fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Teczki SB wciąż w politycznej grze

Bogusław Kowalski
PAP, Andrzej Grygiel
Dymisja prezesa PKP oskarżanego o współpracę z bezpieką winna stać się dla PiS punktem wyjścia do ostatecznego rozliczenia się z dziedzictwem PRL.

Bogusław Kowalski prezesem grupy PKP był zaledwie kilkadziesiąt godzin. W niedzielę zrezygnował z funkcji, pisząc w oświadczeniu, że robi to z „poczucia odpowiedzialności za zaufanie", którym go obdarzono, „a nie z poczucia winy". Tak naprawdę – tego w oświadczeniu Kowalski nie napisał – jego rezygnacja to wynik presji części środowisk prawicowych, które błyskawicznie wyciągnęły mu, że w końcu lat 80. był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa i donosił na kolegów ze studiów. Choć sam pomawiany wielokrotnie z rzekomej współpracy z SB się tłumaczył, z ust niektórych polityków PiS dało się słyszeć głosy, że jego nominacja to policzek dla dawnych działaczy „Solidarności".

Kampania, jaką rozpętano wokół Kowalskiego, ma co najmniej trzy podłoża. Po pierwsze, pokazuje, że PiS nie jest monolitem, że są w nim rozmaite frakcje, których liderzy wcale nie myślą tak jak Jarosław Kaczyński. Pozornie pozostając w jedności z prezesem, zrobią wszystko, by podważyć jego autorytet w oczach innych członków PiS oraz elektoratu tej partii. I nie zawahają się przy tym sięgnąć po stare tematy.

Po drugie, sprawa jest też ewidentnym dowodem na hipokryzję paru działaczy partii oraz kilku moich kolegów po piórze. Wreszcie po trzecie, jest przykładem na to, że temat lustracji nie został do końca załatwiony.

Punkty pierwszy i drugi ściśle się ze sobą łączą. Nominacja dla Kowalskiego została ogłoszona w piątek około południa. Kilka minut później informację o tym, że w okresie PRL był on TW, puszcza na Twitterze historyk Sławomir Cenckiewicz. Podchwytują to media i podają, że Kowalski miał donosić m.in. na Mariusza Kamińskiego i Pawła Lisickiego, że z funkcjonariuszami SB spotykał się kilkadziesiąt razy i na dodatek pobierał za to pieniądze. W dyskusję włącza się Marcin Meller, pisząc na Facebooku, że z jego teczki wprost wynika, iż donosił na niego Kowalski ukrywający się pod pseudonimem Mieczysław. W końcu głos zabiera europoseł PiS Kazimierz Michał Ujazdowski, który na Twitterze pisze, że „dla ludzi »Solidarności« nominacja Bogusława Kowalskiego na szefa PKP jest decyzją nie do usprawiedliwienia".

Cała ta histeria byłaby zrozumiała, gdyby sprawa była czymś nowym. Ale nie jest. Doniesienia o tym, że Kowalski był TW, po raz pierwszy pojawiły się w 2005 r., a więc dekadę temu. I wtedy, i dziś wiadomo było, że w IPN nie ma żadnej teczki Kowalskiego. Na dodatek Instytut nigdy nie zakwestionował jego oświadczeń lustracyjnych (podał w nich, że nie współpracował z SB). Co najmniej dziwnie brzmią dziś słowa Ujazdowskiego, który przecież kilka lat temu zasiadał razem z Kowalskim w jednym rządzie. Wtedy jego rzekome kontakty z bezpieką akceptował, a dziś nie?

Śmiem twierdzić, że przez dziesięć lat żaden historyk nie przeprowadził solidnych badań, które albo wykluczyłyby współpracę Kowalskiego z SB, albo ją potwierdziły. Ten przypadek winien stać się dla PiS nauczką i być także powodem do refleksji na temat ostatecznych rozliczeń z PRL. W przeciwnym razie jeszcze nieraz będziemy świadkami gry teczkami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA