fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Niemcy tracją polityczną stabilność

Kanclerz Angela Merkel po rozmowach z prezydentem RFN Frankiem-Walterem Steinmeierem o rozwiązaniu kryzysu politycznego
AFP
Pierwszy raz w powojennej historii kraj traci stabilność polityczną. To rezultat kryzysu imigracyjnego.

Zgodnie z planem koalicyjne rozmowy sondażowe powinny się zakończyć w ubiegły piątek, otwierając drogę do właściwych negocjacji ustalających program nowego rządu.

Nie udało się jednak zakończyć rozmów ani do piątku, ani do soboty. Wiadomo było że największe trudności sprawia osiągnięcie kompromisu w sprawach imigracji, uchodźców i ich prawa do łączenia rodzin, czyli sprowadzenia ich do Niemiec.

Na krótko przed północą w niedzielę Christian Lindner, szef FDP, partii liberalnej, pojawił się przed oczekującymi informacji dziennikarzami i powiedział to, czego w gruncie rzeczy nikt nie oczekiwał. – Lepiej zrezygnować z rządzenia niż rządzić źle – ogłosił Lindner.

Tak zakończyła się trwająca cztery tygodnie przygoda zwana Jamajką, czyli negocjacje czterech partii, których barwy partyjne są takie same jak kolory na fladze państwa z Karaibów.

Co zrobi prezydent

Zerwanie rozmów stworzyło sytuację do tej pory w Niemczech nieznaną. W dwa miesiące po wyborach do Bundestagu nie wiadomo, co będzie dalej. Ani jaka będzie koalicja, czy powstanie rząd mniejszościowy, czy też obywatele RFN zostaną poproszeni o dokonanie powtórnego wyboru w czasie przedterminowej elekcji.

Najprostszym rozwiązaniem byłaby kontynuacja rządów obecnej tzw. wielkiej koalicji, czyli CDU/CSU i SPD. Prócz Jamajki jedynie taka koalicja miałaby większość w Bundestagu.

Tego jednak nie chcą socjaldemokraci. Tracili systematycznie poparcie, uczestnicząc już w dwu rządach kierowanych przez Merkel, i są przekonani, że tym razem byłoby tak samo. Jak wyjaśnił w poniedziałek ich przywódca Martin Schulz, jego partia nie obawia się nowych wyborów. Te jednak mogą się odbyć dopiero po rozwiązaniu wybranego we wrześniu Bundestagu.

Dokonać tego może jedynie prezydent RFN Frank-Walter Steinmeier. I to w chwili gdy desygnowany na kanclerza kandydat nie uzyska poparcia większości. Konstytucja przewiduje trzy takie głosowania. Jeżeli w dwu kolejnych nie uda się desygnowanej na kanclerza Angeli Merkel uzyskać większości bezwzględnej, w trzecim wystarczyłaby większość względna. Oznaczałoby to powstanie rządu mniejszościowego, a więc słabego, uzależnionego od sojuszy z opozycją w każdej z ważnych spraw. Tego nikt w Niemczech nie chce.

– Obywatele Niemiec pragną stabilności, co wyznacza kierunek poszukiwania rozwiązań. Nie wiadomo dzisiaj, jaki będzie jego kształt, ale wcześniej czy później rozwiązanie zostanie znalezione – przekonuje „Rzeczpospolitą" Kai-Olaf Lang, ekspert rządowej fundacji Wissenschaft und Politik.

W poszukiwaniu wyjścia z obecnej sytuacji włączył się prezydent Steinmeier. Spotkał się już w poniedziałek z pełniącą obowiązki kanclerza Angelą Merkel i zapowiedział rozmowy z przywódcami innych ugrupowań.

Osłabiona Merkel

Na razie trwa poszukiwanie winnego zerwania rozmów i tym samym sprawcy kryzysu. Ma to ogromne znaczenie, gdyż tęskniący za stabilizacją wyborcy mogą próbować się zemścić na winowajcy. Oczywistym sprawcą wydaje się być Christian Lindner i jego FDP. Zdecydował się na ten krok w chwili, gdy bardzo blisko już było do kompromisu pomiędzy CSU i Zielonymi, głównymi adwersarzami w sprawie imigrantów. Chodziło o wyznaczenie rocznego limitu na poziomie 200 tys. osób rocznie, jak i ustalenia zasad łączenia rodzin. W tym momencie Lindner i jego negocjatorzy wyszli z sali obrad.

– FDP miała przygotowaną koncepcję zasadniczych zmian podatkowych, rewolucyjną w porównaniu z prowadzoną obecnie. Przeważyła prawdopodobnie obawa, że konieczność zbyt wielkich ustępstw może osłabić partię. Stąd decyzja o zerwaniu rokowań – mówi „Rzeczpospolitej" Jochen Staadt, politolog z berlińskiego Wolnego Uniwersytetu. Przypomina, że tak właśnie było w latach 2009–2013, gdy FDP była partnerem koalicyjnym CDU/CSU i po upływie czteroletniej kadencji przeżyła katastrofę, nie przekraczając 5-proc. progu wyborczego. Od prawie początku negocjacji Lindner przypominał, że nie należy się bać nowych wyborów. FDP liczy na więcej niż 10,7 proc. uzyskane we wrześniu. Jednak z sondaży przeprowadzonych przed fiaskiem rozmów koalicyjnych wynikało z nich, że wszystkie ugrupowania mogą liczyć na prawie takie same wyniki. To się jednak teraz zmieni.

Obecny kryzys kończy pewną epokę w niemieckiej polityce. – Należy się spodziewać nasilenia krytyki pod adresem Angeli Merkel wewnątrz samej CDU. Pod jej przywództwem CDU notowała w kolejnych wyborach coraz gorsze wyniki. Nie była też w stanie zapobiec obecnemu kryzysowi – mówi Jochen Staadt.

Jego zdaniem przyczyn spadku popularności CDU należy szukać w podejściu do kryzysu imigracyjnego w 2015 roku. To on utorował drogę do Bundestagu populistycznej i ksenofobicznej Alternatywie dla Niemiec (AfD).

Nie oznacza to bynajmniej, że Merkel zniknie ze sceny politycznej. W CDU nie ma nikogo, kto mógłby ją zastąpić, i to ona otrzyma kolejne misje tworzenia rządu. Pewnie także w wyniku nowej elekcji.

– Niemiecka scena polityczna uległa diametralnej zmianie w chwili, gdy w wyniku wrześniowych wyborów do Bundestagu weszło sześć partii, utrudniając tworzenie rządu w oparciu o koalicję dwu ugrupowań, jak to było do tej pory – podkreśla Kai-Olaf Lang. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA