fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rosyjski ekspert: NATO i Rosja zmierzają w kierunku konfliktu zbrojnego

Adobe Stock
Pocisk wystrzelony z wyrzutni iskanderów leciałby do Warszawy około 3,5 minuty – mówi „Rzeczpospolitej" prof. Aleksiej Podbieriozkin, szef rosyjskiego Centrum Badań Wojskowo-Politycznych działającego przy MGIMO.

Czym NATO jest dla Rosji? Sojusznikiem czy wrogiem?

Tylko idioci i liberałowie mogą w Rosji postrzegać NATO jako sojusznika. Jak można nie zauważać tego, że poszerzenie sojuszu na wschód i dyslokacja wojsk stanowi dla Rosji bezpośrednie zagrożenie? Mamy do NATO taki sam stosunek, jaki Polacy mieli do Armii Czerwonej w 1920 roku.

NATO nie narusza integralności terytorialnej i nie atakuje pańskiego kraju.

Niech pan zwróci uwagę na to, gdzie w ostatnich latach znajdowały się siły NATO i USA w Polsce. Jest już cała mapa takich obiektów wojskowych. Siły koncentrują się niedaleko granic Rosji i w państwach bałtyckich. Rosja traktuje obecnie te państwa jako terytoria, gdzie znajdują się wrogie jednostki wojskowe. Są dla nas zagrożeniem.

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg na łamach wtorkowej „Rzeczpospolitej" powiedział, że sojusz nie jest od prowokowania konfliktów czy prowadzenia wojen, ale po to, żeby zapobiegać konfliktom i odstraszać tych, którzy chcą wojny.

Ja te śpiewki słyszę od początku lat 80. Dokładnie pod taką muzyczkę odbywało się zniszczenie Układu Warszawskiego i poszerzenie NATO. Nic nowego. Tylko naiwni idioci tacy jak Gorbaczow czy Jelcyn mogli w to wierzyć.

A czy to nie jest tak, że tacy ludzie dążyli do kompromisu i dzięki nim zakończyła się zimna wojna?

To nie był kompromis, to były bezwarunkowe ustępstwa ze strony Rosji. Na czym polegał kompromis, gdy rozwiązano Układ Warszawski, a NATO się poszerzyło? To tak jakby podszedł do pana na ulicy bandyta z nożem i poprosił o portfel. To był taki kompromis.

A czy Rosja sama nie jest winna temu, że relacje z NATO są takie a nie inne? Stoltenberg mówi m.in. o tym, że NATO chce mieć pewność, że zbrojna inwazja Rosji wobec Ukrainy nie powtórzy się wobec członka sojuszu. W pierwszej kolejności obawiają się tego Polska i państwa bałtyckie.

Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie w ogóle to, co mówi Stoltenberg. Jego zdanie w NATO ma znaczenie, ale dopiero po tym, co powiedzą Stany Zjednoczone. Po pierwsze, państw bałtyckich nigdy w historii nie było, to zawsze było terytorium Imperium Rosyjskiego i Związku Radzieckiego. Państwa te istnieją i niech już tak zostanie, ale o zdanie będą je pytać w ostatniej kolejności.

Czyli rozumiem, że Polska, Litwa, Łotwa czy Estonia słusznie obawiają się Rosji?

Rosja nie interesuje się Polską i państwami bałtyckimi, mamy mnóstwo innych spraw. Gdyby Polska nie rozmieszczała na swoim terenie obcych sił, w ogóle nie byłoby tematu. Osobiście uważam, że podczas II wojny światowej Moskwa powinna była powstrzymać swoją armię i nie wyzwalać Polski. Niechby zajmowali się tym sojusznicy amerykańscy czy angielscy.

Co powiedziałby pan, gdyby w przyszłości sojusz postanowił przyjąć Gruzję i Ukrainę? Te kraje dążą do tego od lat.

Nawet teoretycznie nie można sobie tego wyobrazić. NATO musiałoby przyjąć te kraje z ich problemami: Abchazją, Osetią Południową, Krymem i wschodnią Ukrainą. Sojusz się na to nie zdecyduje.

Wyobraźmy sobie jednak, że za pięć czy dziesięć lat będzie taka wola polityczna.

Dlatego postawiliśmy już ponad sto systemów rakietowych typu Iskander. Gdyby powstało jakiekolwiek zagrożenie dla Rosji, jeden iskander jest w stanie zniszczyć całą dywizję pancerną. Pocisk wystrzelony z wyrzutni Iskander leciałby do Warszawy około 3,5 minuty. Ci, którzy zechcą nas zaatakować, nie zdążą się pomodlić.

Widzę, że nie wyklucza pan konfliktu zbrojnego pomiędzy Rosją a NATO?

Zagrożenie to ciągle wzrasta, każdego dnia. Jest sztucznie napędzane, podkręcane są emocje. To trwa od lat i nie ma najmniejszego związku z Ukrainą czy z Syrią. Wszystko zaczęło się od poszerzenia NATO na wschód. Tym razem resetu nie będzie. Nie miejmy złudzeń, nikt tego nie chce.

To co pozostaje?

Pozostaje więc konflikt zbrojny, bo wszystko ku temu zmierza.

To dlatego w ostatnich latach Rosja za wszelką cenę walczy o względy Chin?

Po prostu nasze interesy są zbieżne. To, co robią Stany Zjednoczone, nie podoba się wielu krajom na świecie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA