fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Członkowie komisji ds. pedofilii dorobią na boku

Błażej Kmieciak, przewodniczący Komisji ds. pedofilii
Błażej Kmieciak, przewodniczący Państwowej Komisji do spraw wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej lat 15
Fot. Kancelaria Sejmu/Aleksander Zieliński
Sejm zrobił zaskakującą przysługę członkom gremium, mającego zająć się pedofilią. Jedną z ustaw covidowych pozwolił im na dodatkowe zarobki.

Około 10 tys. zł brutto – tyle ma wynieść miesięczne uposażenie członków państwowej komisji ds. pedofilii. Ustawę w jej sprawie Sejm przyjął w 2019 roku, po pierwszym filmie braci Sekielskich o nadużyciach seksualnych w Kościele. Członków powołano dopiero rok później, po kolejnym filmie Sekielskich. Obecnie urząd komisji jest w trakcie realizacji, a nieoczekiwanie pojawiła się furtka, umożliwiająca jej członkom na dodatkowe zarobki. Dała ją ustawa z 7 października 2020 roku o zmianie niektórych ustaw w celu przeciwdziałania społeczno-gospodarczym skutkom Covid-19.

Dotąd członków komisji, podobnie jak wszystkie osoby na kierowniczych stanowiskach państwowych, obowiązywała zasada, że jeśli pełnią też inną funkcję, mogą otrzymywać tylko jedno, wybrane przez siebie wynagrodzenie. Na mocy ustawy z 7 października ten przepis przestał obowiązywać członków komisji ds. pedofilii. Projekt skierował do Sejmu rząd, większość przepisów dotyczyło gospodarki, a przepis dotyczący komisji dodano podczas prac.

Gdzie konkretnie mogliby dorobić? Możliwości są ograniczone. Ustawa o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne zabrania kluczowym urzędnikom pełnienia wielu funkcji, m.in. zasiadania we władzach spółek prawa handlowego czy prowadzenia działalności gospodarczej na własny rachunek. Jednak od zakazów jest też sporo wyjątków. Z kolei ustawa o komisji ds. pedofilii zakazuje dodatkowej pracy jej członkom, ale tylko wtedy, gdy byłoby to „sprzeczne z obowiązkami członka komisji".

O intencję przepisu spytaliśmy posła PiS Henryka Kowalczyka, który prowadził ustawę w Sejmie. – Chodzi o dorabianie na uczelni – powiedział. Problem w tym, że członkowie komisji mogli już to robić na gruncie dotychczasowych przepisów. Praca na uczelni jest jedyną dodatkową płatną pracą, na którą literalnie pozwalają przepisy o wynagradzaniu osób zajmujące kierownicze stanowiska państwowe.

– Ten artykuł został na pewno napisany pod konkretną osobę – mówi posłanka Lewicy Joanna Scheuring-Wielgus. – Przecież już raz to przerabialiśmy – dodaje.

Nawiązuje do zmiany, którą wprowadziła w maju tzw. tarcza antykryzysowa 3.0. Nastąpiło to w analogiczny sposób co teraz. Do rządowego projektu, pierwotnie niemającego nic wspólnego z komisją ds. pedofilii, w trakcie prac w Sejmie dorzucono poprawkę.

Zmieniła ona kryterium doboru członków niepowołanej jeszcze wówczas komisji. Ustawa pierwotnie przewidywała, że w gremium będą mogły zasiąść wyłącznie osoby posiadające wykształcenie prawnicze, medyczne lub psychologiczne. Poprawka rozszerzyła krąg kandydatów o osoby, którym został nadany w zasadzie każdy order lub odznaczenie za wyjątkiem medali za długoletnią służbę czy długoletnie pożycie małżeńskie.

I rzeczywiście, na kilka dni przed terminem zgłaszania kandydatur do komisji ds. pedofilii prezydent odznaczył Barbarę Chrobak, byłą posłankę Kukiz'15, obecnie związaną z partią Zbigniewa Ziobry. Dostała Srebrny Krzyż Zasługi, dzięki czemu mogła ją rekomendować Krajowa Rada Prokuratorów.

– Od początku twierdziłam, że komisja powstaje po to, by PiS mógł powiedzieć wyborcom, że robi coś w kwestii pedofilii. Poza tym chodzi o rozdanie stanowisk swoim ludziom. Ostatnie nowelizacje tylko utwierdzają mnie w tym przekonaniu – mówi Scheuring-Wielgus.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA