fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wybory w USA: Dyktatorzy nie uznają zwycięstwa Joe Bidena

Joe Biden już kompletuje swoją ekipę. Tu na spotkaniu 10 listopada w Wilmington w stanie Delaware.
AFP
Xi, Putin, Erdogan, Kim Dzong Un: część czołowych przywódców świata zwleka z wysłaniem gratulacji prezydentowi elektowi. Trump pasował im dużo bardziej.

Lider Korei Północnej szykuje bardziej spektakularne powitanie dla 46. prezydenta USA. Zdaniem amerykańskich ekspertów jeszcze przed inauguracją Joego Bidena 20 stycznia może przeprowadzić próbę międzykontynentalnej rakiety (ICBM), takiej, która pozwoliłaby na bezpośredni atak jądrowy na Amerykę. To byłoby dla Pjongjangu ustawienie pozycji wyjściowej w relacjach z Waszyngtonem, które zapowiadają się dla Korei Północnej źle. Pod osłoną teatralnych spotkań z Donaldem Trumpem Kim Dzong Un zdołał znacznie rozbudować swój arsenał jądrowy. Teraz stojący przed widmem głodu kraj może się jednak spodziewać ze strony USA radykalnych sankcji. Na razie nowego prezydenta nie uznaje.

Czytaj także: Ameryka w zawieszeniu

Tureckie imperium

Gratulować Bidenowi nie zamierza też Xi Jinping. Trump był co prawda pierwszym od Richarda Nixona prezydentem, który odwrócił politykę coraz bliższej współpracy z Chinami. Biden chce jednak znacznie zaostrzyć tę strategię, budując szeroką koalicję antychińską w Azji i wysyłając w ten rejon świata gros marynarki wojennej. Współpracować z Pekinem zamierza tylko w sprawie ochrony środowiska, ale to za mało dla imperialnych planów Xi Jinpinga.

Listu gratulacyjnego do prezydenta elekta nie wysłał też Recep Erdogan. On również będzie żałował Trumpa. Miliarder, wycofując większość sił amerykańskich z Syrii, pozwolił mu uderzyć w kurdyjskich sojuszników Zachodu. Waszyngton tolerował także umacnianie autorytarnej władzy tureckiego prezydenta. Nie ukarał go ani za rozbijanie NATO, ani za zakup rosyjskich systemów antyrakietowych. Erdogan zaczął wręcz budować coś na kształt tureckiego imperium na Morzu Śródziemnym sięgającego Libii. Biden, który nazwał go „autokratą", zapowiedział w „New York Times", że zainicjuje „nowe podejście do Turcji".

Od gratulacji dla Joego Bidena powstrzymuje się też Rosja. Co prawda z Putinem Trump nigdy nie zdołał zawrzeć „dealu", który rozdzieliłby wpływy obu mocarstw, jednak w wielu miejscach świata, jak Syria czy ostatnio Białoruś, Amerykanin szedł Moskwie na rękę. Biden, który w programie CBS „60 minutes" nazwał Rosję „czołowym zagrożeniem", może to zmienić. Planuje na serio powstrzymać budowę Nord Stream 2, umocnić wiarygodność NATO, mocniej zaangażować się we wsparcie dla demokratycznych działaczy na Białorusi oraz dla suwerenności Ukrainy.

Jair Bolsonaro dyktatorem w żadnym wypadku nie jest: stoi na czele największej poza USA demokracji zachodniej półkuli. Ale z odchodzącym prezydentem łączyło go wiele podobieństw ideologicznych, do tego stopnia, że był nazywany Trumpem tropików. To z tego powodu Brazylia odeszła od tradycyjnej polityki neutralności, choćby rezygnując z bliskiej współpracy z Chinami. Z Bidenem Bolsonaro może nie tylko pozostać na tym ideologicznym polu osamotniony, ale także spodziewać się większej presji, np. sprawie ochrony Amazonki.

Stara znajomość z Netanjahu

Z listem gratulacyjnym wstrzymuje się także przywódca drugiego latynoskiego giganta, Meksyku. Zanim Andres Manuel Lopez Obrador doszedł do władzy, Trump mówił co prawda o „meksykańskich gwałcicielach" starających się dostać nielegalnie do USA i zaczął budowę muru na granicy z Meksykiem. Potem jednak obaj prezydenci (z premierem Kanady) sprawnie renegocjowali umowę o wolnym handlu NAFTA, Obrador zgodził się także na powstrzymanie uciekinierów z Ameryki Środkowej, którzy starali się dostać do Stanów.

Na bojkot Bidena nie zdecydowało się jednak wiele innych państw, które też będą żałować Trumpa. Odchodzący prezydent przeniósł ambasadę USA do Jerozolimy, uznał suwerenność Izraela nad Wzgórzami Golan i zainicjował politykę powstrzymania Iranu w regionie. Biden tych dwóch pierwszych punktów nie zmieni, ale chce doprowadzić do przystąpienia Waszyngtonu do umowy o rozbrojeniu atomowym Teheranu. Mimo to w niedzielę premier Benjamin Netanjahu osobiście pogratulował prezydentowi elektowi, podkreślając, że zna go „od 40 lat". Na to samo zdecydował się książę Muhammad ibn Salman, faktyczny władca Arabii Saudyjskiej.

Prezydentury Bidena obawia się Boris Johnson. Trump popierał Brexit, był też gotów zawrzeć z Wielką Brytanią umowę o wolnym handlu. Teraz to wszystko pójdzie w zapomnienie.

Brytyjski premier nie tylko złożył jednak gratulacje nowemu amerykańskiemu przywódcy, ale też wszedł do elitarnego na razie grona polityków, którzy bezpośrednio rozmawiali z prezydentem elektem. Znaleźli się w nim póki co również kanclerz Niemiec, prezydent Francji oraz premierzy Kanady i Irlandii – kraju, z którego wywodzi się rodzina Joego Bidena.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA