„Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,21), czyli o tym, co ważne i ważniejsze
Podróżując po Europie, podziwiam spektakularne chrześcijańskie katedry, muzułmańskie meczety, żydowskie synagogi, ale także ruiny greckich i rzymskich świątyń. Rozmiary i bogactwo obiektów sakralnych świadczą o wadze, jaką religia odgrywała w kulturze danego regionu. Oczywiście, nie zawsze motywacje fundatorów były wzniosłe. Często obok pobudek religijnych chodziło o rywalizację zamożnych rodów czy też zwaśnionych grup wierzących. Niezależnie od motywacji symbol religijny dominował w architekturze miasta, co przekładało się na hierarchię wartości mieszkańców. Te czasy zdają się bezpowrotnie minione. W przepięknych bazylikach spotkać można znacznie więcej turystów niż modlących się. Często na stronach internetowych katedr łatwiej kupić bilet wstępu, niż znaleźć informację o godzinach nabożeństw. Życie nie znosi jednak próżni. Coraz częściej punktem obowiązkowym zwiedzania stają się nowe wizytówki miast – świątynie futbolu. W odróżnieniu od niedzielnych nabożeństw rozgrywki piłkarskie przyciągają rzesze fanów – także z dalekich stron – ubranych w klubowe barwy, dumnie eksponujących logo klubu, czynnie uczestniczących w oprawie, zdzierających gardła ku chwale drużyny. Przybysz z kosmosu nie miałby wątpliwości, która z religii dominuje w Europie.