fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Argentyna wymęczona kryzysem wybiera lewicowca

Alberto Fernandez dziękuje wyborcom za poparcie
AFP
Mimo inflacji przekraczającej 50 procent wyborcy głosowali na 60-letniego peronistę Alberta Fernandeza, który chce podwyżki emerytur.

– Zaprosiłem go na śniadanie do (siedziby prezydenta) Casa Rosada, by dokładnie omówić przekazanie władzy – oświadczył ustępujący prezydent Argentyny Mauricio Macri, nim jeszcze podliczono wszystkie głosy.

Przewaga Fernandeza była wystarczająco duża – zdobył ponad 48 proc. głosów, gdy konkurent ok. 40 proc.

Zwycięstwo peronisty wszystkich trochę zaskoczyło. Mimo że w argentyńskiej polityce obecny jest od 30 lat, nigdy nie prowadził samodzielnej działalności, zawsze pełnił tylko funkcje urzędnicze (choć wysokie). – (Była prezydent Argentyny) Cristina de Kirchner zaprosiła go w maju do domu i spytała, czy jest gotowy zostać prezydentem. Trochę zaskoczony, wahając się, odpowiedział: Tak – jeden z dziennikarzy z Buenos Aires opisywał początek zwycięskiej kampanii Fernandeza.

Od 1996 roku był współpracownikiem męża Cristiny, Nestora de Kirchnera, który w 2003 roku został prezydentem. Wtedy został jego szefem gabinetu, czyli odpowiednikiem europejskiego premiera. Po odejściu męża i objęciu prezydentury przez żonę (czyli Cristinę de Kirchner) szybko z nią pokłócił. Od tej pory coraz ostrzej krytykował jej rządy. – Za czasów prezydenta Carlosa Menema (w latach 1989–1999, red.) było korupcyjne rozpasanie, ale prezydentura Cristiny to prawdziwa rewolucja łapówkarzy – mówił w 2012 roku.

Jednak za czasów Maurcia Macriego – prawicowego następcy de Kirchner – kraj coraz bardziej pogrążał się w kryzysie. Liberalne władze próbowały co prawda zmniejszyć regulację rynku, ale – ulegając MFW – podniosły też podatki i obcięły dotacje do cen paliw. Obecnie około 35 proc. Argentyńczyków żyje w ubóstwie, bezrobocie sięga ponad 10 proc., a bank centralny nakłada coraz większe ograniczenia na zakup waluty USA, by nie doprowadzić do wyczerpania własnych zapasów. Teraz można już kupić tylko 100–200 dolarów miesięcznie. W bank mocno uderzył ostatni tydzień kampanii wyborczej, w trakcie którego musiał wydać kilka milionów dolarów dla podtrzymania kursu peso.

– Argentyńska gospodarka konsumuje 70 proc. tego, co wyprodukuje. Jeśli więc zmniejszysz wewnętrzną konsumpcję, pada produkcja, rośnie bezrobocie, a potem i ubóstwo – tłumaczył Fernandez, jak widzi przyczyny obecnych kłopotów.

Mimo gospodarczych kłopotów jeszcze wiosną prezydent Macri mógł być pewien reelekcji. Jego główna konkurentka Cristina de Kirchner cieszyła się bowiem antypatią ponad połowy Argentyńczyków. Sytuacja zmieniła się, gdy pani Kirchner zgodziła się zejść na drugi plan (startowała na wiceprezydenta) i ustąpiła miejsce Fernandezowi – lubiącemu grać na gitarze właścicielowi psa rasy collie, którego nazwał Bob Dylan.

– On nie jest ideowcem, jest za to skrajnie racjonalistyczny – powiedział o nowym szefie państwa argentyński politolog Sergio Berenshtein. W krajowej elicie politycznej i gospodarczej słynne są negocjacyjne zdolności Fernandeza i jego umiejętność znajdowania kompromisów. W 2008 roku doprowadziły go one jednak do największej porażki politycznej.

Ówczesna prezydent Cristina de Kirchner postanowiła podnieść cła na główny towar eksportowy kraju, artykuły rolne – by zmniejszyć ceny na rynku wewnętrznym, a jednocześnie napełnić budżet. Fernandez wynegocjował kompromis z producentami rolnymi, ale został on odrzucony, a jego autor – wyrzucony.

Teraz, w trakcie ostatniej kampanii wyborczej, musiał uspokajać krajowych farmerów, wystraszonych kandydatką na jego wiceprezydenta. – W przeszłości popełnialiśmy błędy, by nigdy nie powtórzyć ich w przyszłości – zapewniał wyborców.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA