fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kryzys pogrąża nawet Rousseff

Demonstracja przeciwników prezydent Dilmy Rousseff w listopadzie, oskarżanej o doprowadzenie kraju do zapaści gospodarczej
AFP
Procedura impeachmentu prezydenta destabilizuje dodatkowo kraj pogrążony w kryzysie gospodarczym.
Zarówno moja przeszłość, jak i bieżące działania świadczą o moim niekwestionowanym przestrzeganiu prawa – broni się Dilma Rousseff, prezydent Brazylii, odrzucając wszelkie zarzuty.
Oficjalną przyczyną wszczęcia procedury impeachmentu wobec niej są manipulacje, jakich miała się dopuścić w czasie ubiegłorocznej kampanii wyborczej. Polegać miały na przedstawieniu mijającego się z prawdą stanu finansów publicznych i aprobowaniu niezgodnych z prawem wydatków rządu, którym kieruje pani prezydent.
Kilka tygodni temu Sąd Najwyższy uznał ubiegłoroczny budżet państwa za nielegalny. Był to pierwszy sygnał do uruchomienia procedury impeachmentu.

Skandal za skandalem

Przeciwnicy pani prezydent liczą na to, że przy okazji wyjaśniona zostanie sprawa zakupu przez państwowy koncern Petrobras w 2006 roku rafinerii w USA po podobno zawyżonej cenie. Szefem rady nadzorczej koncernu była wtedy Dilma Rousseff.
Za decyzją o wszczęciu postępowania stoi Eduardo Cunha, przewodniczący niższej izby parlamentu. W powszechnej opinii jego zaangażowanie po stronie zwolenników odwołania pani prezydent miałoby być swego rodzaju manewrem, który miałby odwrócić uwagę od skandalu korupcyjnego, w który jest wplątany. Chodzi o oskarżenia pod jego adresem o łapówki, jakie miał otrzymywać z Petrobrasu. W skandal zamieszani są podobno także wiceprezydent oraz przewodniczący Senatu.
– Jeżeli potwierdzą się zarzuty pod adresem całej tej trójki, a prezydent zostanie odwołana, Brazylii grozi głęboki kryzys polityczny – tłumaczy „Rz" Maria Fernandez kierująca działem politycznym w „Valor Economico", brazylijskim dzienniku ekonomicznym. A to dlatego, że Dilmy Rousseff nie będzie miał kto zastąpić w trybie przewidzianym w konstytucji.
Do tego jednak daleko, chociaż procedura impeachmentu prezydenta Fernando Collor de Mello w 1992 roku zajęła zaledwie miesiąc.
Tym razem będzie zapewne inaczej. W pierwszym etapie procedury impeachmentu o zasadności wniosku zadecyduje niższa izba parlamentu 2/3 głosów. Ze względu na układ sił partyjnych będzie to trudne, ale nie niemożliwe.
W wypadku negatywnego dla pani prezydent rozstrzygnięcia zostanie ona zawieszona, oczekując na decyzję Senatu, który o pozbawieniu jej stanowiska zadecydować musi także 2/3 głosów. Niewykluczone, że proces ten trwać będzie wiele miesięcy, paraliżując życie polityczne w kraju.

Gospodarka na dnie

– Kryzys polityczny zbiega się, niestety, z kryzysem gospodarczym – tłumaczy „Rz" Ricardo Ribeira z firmy konsultingowej MCM Consultores. Gospodarka kraju skurczy się w tym roku o 4 proc. W przyszłym będzie to zapewne 2 proc. Już we wrześniu tego roku Standard & Poor's zakwalifikował Brazylię do poziomu śmieciowego. Rząd zareagował na to prezentacją pakietu cięć i oszczędności budżetowych w sumie na 26 mld reali, czyli niemal 6 mld euro. Likwidacji uległo dziesięć z 39 ministerstw, co pozwoliło na pozbycie się tysiąca urzędników, których pensje i tak zostały zamrożone. Wprowadzony został dodatkowy podatek od transakcji finansowych, co powinno dać 32 mld reali w przyszłym roku. Likwidacji uległy też rozliczne programy wspierające niektóre dziedziny gospodarki, a także program budownictwa socjalnego i wydatki na służbę zdrowia. To wszystko w kraju, w którym wszyscy pamiętają jeszcze program pomocy nazwany Bolsa Familia za czasów prezydenta Luli.
Polegał na bezpośrednich dodatkach finansowych, a dla najuboższych rodzin pod warunkiem, że wysyłają dzieci do szkół, poddają je szczepieniom i sami korzystają z konsultacji medycznych. Bolsa Familia jest sukcesem, jakiego ze świecą szukać w innych krajach.
Brazylia ma trzy zasadnicze atuty – pisał kilka lat temu „New York Times". Po pierwsze, stworzyła warunki do wysokiego wzrostu gospodarczego, co nie udaje się Europie. Po drugie, jest krajem umacniającym szybko demokrację, co różni ją znacznie od Chin, i po trzecie, inaczej niż w większości krajów nierówności społeczne nie rosną, lecz maleją. Gwarantuje to względny spokój społeczny. Przynajmniej na razie.
Sytuacja jest dziś inna. Co dnia bez pracy zostaje obecnie kolejne 6 tys. pracowników, inflacja sięga 10 proc., a odsetki od kredytu bankowego wynoszą 14 proc., co skutecznie blokuje wszelkie plany inwestycyjne. – Sytuacja jest trudna, ale nie ma mowy o bankructwie kraju – zapewnia Ricardo Ribeiro.

Zaledwie 10 proc.

Charles de Gaulle powiedział kiedyś o Brazylii, że nie jest krajem, który należy brać na serio. Od tego czasu Brazylia zmieniła się nie do poznania, nie tylko pozbywając się dyktatury, ale i przekształcając się z wolna w nowoczesne państwo. Dilma Rousseff sprawująca drugą kadencję jest spadkobierczynią ukochanego przez obywateli prezydenta Luli da Silvy, któremu Brazylia zawdzięcza okres niezwykłej prosperity w ubiegłej dekadzie.
Jeszcze niedawno mogła liczyć na spore poparcie obywateli. W sytuacji kryzysu gospodarczego i stałych oskarżeń o korupcję spadło ono do poziomu zaledwie 10 proc. Nie pomaga jej to w walce o polityczne przetrwanie.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA