świata – którzy przyznają, że choć zawsze uważali się za profesjonalistów, to słysząc opowieści o życiu Lewandowskiego, poczuli się mali. Dziś kapitanowi reprezentacji Polski do całkowitego zawodowego spełnienia brakuje już tylko sukcesu z drużyną narodową.

Wartość milczenia

Pierwszy wielki turniej był dla niego cierpieniem. Reprezentacja podczas Euro 2012, niosąc na plecach oczekiwania milionów kibiców, nie wygrała meczu.

To był pierwszy raz, kiedy zobaczyliśmy Lewandowskiego nienasyconego. Jego pragnienie zwycięstw zrodziło taką gorycz, że po turnieju ostro skrytykował selekcjonera Franciszka Smudę. Tamten wybuch pokazuje jego przemianę. Dziś zna także wartość milczenia. Gdy przez 9 sekund nie odpowiadał na pytanie o taktyczne wybory Jerzego Brzęczka, powszechnie odebrano to jako wotum nieufności.

Lewandowskiego dla reprezentacji stworzył Adam Nawałka. Odkrył w nim boiskowego lidera, choć najważniejszy turniej ostatnich lat – Euro 2016 – stał się dla napastnika lekcją pokory. Najbardziej efektowny polski występ od 1982 roku ozdobił tylko jednym golem, strzelił go Portugalczykom. Awans do strefy medalowej był na wyciągnięcie ręki, może dlatego pozostał tak wielki niedosyt. Mistrzostwa świata w Rosji znów były cierpieniem – dla kibiców i dla piłkarzy. Teraz ma być inaczej. Także dla Lewandowskiego.

Życie po trzydziestce

Napastnik Bayernu zwykle robi krok do przodu w momencie, gdy wydaje się, że nie może już być lepszy. Wszystko dzięki temu, że jest sportowcem świadomym: siebie, swojego ciała i swoich ambicji. Nieustannie analizuje potrzeby organizmu, przygląda się diecie, modyfikuje intensywność zajęć, ma nawet konsultacje z trenerem snu.

– Biorąc pod uwagę liczbę ważnych meczów, które wymagają najwyższej intensywności i koncentracji, jakość snu staje się ważna. Pomaga w regeneracji. Jeśli źle śpisz, będziesz gorzej grał. Człowiek po meczu często jest podekscytowany. Trzeba znać swój organizm i wiedzieć, ile czasu potrzebuje, aby adrenalina spadła, umożliwiając sen – wyjaśniał niedawno na łamach „France Football".

Pokazał, że życie piłkarza może zacząć się po trzydziestce. Nie będzie przesadą, jeśli nazwiemy go zawodnikiem totalnym, skoro nieustannie doskonali swoje rzemiosło. Ma prawdopodobnie taki sam procesor jak Cristiano Ronaldo.

Argentyńczyk Carlos Tevez opowiadał kiedyś, jak obsesyjnie Portugalczyk podchodzi do pracy na siłowni. – Mieliśmy się stawić w klubie o 9 rano, przyjechałem pół godziny wcześniej. On już był na miejscu, ćwiczył. Kolejnym razem przyjechałem godzinę wcześniej, ale Ronaldo znów był przede mną. Wreszcie przyjechałem o 6.30, i co? Już tam był – wspominał.

Możemy domniemywać, że Lewandowski zachowuje się tak samo, choć wątpliwe, żeby robił to w nadgodzinach. Sportowa dojrzałość oznacza bowiem także świadomość wagi regeneracji. Praktykuje medytację oraz jogę, a wolny czas poświęca rodzinie, co też może być elementem treningu, bo spacery z najbliższymi pomagają mu rozluźnić mięśnie i pozbyć się napięcia. Może właśnie dlatego osiągnął najwyższą wydolność po trzydziestce. Ostatnio w jednym z wywiadów przyznał, że czuje się, jakby miał 26–27 lat.

Wie, że jego ciało to bolid, który potrzebuje wysokooktanowego paliwa. Już jako 20-latek zaczął eksperymentować. Najpierw porzucił płatki śniadaniowe, które wydawały mu się idealnym otwarciem dnia. Wyeliminował z diety mleko i rafinowany cukier. Unika glutenu, ogranicza mięso. Deser je często przed obiadem. Zaczyna posiłki od sałatek, kończy na białku. – Detale robią różnicę – powtarza.

Kandydat na legendę

Prowadzenie napastników to koszmar dla trenerów, którzy chcą mieć wszystko pod kontrolą. Snajpera najtrudniej zamknąć w ramach arkusza kalkulacyjnego, skoro w polu karnym najważniejsze są automatyzmy oraz instynkt.

Doskonalenie tych pierwszych to benedyktyńska praca, ale Lewandowski wartość konsekwencji zna. – Kiedy robisz coś codziennie, możesz oczekiwać efektów za trzy czy sześć miesięcy, a nie kolejnego dnia. Wielu ludzi chce, żeby efekty pracy były widoczne natychmiast. A cierpliwość to cnota zarówno w piłce, jak i w życiu – wyjaśnia. Rozwija się nieustannie. Kiedy doprowadził do perfekcji wykonywanie rzutów karnych, zabrał się do strzelania rzutów wolnych. Później wprowadził do swojej gry elementy fantazji: strzela gole „nożycami", zdarza mu się zagrać piłkę piętą, a Słoweńców pokonaliśmy w eliminacjach Euro 2020 dzięki jego błyskotliwym dryblingom.

Lewandowski przede wszystkim przeistoczył się jednak w piłkarza, dla którego najważniejsze jest dobro zespołu. Dziś nawet dla Niemców jest już kandydatem na legendę, a nie najemnikiem.

Były reprezentant Niemiec Dietmar Hamann jeszcze dwa lata temu twierdził, że „Lewandowski staje się problemem Bayernu", a krytycy zarzucali mu, że jest „bardziej samolubny niż Robben". Faktycznie żył wówczas w Monachium trochę jak pracownik na kontrakcie, który robi swoje, ale wciąż marzy o czymś lepszym – jak transfer do Realu Madryt.

Obecnie Lewandowski jest liderem, który troszczy się nie tylko o swoje, ale także o wspólne dobro. Reporter „The Athletic" już dwa lata temu zauważył, że po treningach, zamiast spoglądać w telefon, wolał kopać piłkę z 20-letnim Jannem-Fiete Arpem. Tak nie robią najemnicy.

Zaproszenie do stołu

Sukces w sporcie wymaga perfekcyjnego wykorzystania wszystkich atutów, jakimi obdarzyła człowieka natura. Lewandowski dostał od losu nie tylko żelazną psychikę, ale też niezwykłe zdolności fizyczne.

Holger Broich, który odpowiada w Bayernie za departament zajmujący się nauką i fitnessem, opisuje na łamach „New York Timesa", że kapitan reprezentacji Polski ma niezwykłą zdolność tolerancji stresu oraz bólu, a jego metabolizm pozwala na doskonały rozwój i regenerację tych włókien mięśniowych, których potrzebuje napastnik.

Wszystkie przymioty, które wykuwał przez lata, musiało oczywiście wzbogacić szczęście.

Podejmował idealne decyzje w idealnym czasie. Dzięki temu jego rzemiosło szlifowali czołowi trenerzy świata: Juergen Klopp, Pep Guardiola, Carlo Ancelotti, Jupp Heynckes, Niko Kovac i Hansi Flick. To reprezentanci różnych szkół, wielbiciele odmiennych stylów gry. Nigdy żaden polski piłkarz nie odebrał tak uniwersalnego wykształcenia od mentorów najwyższej klasy.

Kiedy strzeli trzy gole, zazwyczaj żałuje, że nie padły cztery. Pracuje jak maszyna, ale nie jest bezduszny.

Po wygranym finale Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain padł na murawę i zalał się łzami, po pobiciu rekordu Gerda Muellera podczas spotkania ligowego z Augsburgiem najpierw w euforii ściągnął koszulkę, a później łapał się za głowę – jakby nie dowierzał w hollywoodzką historię, którą chwilę wcześniej napisał.

Nigdy nie był naturalnym liderem grupy, pewność siebie zbudował dzięki umiejętnościom piłkarskim. Jest świadomy swojej klasy. Rok temu, kiedy Francuzi anulowali plebiscyt „Złotej Piłki", otwarcie przyznał, że mógł ją wygrać. Dodawał też, że może nie siedzi jeszcze z Leo Messim i Ronaldo przy jednym stole, ale z powodzeniem może ich już zapraszać do swojego.

Gdyby ktoś chciał na siłę szukać wad Lewandowskiego, znalazłby chyba tylko jedną: nie jest oratorem, choć podczas wywiadów sparował z czołowymi europejskimi dziennikarzami. Widocznie wystarcza mu, że przemawia na boisku.