fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Moskwa chce większej lojalności Mińska

Wikimedia Commons
Dyrektor kremlowskiego instytutu alarmuje, że na Białorusi jest realizowany „ukraiński scenariusz".

– O Białorusi zapominają, ponieważ przejmują się sytuacją w Syrii, na Ukrainie oraz zwycięstwem Trumpa w USA. Sytuacja dla nas bardzo niesprzyjająca. Wszystko odbywa się według ukraińskiego scenariusza, ma on swoje niuanse, ale procesy niestety są bardzo podobne – powiedział Leonid Reszetnikow, dyrektor rządowego Rosyjskiego Instytutu Badań Strategicznych, cytowany przez białoruskie Radio Racja. – Białoruś jest historyczną częścią wielkiej Rosji, częścią naszego narodu – mówił. Reszetnikow jest byłym generałem rosyjskiego wywiadu, a w styczniu na tym stanowisku zastąpi go szef rosyjskiej służby wywiadu zagranicznego Michaił Fradkow.

Dyrektor finansowanej przez Kreml instytucji zapewne miał na myśli ocieplenie stosunków pomiędzy Mińskiem a Brukselą. Nie wykluczono, że chodzi też o częste wizyty polskich polityków, którzy ostatnio odwiedzali Białoruś i spotykali się z Aleksandrem Łukaszenką.

Białoruscy analitycy twierdzą, że Moskwa nie ma powodów do obaw. – Prezydent Łukaszenko jest powiązany z Moskwą licznymi sojuszami militarnymi, politycznymi i gospodarczymi. A jakie ma podpisane porozumienia strategiczne z Brukselą? Żadnego – mówi „Rz" znany białoruski politolog Paweł Usow.

Kilka dni temu białoruskie służby aresztowały trzech publicystów pracujących dla nacjonalistycznych mediów rosyjskich. Podobnie jak Reszetnikow mówili oni o „odwróceniu się Białorusi na Zachód oraz białorutenizacji kraju". Wszyscy są obywatelami Białorusi i wszyscy usłyszeli zarzuty „podżegania do nienawiści na tle narodowościowym". Komentując sprawę, ambasador Rosji w Mińsku Aleksandr Surikow zatrzymanych nie bronił. – Są to obywatele Białorusi i jest to sprawa Białorusi. Oprócz tego są to radykałowie – mówił.

Interesujące jest to, że kiedy podobne przypadki zdarzały się na Ukrainie, rosyjscy politycy oskarżali władze w Kijowie o „łamanie wolności słowa". Ale Łukaszenko to nie Poroszenko. Białoruski prezydent wielokrotnie powtarzał, że poprawa stosunków z Zachodem ma znaczenie wyłącznie gospodarcze. O tym, po czyjej stronie jest Białoruś, świadczy stanowisko, jakie białoruscy dyplomaci zajmują w ONZ. Ostatnio poparli Rosję, głosując przeciwko dwóm rezolucjom. Jedna nawoływała do zaprzestania bombardowania Aleppo, a druga do zaprzestania łamania praw człowieka na anektowanym przez Rosję Krymie.

– Na Kremlu chcą, by Białoruś była jeszcze bardziej lojalna, niż jest, chcą całkowicie kontrolować sytuację – dodaje Usow.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA